Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Topielec

Grzegorz Szołtysik


opowiadanie



Nad zalewem, niemal przyczajony w krzakach, siedział wędkarz i obserwował ze skupieniem spławik, który poruszył się. Uradowany żywił nadzieję, że to ryba próbuje skubnąć przynętę i za chwilę pociągnie ją w dół wraz z haczykiem.
Ryba wydawała się wielka – przekonany, że za chwilę wyjmie ja z wody żałował, że w tej chwili nie ma nikogo w pobliżu, komu mógłby się pochwalić swym trofeum. Mylił się jednak i to bardzo.
Tafla wody zmarszczyła się, zafalowała niespokojnie i poruszyła się, jakby nadciągała ławica wielkich ryb. Poczuł ukłucie w głowie, co wytłumaczył sobie migreną i nadmiarem promieni słonecznych. Przez myśl by mu nie przeszło, że właśnie jego umysł padł ofiarą manipulacji, dokonanej przez dwie przeklęte dusze, które stały niewidzialne dla wędkarza tuż przy brzegu.
Stary topielec sprawdzał umiejętności młodego, który wywoływał u swej ofiary potrzebę wejścia do wody i ochłodzenia twarzy. Wędkarz zanurzył dłonie w wodzie i schłodził twarz po raz ostatni w swoim życiu. i Odpłynął w głąb jeziora wraz z topielcami, którzy uznali zawczasu, że nie będzie jednym z nich, może natomiast przydać się jako potrawa.
Takoż przydał się. Topielcy dokonali konsumpcji na środku jeziora, głęboko pod wodą. Zwłok wędkarza nigdy już nikt nie znajdzie, gdyż topielcy jedzą nie zostawiając resztek, a ich odchodów żaden chemik nie odróżniłby od rzecznego mułu. Rodzina nieboszczyka będzie wprawdzie płakała, lecz stary wytłumaczył młodemu, że to wina ludzi, gdyż rozmnożyli się na potęgę i nie sposób zmniejszyć ich cierpień. W zamierzchłych czasach topielcy tak manipulowali ludzkimi umysłami, że ci nie pamiętali nawet, że ktoś taki istniał. Dziś już nie ma najmniejszych szans by tak uczynić. Ludzi jest zbyt wiele a topielców zbyt mało, by móc tak dalece posunąć się w manipulacjach ludzkimi umysłami. Dlatego ludzie cierpią kiedy topielcy jedzą.
 Młodemu potrzebne były te słowa, tak by jego jeszcze ciepła krew ostygła i by z czasem stała w przenośni zimna a serce lodowate. Znieczulica bowiem, znacznie upraszcza taką robotę i jest atrybutem zawodowca, rutyniarza.


