|
|
Fantastyka i jej Autorzy
Terry Pratchett - Maskarada
To jest recenzja. Pomaga zdecydować, czy warto czytać książkę.
Co w kolejnej części cyklu o Świecie Dysku prezentuje nam Pratchett? Przede wszystkim doskonałą wizję opery w krzywym zwierciadle. Oto Agnes Nitt, skromna dziewczyna z Lancre, która umie śpiewać chórem (sic!), postanawia wyjechać do Ankh-Morpork, miasta wielkich możliwości i jeszcze większych kłopotów. I tych oczywiście nie brakuje, choć porażająca jest nie ich ilość, ile jakość - w operze, w której zatrudniła się Agnes, wciąż pojawia się Upiór. Upiór zaczyna jednak działać wbrew swoim upiornym zasadom i zabija. Tak, zabija jednego pracownika opery za drugim. Robi się groźnie.
Agnes, w której dyrektor muzyczny odkrywa nieznane talenty, podkłada głos Christine (ładnej dziewczynie bez talentu, za to z wpływowym tatusiem) i stara się odkryć, kim jest Upiór.
Tymczasem w Lancre dzieje się źle, albowiem zostaje zachwiana równowaga świata czarownic. Zawsze muszą być trzy - dziewica, matka i. ta trzecia (nikt przy babci Weatherwax nie użyje słowa "starucha"), a dotychczasowa dziewica wyszła za mąż. Babcia Weatherwax i niania Ogg uznają, że na stanowisko dziewicy odpowiednia będzie Agnes Nitt (gruba, uroczy charakter, niezłe włosy). Wyruszają do Ankh-Morpork, wprost w świat złodziei, wydawców, muzyków, Upiora i przede wszystkim opery. Opery, którą dobrze niania Ogg charakteryzuje słowami: "Mnóstwo ludzi się w sobie kocha, jest dużo przebierania się za innych i ogólnego bałaganu, występuje bezczelny sługa, nikt tak naprawdę nie wie, kto jest kim, parę osób dostaje obłędu, cygański chór i w ogóle. Typowa opera. Pewnie ktoś się okaże czyimś dawno zaginionym synem albo córką, albo żoną."
Książka naprawdę doskonale napisana, niesamowicie zabawna i lekka w czytaniu. Terry Pratchett po raz kolejny nam pokazał, że niezależnie od tematu - potrafi w mistrzowski sposób sparodiować wszystko.
Za tekst dziękujemy Wiktorowi Złotnickiemu.


|
|