Lało jak z cebra. Lipiec tego lata był wyjątkowo deszczowy. Wracał z pracy nocnym autobusem do domu - do żony i dzieci. Po godzinach uczestniczył w obowiązkowym bankiecie z alkoholem, którego nigdy nie łączył z prowadzeniem samochodu, zaś nostalgiczny nastrój, będący reperkusją minorowo-romantycznej aury spowodował, że zrezygnował też z taksówki. Postanowił jak szary człowiek potłuc się rozklekotaną miejską komunikacją. Jechał tak to spoglądając w impresjonizm krajobrazu widzianego przez mokrą szybę, to obserwując ludzi z dyskrecją i w sposób właściwy obcym sobie ludziom zebranym w jednym ciasnym miejscu. Siedzieli zbyt blisko siebie aby się zupełnie ignorować, lecz nie byli chętni do bliższego poznania siebie wzajemnie. Obecność obcych ludzi w tak bliskiej odległości narusza intymność i powoduje zdenerwowanie, dlatego lepiej nie patrzeć obcym w oczy, by nie prowokować przykrych incydentów. W międzyczasie zagłębiał się w opowiadania Lovecrafta. Opowiadanie o miasteczku Innsmouth dobrze komponowało się z jazdą autobusem, późna nocą bladym, migającym światłem żarówki rozświetlającej pożółkłe kartki starej bibliotecznej książki.
Ostatni przystanek. Trzeba wysiąść. Teraz czekała go długa, piesza wędrówka do domu. Nic to- pomyślał. Wyszedł z autobusu i poszedł w znanym sobie kierunku. Marsz i zacinający deszcz rozbudził z pasażerskiego półsnu jego mózg, który pracując w onirycznym, regularnym jak ślady węża na pustyni, rytmie alfa zmuszony został do skoncentrowania się na bacznym obserwowaniu drogi. Ciemne, mokre uliczki wyglądały nieco złowrogo, zwłaszcza, że nie było tu o tej porze żywego ducha. „Jeszcze ten deszcz”- westchnął. Był już trochę zmęczony i śpiący, lecz wciąż jeszcze przekonany, że jego pomysł pieszego powrotu do domu po nieoświetlonych i zalanych deszczem drogach był pomysłem dobrym. Jego dom widać już było z daleka. „Jeszcze tylko ciemna błotnista ścieżka przez polankę, stary drewniany mostek i już będzie oświetlona ulica, na której mieszkam. Niebawem na tej dzikiej polanie pojawią się ogrodzenia, powstaną nowe domy, garaże, potem ulica, asfalt, bruk i latarnie...i nie będzie już można poczuć natury tego miejsca, tego prawdziwego, pradawnego genius loci - ducha miejsca”. Te rozważania towarzyszyły jego wędrówce wraz z wilgocią w zachlapanych błotem butach.
W pewnym momencie wyczuł intensywna woń rybiego śluzu pomieszanego z zapachem dymu z fajki. Wzdrygnął się. Nie był sam. Czyżby to genius loci, o którym fantazjował? Dostrzegł wreszcie czerwony ognik tlącego się w fajce tytoniu. Kłęby dymu wydostające się spod obszernego skórzanego kapelusza, rozstrzeliwane były od razu przez krople deszczu, smagające też długi płaszcz tajemniczego jegomościa.
Wyglądał obskurnie. Kapelusz miał postrzępiony, płaszcz rozdarty i długą brodę, która wydawała się być zielona. Stał tak na środku zalanej polany, po łydki w wodzie i gapił się wprost na niego. Obserwowany wystraszył się , lecz po chwili odzyskał śmiałość i zawołał do owego dziwoląga donośnie:
-    Hej, człowieku! Co ci?
-    Nic, stoję sobie. Pogoda w sam raz dla mnie. - Jego głos przypominał bulgotanie.
"Wariat"- pomyślał - "wrócę do domu i zadzwonię, gdzie trzeba", następnie ruszył dalej, co parę kroków jednak oglądając się za siebie. "Jeszcze tylko mostek". Nieznajomy podążał za nim wzrokiem. Czuł jego spojrzenie na sobie i coś jeszcze, jakby władzę nad nim. To było bardzo dziwne uczucie. Obrócił się po raz kolejny i przypatrzył raz jeszcze tej zjawie. Był już daleko, lecz pomimo odległości i ciemności wokół panującej, mógł spojrzeć w jego oczy - dziwne wielkie i jasne. Zmieszał się i zadumał nad tym człowiekiem, ponieważ zrobiło mu się go żal. Pomimo tego, że był straszny, wyglądał bardzo nędznie w swoich łachmanach.
Doszedłszy do mostu zaniepokoił się. Woda w rzece była bardzo wysoko i niewiele jej brakowało do tego by wylała się z koryta. Jego dom położony był na najwyższym wzniesieniu w terenie, dlatego nie groziło mu zalanie, od którego i tak był wysoko ubezpieczony. Niżej jednak znajdowała się  polanka i stojący na niej biedny wariat w kapeluszu. Z pewnością zginie - utopi się. "Musze po niego wrócić" - zdecydował. Ruszył czym prędzej. Rzeczna woda lizała już górną część mostu jej poziom niebezpiecznie zbliżał się do wysokości wału.
-    Hej, człowieku musisz uciekać stąd! Słyszysz? Rzeka zaraz wyleje z koryta, zaleje całą polanę, wypłynie szybko i możesz utonąć! Rozumiesz co do ciebie mówię? - zakrzyczał do nieznajomego, gdy już dobiegł blisko.
Nieznajomy pokiwał twierdząco głową.
-    Możesz się ruszyć? - bez odpowiedzi - daj mi rękę! Bo utoniesz!
-    Można utonąć tylko raz - odparł krótko nieznajomy swym bulgoczącym barytonem.
-    Zaiste przyjacielu, słusznie prawisz, tylko raz - rzucił cynicznie zdenerwowany - dasz mi rękę czy nie?!
     Woda na polanie sięgała już prawie kolan i jego zapał, żeby ratować tego dziwoląga gasł systematycznie wraz z napływającą wodą i każdym bezczelnym słowem ratowanego. Złożył parasol, bo i tak całe ubranie było już przemoczone. Postanowił jednak nie poddawać się.
-    Ręka, gościu! - powiedział zdecydowanie i głośno i wtedy zaczęło się.
Najpierw poczuł na dłoni zimną i śliską dłoń nieznajomego, która uścisnęła go niezwykle mocno. Natężenie rybiego odoru wzrosło znacznie, a wielkie nieruchome oczy nieznajomego spoglądały na niego złowróżbnie. Próbował się wyrwać - na nic zdał się jednak jego wysiłek. Z wnętrza rękawa nieznajomego do wnętrza jego rękawa wlał się śmierdzący śluz. Stanął otępiały i śmiertelnie wystraszony. Teraz dostrzegł wyraźnie, że jego broda była rzeczywiście zielona.
-    Puść mnie! Kim ty do cholery jesteś?
-    Dziękuję za pomoc, ale nie można utonąć dwa razy – odparł uprzejmie nieznajomy, zwalniając swój stalowy uścisk i pozwalając mu uciec. W biegu wywrócił się kilkakrotnie. Po dobiegnięciu do mostu odwrócił się, ale nie widział już nieznajomego. Poszukał telefonu, lecz na próżno - wypadł gdzieś i leżał teraz w jakiejś ciemnej kałuży. Zaklął głośno i popędził w kierunku domu.
Nagle zatrzymał się. Na samym środku mostu do poręczy przypięta była piękna czerwona wstążka. Ciemno było wokół jak diabli, a ona jaśniała czerwienią. Jakże nie pasowała do tego otoczenia. Stał tam i wpatrywał się w nią, jakby nigdy nie widział w życiu czerwonej wstążki. A kiedy spojrzał ciut niżej, ujrzał  porozwieszane na poręczach tego małego drewnianego mostu czerwone korale - mnóstwo czerwonych korali.
Na ten widok zapadł w pewien rodzaj hipnozy i stał tam dopóki deski pod nim nie załamały się z trzaskiem. Lecąc w dół uderzył głową w podłoże. Coś mu to przypomniało. Jakież było jego zdumienie, kiedy przypomniał sobie swoją śmierć w Norymbergii. "Jakim cudem przypomniałem sobie poprzednie życie?" - zastanawiał się już nie żyjąc i płynąc z nurtem rzeki. Gdyby tylko mógł wynurzyć się teraz spod wody, usłyszałby, dobiegające znad brzegu rzeki, śmiech i klaskanie zielonobrodego topielca.  



*******



„Kim jestem, skoro mogę być wszystkimi wcieleniami naraz i jednocześnie żadnym z nich być nie mogę, gdzie jestem, skoro mogę być wszędzie gdzie zechcę i w sekundzie przemieścić się ze szczytu góry na dno oceanu nie potrafię tam jednak ani usiąść ani stanąć bo nie mam ciała i faktycznie przebywać w danym miejscu nie jestem w stanie. W jakim czasie jestem kiedy istnieję równolegle w kilku czasach bo i w kilku wcieleniach a w żadnym z nich nie istnieję rzeczywiście tylko w jakiś niewytłumaczalny sposób. Czym jest moje ciało, w którym tkwię, lecz które mogę w dowolnej chwili opuścić; które czuję, lecz czuć nie muszę, jeśli tego nie chcę. Czym jest rzeczywistość? Gdzie jest prawda? Wymykam się wszakże wszystkim znanym prawom i regułom. Czy ja w ogóle istnieję? Jest jednak pytanie, więc i musi być ten, który pyta. Pytam zatem: co się ze mną dzieje? Pytam sam siebie, bo nikt nie słyszy mojego głosu."
Topielec mylił się. Słyszeli go i zmarli i żywi. Ze szczególną uwagą przysłuchiwali się jego myślom inni topielcy i pewien mnich





*******


Buddyjski mnich podczas medytacji usłyszał wołanie o pomoc zagubionego w międzybycie zmarłego. Natychmiast przystąpił do udzielenia mu niezbędnej pomocy. Zmarły potrzebuje przewodnika po świecie zmarłych, aby mógł właściwie rozpoznać wizje ujawniające się mu się w kolejnych dniach po jego śmierci oraz żeby mógł przejść do następnego wcielenia lub osiągnąć stan nirwany. Tak mówi Tybetańska Księga Umarłych.
 Był już przygotowany, aby odpowiedzieć na dręczące zmarłego pytania. Wypowiedział w myślach takie oto zdanie: “widzisz sprzeczności i posiadasz dualistyczną wizję świata, lecz spójrz raz jeszcze a ujrzysz je jako rozległą jedność”. Skoncentrował swa myśl i zaangażował wszystkie duchowe siły aby wiadomość ją wysłać.
Był już o krok od nawiązania kontaktu, kiedy sam doznał niepokojącej wizji. Oto widok zmarłego przesłoniła mu twarz człowieka o wyłupiastych oczach i zielonej brodzie, którą zalała mętna woda. Mnich posmutniał i westchnął zrezygnowany albowiem oznaczało to, że dusza ta ma już przewodnika, ale ze świata przeklętych. Dla przeklętej duszy mnich nie może już nic zrobić.



*******



 Po dnie rzeki mknęły tu i ówdzie gromadki ryb. Gdzieniegdzie pojedyncze sztuki raz po raz uderzały pyszczkiem w rzeczny muł smakując, jego zawartość. Posiadając tak liczną jak one ilość kubków smakowych potrafiły zapewne znaleźć w nim niejeden smaczny kąsek. Dla siebie rzecz jasna.
Ich ucztę zakłóciło blade ludzkie ciało, ryjące po dnie i wzniecające nosem w górę wszystko, co zalegało w najniższych partiach akwenu. Dzięki otwartym oczom przypominało nieco rybę a dzięki odpadającym kawałkom odzienia do złudzenia kojarzyło się z rybą...marynowana w occie. Większość z ludzi widok ten pozbawiłby apetytu, lecz ryb przeciwnie. Co więcej z zapałem zaczęły je skubać pyszczkami. Nie uczyniłby tego człowiek posiadając mniej kubków smakowych.


*******



„Pali Gap” Jimiego Hendrixa wprawiał go zawsze w dobry nastrój. Kiedyś wierzył, że dzięki muzyce można odbyć podróż do wnętrza siebie, podróżować po oceanie własnej psychiki jak kapitan Nemo w swej podwodnej łodzi, być psychonautą, Pilotem Pirxem w otchłaniach kosmosu własnego umysłu.
 Melodia tej piosenki towarzyszyła mu teraz w jego podróżach astralnych po świecie. Wznosił się ponad chmurami i przysiadał na szczytach gór, wtapiał w tłum ludzi w wielkich miastach. Nie potrafił tylko przenieść się do swego domu, do najbliższych jego sercu okolic. Tak bardzo chciał zobaczyć rodzinę, ale za każdym razem mylił drogę jakby jej nie znał. Był przekonany, że zna, jednakże odpuścił sobie po pewnym czasie. Drogi do domu nie było. Znikła, przepadła, nie zobaczy już rodziny.
 "Może moja dusza jest przeklęta?" - pomyślał i doznał nagłego olśnienia. Przypomniał sobie ostatnią widzianą w swoim byłym już życiu twarz, twarz zielobrodego dziwoląga w kapeluszu, palącego fajkę i śmierdzącego rybami. Czyżby to on go przeklął? Tak, to na pewno on! Kim jest do cholery i dlaczego się dotąd nie ujawnił, skazując go na trwanie w niepewności i w niebycie? Odpowiedź nadeszła w tej samej niemal chwili. Jego oczom ukazał się wizerunek stojącego tuż przed nim zielonobrodego. Zjawa odezwała się pierwsza.
-    Pamiętasz mnie?
-    Jakby mogło być inaczej? - odrzekł - pewnie, że pamiętam
-    To dobrze. Powróć do swojego ciała jeśli nie chcesz trwając w międzybycie przez wieczność
-    Moje ciało gnije
-    Odzyska sprawność. Jesteś przeklęty
-    Kto mnie przeklął?
-    Ja
-    A kim ty jesteś, do cholery?
-    Jestem topielcem i ty nim też zostaniesz
-    Mam jakiś wybór?
-    Teoretycznie masz, ale chyba nie jesteś głupcem...
-    Nie mam wyboru
-    Nie masz
 Pomilczeli tak chwilę.
-    Po co to zrobiłeś? - zapytał topielca
-    Nie jesteś chyba głupcem i się domyślisz - odparł zielonobrody.
 To było, jak się wydawało, jego ulubione powiedzenie
-    Musisz mieć z tego spore korzyści
-    Mam
-    Dobrze jest być topielcem?
-    Bardzo dobrze - topielec był lakoniczny
-    Wszyscy jesteście tak rozbulgotani, przepraszam rozmowni?
-    Wracasz do ciała czy nie? - cyniczne poczucie humoru jego ofiary nie robiło na nim wielkiego wrażenia
-    Nie mam wyjścia
-    Nie masz
-    Wszyscy jesteście tacy sztywni?
-    Sztywni i nadpsuci nadmienię jeszcze. Zupełnie jak twoje zwłoki, w które za chwilę wnikniesz.
-    Tam nad rzeką chciałem cię ratować a ty mnie przekląłeś
-     Już mówiłem, że dobrze być topielcem
-     Dzięki za łaskę!
-    A ja za nic ci nie dziękuję, bo musisz wiedzieć, że ten twój miłosierny odruch jak i romantyczny nastrój tego dnia to moje dzieło
-    Acha. Wszyscy jesteście tacy nadęci?
-    Tak, zupełnie jak twoja moszna po kilku dniach fermentowania jej zawartości
-    Obrzydliwe to było! Wszyscy tak macie, do cholery?
-    Nie wszyscy są tak cierpliwi jak ja! Ostrzegam cię, nie igraj ze mną!
-    Odebrałeś mi ochotę, żeby wniknąć w swoje zwłoki
-    Zamknij wreszcie gębę i rób co ci każę!
-    Nie mam gęby. Jestem przecież zjawą
-    Strasznie upierdliwą zjawą
-    Pożałujesz, że mnie przekląłeś!
-    Już żałuję...

Ni stąd, ni zowąd zjawili się inni topielcy. Wzięli go pod pachy i z zawrotną prędkością transportowali, płynąc z prądem rzeki. Wyglądali podobnie do zielonobrodego - posiadali bujny zielony zarost i równie okazałe kędzierzawe czupryny tego samego koloru, które prostowały się podczas szybkiego pływania. Ich ciała były szare, śliskie i opływowe a pomiędzy długimi palcami u rąk i stóp rozpościerały się błony pławne. W wodzie nie przyodziewali się dlatego byli zupełnie nadzy. Dopłynęli do szerszego odcinka rzeki. Było tam głęboko na ponad dwa metry i ciemno dzięki mętnej wodzie, przez którą z trudem przebijało się światło. Tam czekało na nich więcej topielców - mężczyzn i kobiet.
 Dryfowali swobodnie blisko dna tworząc okrąg, do którego wpłynęło dwoje topielców wraz z martwym ciałem. Ciało pozostawiono na dnie a dwójka dołączyła do reszty, po czym krąg się zacieśnił i wszyscy złapali się za dłonie. Uwaga wszystkich skupiła się teraz na małej rybce pływającej wokół ciała. W miarę zataczania przez nią kolejnych kółek jej gabaryty ciągle zwiększały się, by w finale z maleństwa przeistoczyć się w przedziwne stworzenie wielkości człowieka- pół kobietę, pół rybę. Była to Ondyna, rzeczna siostra Syreny, królowej topielców, również królowa i namiestnik syreny jednocześnie. To one nadawały nowe życie utopionym i przeklętym. Warunkiem ponownego ożywienia była prośba topielca, sprawcy śmierci, czyli w tym wypadku zielonobrodego, który jako trzeci znalazł się w kręgu i oddał pokłon swojej pani.
-    Wzywałeś mnie Erliku. Czego pragniesz?
-    Bądź pozdrowiona o, pani i dzięki niech będą tobie, żeś była łaskawa wysłuchać próśb moich! Pragnę zgłosić waszej mości kandydata do wstąpienia w nasze grono i prosić o nadanie mu nowego życia a moją skromną osobę bądź łaskawa uczynić jego opiekunem.
-    Czy przyjrzałeś się mu dobrze i chcesz odpowiadać za niego?
-    Tak, pani. Obserwowałem go i jestem gotów gwarantować za niego własną reputacją
-    Dobrze zatem. Spełnię twe prośby i przydzielam ci trening nowego adepta. A teraz powróć do swych braci i sióstr. Pochylcie wszyscy czoła! Oto narodzi się nowe życie! Królowa podpłynęła do ciała i uraczyła je długim, siarczystym pocałunkiem, po czym oddaliła się i wniosła w górę ręce mówiąc te oto słowa: „Stało się”.
Wtedy zwłoki rozświetliły się od wewnątrz mdłym, zielonym światłem a członki zaczęły drżeć coraz mocniej i mocniej aż na twarzy zmarłego wystąpił grymas bólu, zaś jego przeraźliwy jęk przeszył wodę. Po chwili wiotki i zmęczony topielec opadł z powrotem na dno bez przytomności. Do pracy przystąpili topielcy płci męskiej owijając jego ciało w kokon wydzieliną z ust. Siedem topielek przyglądało się im z góry wraz z Ondyną. Kiedy topielcy zakończyli swoją pracę, topielki zagrzebały kokon w rzecznym mule a następnie wszyscy złożyli pokłon królowej. Jedyna odziana topielka ruszyła ku swej pani, złożyła pokłon raz jeszcze a następnie rozpięła zieloną pelerynę pokrytą świętymi znakami i rozchyliła szeroko uda odsłaniając swe łono. Ondyna powróciwszy do kształtu małej rybki ukryła się w macicy topielki. Ta odziała się z powrotem i wówczas przystąpiły do niej pozostałe a do nich topielcy. Wszyscy razem utworzyli orszak i odpłynęli pozostawiając Erlika samego z adeptem w kokonie.
Zielonobrody podpłynął do kokonu ledwo wystającego z mułu. Chciał porozmawiać ze swoim podopiecznym. Adept nie uległ jeszcze przemianom, które pozwolą mu w przyszłości swobodnie rozmawiać w wodzie, lecz jako jego trener miał moc wglądu w jego myśli i mógł prowadzić z nim telepatyczny dialog.
-    Witaj! Możesz ze mną rozmawiać jeśli chcesz. Mów do mnie tak jak mówiłeś zanim umarłeś a ja cię będę słyszał.
-     Erlik. Więc tak masz na imię
-     Tak, jestem Erlik, starszy stopniem topielec słodkowodny. Niebawem poznasz nasz świat i hierarchię, w której zajmujesz póki co najniższe miejsce.
-    Niebawem? Ile czasu będę tkwił w kokonie?
-    Przemiany trwają o tygodnia do dwóch tygodni. Wszystko zależy od tego, jaki wygląd przewidziała dla ciebie królowa.
-    Będę się różnił od...że się tak wyrażę, "pierwowzoru"?
-    Tak. Zmienią się proporcje ciała i i funkcjonowanie organizmu
-    Będę nieśmiertelny?
-    Nie, ale długość swego życia możesz wydłużać w nieskończoność
-    Jak?
-    Wykonując dobrze swoją robotę. Twoje starania będą wynagrodzone
-    Czyli długość mojego życia zależy od ilości osób, których życia pozbawię? – domyślił się  
-    W przyrodzie nic nie ginie. Ty zyskujesz, więc ktoś traci...
-    O, Boże!
-    Udajesz zdziwienie, czy naprawę się dziwisz? To tak samo jak z jedzeniem mięsa Musisz pozbawić życia jakieś boże stworzenie aby wydłużyć swoje. To taka zasada wynikająca z faktu, że w świecie istnieje harmonia
-    Jakie to oczywiste i mądre
-    No, coż. Wymyślił to ten, którego wzywasz, nie wypada zatem z niego drwić.
-    W dobrym tonie jest zatem na pewno pogodzić się, albo nawet ucieszyć się z faktu, że właśnie zostałem mordercą
-    Nie masz wyboru a w dobrym tonie jest nie przygadywać swojemu trenerowi i okazywać mu szacunek. Kiedyś sam to zrozumiesz
-    Kim byli ci topielcy?
-    To elitarna straż królewska - kapłani i kapłanki oraz wojownicy jednocześnie
-    Ciekawe schronienie ma królowa
-    Teraz to twoja pani. Schronienie jest bezpieczne, czyli takie jakie winno być. Bez królowej nie byłoby nowych topielców, należy więc ją szczególnie chronić.
-    Nie wątpię. Istnieje też król?
-    Topielcy nie mają króla. Tu w świecie zdominowanym przez magię rządzą kobiety. Twierdzi się, że maja ku temu lepsze predyspozycje, bo lepiej potrafią zadbać o harmonie z naturą i jej mocami, którym zawdzięczamy nasz byt. Kobiet jest wśród topielców mniej, ale za to maja większe przywileje, zaś my mamy więcej roboty i dłuższą ścieżkę kariery aby dojść do swojego szczęścia
-     Do szczęścia?
-     Tak, każdy z nas ma swoje szczęście, które chce osiągnąć i każdy wie dokładnie czym ono jest. Jest to cel, do którego będziesz dążył wytrwale i z determinacją, który pomoże ci osiągnąć królowa, jeśli będziesz wiernie jej służył. Takich tu potrzebujemy. Ty taki jesteś, dlatego cię wybrałem.
-    Obserwowałeś mnie?
-    Tak
-    Jak?
-    Nauczysz się i ty
-    Ale ja nie wiem, co jest moim szczęściem
-    Mylisz się, wiesz! To myśl z którą budzisz się rano i zasypiasz wieczorem, dla której się budzisz, o ile śpisz. To też myśl, przez którą nie śpisz. To cel, do którego będziesz biegł aż do utraty tchu. To może być coś, co ci odebrano. Tak jest w większości przypadków. Widziałeś tego potężnego topielca, największego spośród całej straży?
-    Tak
-    To Toparmag, topielec ze słonych wód, który od pewnego czasu towarzyszy Ondynie w wodach słodkich. Niegdyś nazywał się Armagirgin i był wielkim myśliwym z północy. Jest szlachcicem w królestwie wód, ponieważ wywodzi się z ludu, którego przodkowie byli wielorybami. Nie wierzył w to jednak i zgrzeszył przeciw nim. Jego szczęściem jest odkupić grzechy. Jest już blisko celu. Zyskał przychylność królowej, ponieważ wyświadczył jej wiele przysług.
-    W jaki sposób spełni się jego szczęście?  
-    Tego nie wie nikt z nas. Dowiemy się dopiero, gdy nas to szczęście spotka, ale wtedy nie będzie już nas pośród przeklętych, ponieważ królowa odbierze wtedy życie, które wcześniej dała.
-    Można w to przecież nie wierzyć
-    W życie po życiu też nie wierzyłeś. U nas wszyscy są, że tak powiem, wierzący.  
Zadumał się w swym kokonie a po chwili zadał jeszcze jedno pytanie Erlikowi
-    Toparmag nazywał się Armagirgin. Ja też zyskam pewnie nowe imię. Mam sobie je sam wymyślić?
-     Nie , ono już zostało wymyślone. Jako, że nazywałeś się Leszek i utopiłeś się, nazywasz sie odtąd Toplesz  
-    Hmm, Toparmag, Toplesz. Dlaczego ty nazywasz się Erlik a nie Toperlik?
-    Erlik to imię władcy podziemi. Ja utopiłem się w oceanicznych głębinach, miejscu, gdzie trudno było dotrzeć zwykłemu śmiertelnikowi i znalezienie się tam było nie lada wyczynem. Mój trener postanowił to docenić nadając mi to imię, z którego jestem dumny
-    Ja z mojego nie jestem
-    Ty utopiłeś się w podrzędnej rzeczce
-     Miły jesteś
-    Oj, nie marudź Toplesz, nieważne jak masz na imię, ważne jak się wykazujesz w dążeniu do celu. Masz sporo czasu, żeby go sobie uświadomić. Teraz zaśniesz a ja odpłynę. Kiedy się obudzisz, będziesz już topielcem i będziesz wiedział, co robić. Do zobaczenia!
-    Nie mam wyjścia.
Erlik odpłynął a wkrótce potem Toplesz zasnął kamiennym snem




*******


-
Ciało

 Ciało większe, cięższe, mocno umięśnione i twarde jak stal. Wielkość i kształt szkieletu zmienione. Kości grubsze i twardsze, stopy i ręce przystosowane do pływania, szczękoczaszka poszerzona, pojemność ust znacznie większa, zęby większe i ostrzejsze, w szczególności kły. Mózgoczaszka praktycznie bez zmian. Skóra szara, śliska, opływowa, owłosiona tylko na głowie i twarzy. Oczy rybie z grubą błoną chroniącą przed zbyt wielkim przepływem wody, wzrok ostrzejszy, lepsza widoczność, uszy mniejsze, jakby schowane. Gruby kark z otworami skrzelowymi. Płuca pojemniejsze. Metabolizm, ruchy i reakcje szybsze. Stałocieplność. Wszystkożerność ze wskazaniem na pokarm mięsny. Enzymy i soki dostosowane do trawienia mięsa wraz z kośćmi. Szczególnie pozytywny wpływ na stan organizmu ma zjadanie mięsa ludzkiego.




Kontrola ludzkiej psychiki

 Zdolność do przejęcia kontroli nad postrzeganiem i myślami człowieka. Topielec może stać się niewidzialny dla obserwatora dzięki manipulacji procesem postrzegania. Może on też wpłynąć na nastrój psychiczny, wzbudzić pragnienie znalezienia się w pewnym określonym miejscu, co ułatwia zwabienie go w okolice wody i utopienie. Manipulowanie ludzkim umysłem pozostawia w mózgu ofiary niewielkie, trwałe i nieodwracalne zmiany, niekorzystne dla zdrowia, które mogą objawiać się bólem głowy, lub też w przypadku częstych i długotrwałych ingerencji chorobami neurologicznymi i psychicznymi jak np. padaczka, psychozy, schizofrenia.




*******



-    Więc wszystko zaczęło się w rzece?
-    Tak, bo to na lądzie są ludzie i ich siedziby i to w lądowych wodach wszystko ma swój początek
-    Jednak królestwo topielców jest w morzach i oceanach?
-    Wszystkie rzeki płyną do morza
-    Powtórz mi to jeszcze raz, bo strasznie to zawiłe - narzekał Toplesz
-    Oj, posłuchałbyś mnie choć raz uważnie, Toplesz. W skrócie wygląda to tak. Syreny są córkami Acheloosa, syna Okeanosa i Tetydy, które Acheloos będąc bóstwem rzecznym wychował na lądzie, skąd powędrowały do mórz i oceanów nękać i topić marynarzy. Po wielu wiekach pozostała tylko jedna syrena, królowa i jej rzeczna siostra, Ondyna, która powróciła na ląd i tutaj jako namiestnik Syreny nadaje nowe życia topielcom. To Syrena stworzyła to królestwo i cały system oraz nas. Dała tym samym szanse utopionym na jeszcze jedno wspaniałe życie.
-    Szkoda, że wcześniej odbierając poprzednie i to bez pytania
-    Twoje życie skończyłoby się szybko a twoje ciało zżarłyby robaki, zaś będąc topielcem możesz żyć dopóty, dopóki ziemię nie pochłonie słońce zmieniając się w czerwonego olbrzyma - zirytował się Erlik
-    Wcześniej wyschną wszystkie rzeki i oceany a przede wszystkim wyginą ludzie a my wraz z nimi - Toplesz wciąż polemizował z rozgniewanym już swoim nauczycielem, który nie odpowiedział ani słowem na słuszną uwagę uczynioną przez swego ucznia. Po chwili jednak stwierdził złośliwie
-    Ciało zmieniło ci się znacznie, ale natury twojej nawet mutacje nie zdołają utemperować. Albo dokonasz czegoś wielkiego, albo się komuś narazisz i skończysz marnie pyskaczu!
-    Coś nie masz dziś humoru a ja mam jeszcze tyle pytań...Na przykład o Lilith, Meluzynę, trytony i te wszystkie cudowne stworzenia, pływające dawno temu w wodach świata a teraz gdzieś ukryte.
-    Ukrywające się cały czas jak my. Też się nauczysz być niewidzialnym. Wystarczy przejąć kontrolę nad umysłem obserwatora. Jako przeklęty w lot pojmiesz na czym polegają tego typu diabelskie sztuczki.
-    Acha, więc jesteśmy sługami diabła? Nie wiedziałem tego.
-    Jeśli chodzi ci o chrześcijańską wizję diabła, to powiem tylko tyle, że dla nich każde pogańskie bóstwo było diabłem, szatanem. My zatem nie jesteśmy sługami diabła tylko samymi Dii gentium.
-    Czym?
-    Nie kim, tylko czym. Samymi bogami - bogami pogan
-    Na równi z Lilith?
-    Co to, to nie - uśmiechnął się Erlik - po prostu w jednej szufladce dla doktorów kościoła. Lilith natomiast dokonała największego dla ludzi nieszczęścia, tak więc jako “diabły” jesteśmy o wiele mniej zasłużeni – zaśmiał się Erlik
-    Czegóż ona takiego dokonała?
-    Nie widziałeś nigdy obrazu Hugo van der Goesa “Grzech pierworodny”? - zapytał śmiejąc się wciąż
-    Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział to malowidło
-    Ów Holender wysmarował w XV wieku na płótnie pięknie naszą drogą Lilith, która właśnie po mistrzowsku nakłoniła pierwszą kobietę świata aby zerwała jabłko z rajskiego ogrodu
-    Lilith?
-    Tak, właśnie ona! To ona załatwiła ludzkości te wszystkie nieszczęścia, cha, cha!
-    Przecież ona była wężem morskim a nie lądowym
-    Wszystko zaczęło się na lądzie, czyż nie wspominałem już o tym?
-    No, tak...
-    Dobrze, dosyć już na dziś tej teorii. Teraz musisz się nauczyć zatapiać ludzi. Jest o co walczyć! W tym roku najlepsi zatapiacze będą zaproszeni ma stadninę hippokampusów do samego Posejdona. Będzie można sobie hulać i śmigać po oceanach na ogierach samego króla mórz!
-    Co to hippokampusy? Kojarzy mi się to z mózgiem
-    Słusznie, bo to taki kawałek mózgu odpowiedzialny za pamięć, ale hippokampusy Posejdona to morskie konie z wężowymi ogonami – najszybsze morskie stworzenia, cha, cha



*******



 “Cel, cel. Co jest celem? Oczywiście, że rodzina! Powrót do niej, który nie jest możliwy, lecz będzie jeśli się postaram, jeśli będę dobrym zatapiaczem. Kiedy zamykam oczy widzę ją, ale jakby przez mgłę...jakby coraz dalej. Widzę też jeszcze coś, coś co mnie niepokoi...Nie, to niedorzeczne, to nie może być celem. To na pewno nie jest moim celem! To niebezpieczna fantazja. Tylko dlaczego z dnia na dzień coraz bardziej pochłania ona moje myśli? Nie mogę przestać myśleć o ustach królowej Ondyny i jej osobie. To rodzina jest moim celem, ale ja chyba...chyba Cię kocham Ondyno! Tak, kocham Cię!







*******



-    Mam do ciebie pytanie, Erlik
-    Nie teraz Toplesz, chcę jeszcze dziś zdobyć kolejną sztukę, żeby zrobić w tym tygodniu dzwonek, no wiesz, wyrobić minimalną normę, a potem lecę na trening twojego zatopionego, tego mundurowego, dobrej roboty dodam – pochwalił go – Niebawem sam już będziesz trenował, więc zabierz się porządnie do roboty
-    Nie za dużo bierzesz na siebie?
-    Pracy nigdy dosyć, bo zawsze przyniesie efekty, poza tym my regenerujemy się szybko i nie musimy spać. Jako człowiek nigdy byś tyle nie wytrzymał. Muszę lecieć, przepraszam cię!
-    No, dobrze, tylko musimy porozmawiać tak czy inaczej, bo to dotyczy mojego celu, właściwie celów, bo są dwa a drugi jest bardzo dziwny...
-    Dwa? Jak to? Tylko nie żartuj, bo to, co mówisz nie jest wcale śmieszne a bardzo niebezpieczne
-    Nie żartuję ani trochę i dlatego uważam, że ta rozmowa nie cierpi zwłoki!
-    Dobrze zatem, porozmawiajmy ale szybko. Dlaczego twój cel jest dziwny?
-    Bo, inny topielec, właściwie topielka...Czy topielka może być celem dla topielca?
-    Nigdy! Przecież wiesz, że zostaliśmy pozbawieni niektórych ludzkich cech. Jaka to topielka?
-    Nie mogę powiedzieć
Erlik podpłynął bliżej i głęboko spojrzał w jego podobne do swoich, topielcze oczy.
-    Patrz mi w oczy, kiedy się do mnie zwracasz – skarcił go
-    Nie mam nic więcej do powiedzenia – odpowiedział Toplesz
-    Gadaj kto to! - wrzasnął, płosząc ryby, aż cała woda zabulgotała wokół jego gęby
-    O co ci chodzi? Nie twoja sprawa, kto mi się podoba!
-    Głupcze! Nawet nie wiesz, co wygadujesz i jak wiele ryzykujesz!
-    Tak? A co mi zrobisz jeśli ci powiem, że to...
-    No, kto?
-    Ondyna.
Erlik na dźwięk tego imienia zdrętwiał a na twarzy pojawił się grymas przerażenia. Jego członki zadrżały lekko, lecz nie chcąc aby Toplesz poznał jego reakcję odwrócił się na moment a następnie z udawanym uśmiechem i nieumiejętnie naśladowanym spokojem ducha odrzekł najcieplej jak mógł, czyli mniej szorstko niż zwykle:
-    To nic złego, nic złego...
-    Czy aby na pewno? - zapytał nieufnie – wydawało mi się...
-    Oj, na pewno nic złego. Myślałem, że kochasz się w jakiejś pospolitej dziewce, ale Ondyna to wszak królowa, piękna i powabna. Niepodobna topielcom kochać inne topielki, ale królową kochamy wszyscy i to jest normalne.
Toplesz nie wierzył słowom swojego trenera, ale postanowił zagrać w jego grę i udawał, że uspokoiła go jego mowa.
-    Niezmiernie się zatem cieszę. Już myślałem, że coś ze mną nie tak
-    Niepotrzebnie się zamartwiałeś mój drogi, cha, cha – wciąż silił się na uśmiech – ale mam dla ciebie pewną propozycję
-    Słucham?
-    Masz racje...dużo pracujemy a ty nie jesteś jeszcze przyzwyczajony. W słonych wodach mamy coś na wzór sanatorium. Wypoczywamy tam i leczymy swoje ciała, jeśli doznają jakiegoś uszczerbku, którego sami nie potrafimy zregenerować. Udamy się tam, wypoczniemy a nasi bracia i siostry zbadają cię, żebyś się przekonał, że wszystko jest w najlepszy porządku. Potem pełną parą ruszymy do pracy. Co ty na to? Pamiętaj, że nie znoszę sprzeciwów, cha, cha!
-    No, czy ja wiem - Toplesz udawał spokój, lecz w gruncie rzeczy był przerażony. Co też kombinował ten staruch?
-    Zobaczysz, jak tam jest fantastycznie! Markotny jakiś jesteś i zaniedbujesz pracę. Kiedy wrócimy zauważysz, że poczujesz się o wiele lepiej. Opiekuję się tobą i chcę żebyś był dobrym zatapiaczem, żebyśmy jak najczęściej bywali u Posejdona i galopowali na hippokampusach. No więc jak będzie?
-    Dobrze, zgoda!
-    Wyśmienicie! Wyruszamy jutro rano a ja tymczasem odpływam, sam rozumiesz. Nie poddawaj się humorom i próbuj dalej zatapiać. Każda ofiara zawsze poprawia nastrój, cha, cha!
-    Postaram się. Do jutra szefie!
-    No, to do jutra! Serwus!
W głowie Toplesza roiło się od zagadek. Co miało oznaczać to dziwne zachowanie Erlika? Tego wieczoru utopił ze złości pekińczyka. Jego lamentującą właścicielkę oszczędził - nie nadawała się.






*******



 Piękna Sweet zjawiła się nocą i oznajmiła, że ma wiadomość od Ondyny. Wiadomość była ostrzeżeniem przed Erlikiem i wszystkimi topielcami. Królowa, którą pokochał wiedziała już o jego uczuciu i zapragnęła być z nim. Zapragnęła wcześniej niż on, czego on jeszcze nie wiedział. Niestety to narażało ich na niebezpieczeństwo. Erlik chciał zabrać Toplesza do słonych wód aby tam go unieszkodliwić. Tak powiedziała Sweet. Co się za tym kryło nie wiedział. Dowiedział się natomiast pewnej bardzo ważnej rzeczy, mianowicie, że podczas ich wędrówki zostaną zatrzymani przez królową po to by udaremnić plany Erlika oraz by doprowadzić Toplesza do samej Ondyny. Po dawce szokujących wieści napięcie i niepokój wzmogły się jeszcze bardziej. Gubił się w domysłach. Postanowił zaufać pięknej posłance jego ukochanej, ale wciąż niepojęte było dla niego, że Erlik chce najprawdopodobniej go zabić. Jak mógłby? Dlaczego? A czy Ondyna zabije Erlika? Dlaczego wszystko tak się skomplikowało?



*******



-    Dokąd płyniemy Erlik?
-    Do sanatorium, już mówiłem
-    Co mi tam zrobią?
-    Nic złego, same dobre rzeczy. Masaże, zabiegi, przyjemności typowo ludzkie, już ty dobrze wiesz, co mam na myśli, cha, cha!
-    Nie bardzo, albowiem inni topielcy nie potrzebują typowo ludzkich przyjemności, tylko ja i kiedy się do tego przyznałem, odesłałeś mnie do tego rzekomego sanatorium i mnie się wydaje, że taisz przede mną prawdziwy cel naszej wędrówki - prowokował Toplesz
-    Prawdziwym celem naszej wędrówki jest twoje dobro, zapamiętaj to sobie młody. Ja nie po to rezygnuję z pozyskiwania nowych ofiar, żeby wyrządzić ci krzywdę, bo twoja krzywda jest moja porażką. To ja za ciebie poręczyłem i ręczę cały czas. Ręczę i odpowiadam. Twoje podejrzenia co do złych intencji moich planów są dla mnie obelgą, więc nie kompromituj się jeszcze bardziej i zamilcz!
-     Chciałbym ci wierzyć, Erlik, byłeś wobec mnie zawsze w porządku i jesteś mi w tym świecie przyjacielem
-    Ufałeś mi zawsze. Źle na tym wyszedłeś?
-    Nie
-    Więc zaufaj po raz kolejny. A ja wybaczam ci twój nietakt.
Więcej już nie rozmawiali podczas wspólnej wędrówki. Toplesz naprawdę uważał go za przyjaciela, ale w obliczu tego wszystkiego co się wydarzyło nie wiedział już co myśleć. Miał w głowie zamęt i wolał się nie odzywać. Erlik najwyraźniej podobnie.





*******



-    Bądź pozdrowiona Wielka Ondyno!  
-    Erlik i Toplesz zginali swe ciała w pokłonach dla królowej, która wraz ze swym orszakiem zastąpiła drogę wędrowcom. Bądźcie i wy pozdrowieni moi dzielni służący - odwzajemniła pozdrowienia królowa - zwłaszcza ty, Erliku, albowiem dzisiejszy dzień jest dla ciebie tym dniem, o którym marzyłeś przez te wszystkie stulecia. Nadeszła wreszcie godzina godziwej zapłaty za twoje poświęcenie. Zbliż się do mnie!
Erlik słysząc to kompletnie zdębiał, lecz posłusznie zbliżył się i padł na kolana przed swą panią. Ondyna ujęła swą dłonią jego twarz a następnie zbliżyła się ku jego gębie i ucałowała mocno. Erlik utracił przytomność a po chwili jego martwe ciało zmieniło się w muł, który osiadł na dnie rzeki.
-    Oto brat nasz odszedł od nas tam, gdzie są jego marzenia. Odszedł po to aby spełnić swój cel. Cieszmy się i radujmy razem z nim! - patetycznie ogłosiła wszystkim zebranym to co oni sami mieli okazję zobaczyć na własne oczy.
Toplesz był przerażony. Jego najlepszy przyjaciel był martwy. Był też żywy i szczęśliwy według wiary topielców, ale dla niego on już przestał istnieć. Nie potrafił się cieszyć. Jego łzy osuszyły jednak pieszczoty samej królowej Ondyny.








*******



-    Jak to wykastrować?
-    Topielcy nie mogą mieć dzieci a ty mogłeś w wyniku tego, że ja o to zadbałam dając ci nowe życie. Erlik zorientował się, że tak jest kiedy powiedziałeś, że jesteś zakochany. Chciałam mieć z tobą dzieci i będę miała! Kocham Cię Toplesz! Dzięki tym dzieciom oboje powrócimy do ludzkiej postaci. Tak głosi legenda i tak jest w istocie. Erlik chciał cię po prostu pozbawić tej możliwości, pozbawić nas tej możliwości. Siostra moja Syrena już nas na pewno ściga wraz z całą swoją bandą odmieńców, którymi ty i ja niebawem przestaniemy być. Wie o naszych zamiarach od Erlika.
-    Po co ci to było? Przecież jesteś królową!
-    Bo zawsze chciałam powrócić do ludzkiej postaci
-    Przecież nigdy nie byłaś człowiekiem!
-    Ależ byłam! Pierwsza i prawdziwa bogini Ondyna już dawno została człowiekiem. Urodziła dziecko topielcowi i oboje stali się ludźmi. Była jednak potrzebna Syrenie. Tymczasem przepadła. Syrena postanowiła wtedy, że zastąpi ją jedna z topielek
-    Toba?
-    Nie, ja zostałam nią później, po ucieczce kolejnej Ondyny
-    To niewiarygodne! Wciąż nie rozumiem po co wam to było. Po co śmiertelny los człowieka skoro będąc nieśmiertelne mogłyście spełnić swoje marzenia tak samo jak spełniły się marzenia Erlika
-    Wierzysz w to? Bo ja nie
-    Nie wierzysz w to? Więc to nieprawda? Zatem zabiłaś go z pełną świadomością?
-    Tego nie wiem. Ja w to po prostu nie wierzę i tyle, ale może to być prawdą. Zrobiłam to czego on chciał i to co do mnie należało. Ty też nie wierzysz w spełnienie się celu po śmierci, prawda?
-    Nie wierzę. Nie potrafię w to wierzyć
-    Musimy uciekać i to szybko. Musimy dla dobra twojego, mojego i dobra naszego dziecka w moim łonie



*******



 Nicolas Pesce, lub inaczej Mikołaj Ryba to postać legendarna. Pochodził z Sycylii i był nurkiem, który wolał przebywać w wodzie niż na lądzie. W wyniku tego upodobania jego ciało zmieniło kształt. Tak mówi średniowieczna legenda. W rzeczywistości Colas Pesce został utopiony i żył jakiś czas jako słonowodny topielec, lecz po pewnym czasie udało mu się wrócić do domu, niestety pod postacią przeklętą. Nikomu nie zdradził swojej tajemnicy, stąd fałszywe mniemanie, że zmieniło go samo nurkowanie. To on jako jeden z pierwszych przestał wierzyć w spełnienie celu poprzez “powtórne nadanie życia”. Dla niego ta czcza obietnica była wierutną bzdurą i zwykłym kłamstwem. Wierzył, że każdy topielec umiera wtedy po raz drugi i na wieki a on nie miał zamiaru rozstawać się ani z życiem ani z magicznymi zdolnościami, które zyskał dzięki przemianom. Uważał, że Syrena, bogini śmierci poirytowana faktem przybrania przez jej siostry postaci ludzkiej, zostając tym samym osamotniona postanowiła stworzyć nowych demonów, którzy w zamian za mrzonki będą odbębniać za nią jej zbrodniczą robotę, dając jej satysfakcję ze spełnionej, morderczej misji. Topielcy przesiąknięci po latach zabijania do cna złem myśleli już jej kategoriami. Cieszyła ich każda śmierć. Nieprawdą okazało się, że nie byli nieśmiertelni bez zatapiania innych. Doświadczył tego sam na własnej skórze przeżywszy dni, w których miał rzekomo sczeznąć w wyniku braku ofiar w ludziach. Po tym doświadczeniu postanowił stworzyć i stworzył azyle dla takich jak on uciekinierów. Ich siedziby były nieznane dla niewtajemniczonych i nie do wykrycia, bo zaczarowane. Nawet sam Posejdon nigdy tam nie zajrzał i nie znał do nich drogi. Być może gdyby zechciał dotarłby, lecz miał dystans do konfliktu między Syreną a jej podopiecznymi. Jego stadnina morskich koni była wprawdzie dla nich otwarta ale to z powodu miłości dla tych zwierząt i z radości, że cieszą się zainteresowaniem i szacunkiem jego podwładnych. Waśnie Syreny miał szczerze głęboko gdzieś. Do takiego właśnie azylu pospieszali Toplesz wraz Ondyną. Od nadmiaru wrażeń Topleszowi mieszało się już w głowie. Nie tracił jednak zimnej krwi. Wiele myślał.
Dostrzegł w tej sytuacji szansę dla odmiany również własnego życia. Los postawił przed nim nadzieję, ale i trudną decyzję do podjęcia. Decyzję tą trzeba było bardzo dobrze przemyśleć.




*******



-    Ondyno, muszę ci coś wyznać
-    Tak? Wiem, że zależy ci bardziej na ludzkiej postaci, niż na mnie
-    Ależ...
-    Nie przerywaj! Dość mam już kłamstw i bałamucenia! Musiałaś mnie w sobie rozkochać, żeby dotrzeć do tego etapu swojej wędrówki do azylu, lecz więcej mnie nie potrzebujesz a mi nie uśmiecha się ukrywać. Wolę wrócić do domu, do rodziny. Jest tylko jeden problem. Kocham Cię do szaleństwa i proszę abyś odczarowała mnie i uwolniła od tego uczucia zarówno mnie jak i siebie samą. Wiem, że potrafisz to zrobić. Mogłabyś?
-    Mogę, ale czy na pewno tego chcesz? Tam jest ponoć tak bajecznie pięknie!
-    Wiem czego chcę. Może jeszcze zatęsknię za tobą i za wodą, ale teraz chcę być z moimi bliskimi, których pozostawiłem na lądzie.
-    Jeśli zatęsknisz, wróć. Ja i twoje dziecko będziemy cię mile widzieli. Wiedz jeszcze jedno, zamienić się w ludzka postać możesz po urodzeniu naszego dziecka, nie wcześniej, zaś Syrena...
-    Wiem, wiem o wszystkim. Zawiń mnie proszę w kokon, tak żebym po obudzeniu był już człowiekiem
-    Dobrze. Nie mogę tylko odprowadzić cię pod sam dom. To byłoby zbyt ryzykowne...chcesz wrócić do rodziny, to bardzo szlachetnie ale czy i nas nie uważasz za rodzinę Toplesz?
-    Uważam, lecz będziecie żyli dłużej niż oni. Sama wspominałaś, że atrybuty magiczne nie odejdą wraz z przemianą w człowieka i nie wszystkie zdolności przeminą. Dlatego uważam, że powinienem wrócić do tych, którzy są słabsi i potrzebują mnie bardziej w tej chwili a potem powrócę do was. Przyrzekam!
Ondyna uśmiechnęła się przyjemnie i pocałowała go
-    Po prostu o nas pamiętaj
-    Będę pamiętał
Toplesz i Ondyna rozstali się.



*******


 Polanki już nie było, na ich miejscu powstały domy i garaże. Brzegi rzeki łączył nowy, stalowo - drewniany most. Droga do położonego na najwyższym wzniesieniu w okolicy domu była oświetlona. Na progu tego domu stanął mężczyzna w kapeluszu i zadzwonił do drzwi.
 Autor: vedymin
 Data publikacji: 2006-12-28
 Ocena redakcji:   
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


 KOMENTARZE
Ułóż od najnowszych ↑

 Wrażenia
Wrażenia po przeczytaniu w ramach sędziowania konkursu "Ze słów - światy" były mniej więcej takie:

. Cóż. Wszystko o świecie topielców. Opowiadanie zaciekawiło mnie w średnim stopniu.
- Drobne błędy językowe. Czasem przydługie, nużące akapity lub zdania.
+/- Pomysł oryginalny, choć nie porywa.
+ Jest w tym opowiadaniu pewna doza sensu i celu; proporcje są mniej więcej właściwe - chociaż dalsza część jakby rozmyta.

Dodam za to, że Piotrowi, który jest (moim zdaniem) dość czuły na klimat utworów, opowiadanie bardzo się podobało.
Autor: Whitefire
 syrena
jest niezłe podoba mi się nie ma błędów poprostu super
Autor: ada
 syrena
jest niezłe podoba mi się nie ma błędów poprostu super
Autor: ada


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 77112 wiadomości na forum oraz dodali 442 publikacji.
Zapisało się nas już 1996

Ostatnio do paczki dołączył TheTarzan

 
Po stronie kręci się 2 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 2 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Nie można być autorem dla każdego.

  - Albert Camus
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.