Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Jak sprawdzałem teorię względności

Tak się jakoś złożyło, że opisywanie świata czarów, smoków i innych baśniowych stworów znudziło mnie nieprzeciętnie. Na samą myśl o czarowaniu robiło mi się wręcz niedobrze... Zapyta ktoś dociekliwy, dlaczego?
Cóż, jako mag średniej klasy miałem to na co dzień, zleceń dużo, to i dużo czarów. Postanowiłem napisać więc coś na temat absolutnie zwyczajny, znaczy się - nie magiczny. Może inaczej - dla mnie był to temat niemalże z dziedziny fantasy, a dla przeciętnego człowieka ze świata ludzi najnormalniejszy w świecie. Kogo to jednak obchodzi... ?

 

Ostatnio dużo myślałem o Elvisie. Elvis to był gość - powiedział \"ROCK\" i zaraz nastał \"ROLL\". \"Elvis jest wielki!\"- pomyślałem i postanowiłem napisać coś o nim. Starym swoim zwyczajem popadłem w nostalgiczną zadumę (nostalgia to taka ludzka nosówka, czyli psia choroba nosa), oczywiście nad samą postacią Elvisa. Przede mną na stole stała półlitrówka talentu na wypadek, gdyby mi żadna rozebrana muza nie chciała przyjść na myśl. Dumałem tak więc w twórczej niemocy, aż postanowiłem wpierw oczyścić ciało, potem duszę, a na szarym końcu pojemnik na talent. Leżałem więc sobie w wannie kultywując teorię błogiego lenistwa, gdy lustro tuż nad wanną rozbłysło znajomym blaskiem....
- Cześć, co robisz? Nie przeszkadzam? - z lustra patrzyła na mnie uśmiechnięta
brunetka o kruczoczarnych włosach. Moja ulubiona czarownica, recenzent i najpoważniejszy krytyk wszystkich moich tekstów.
- Przeszkadzasz mi. Poza tym cześć. Przyłączysz się?
- Dziękuję. - mruknęła dziewczyna zerkając na pianę.
- Dziękuję tak, czy dziękuję nie?
- Tak.... to znaczy, nie. Nawet nie wiesz ile to energii zabiera!
Nad powierzchnię wody wyskoczyła gumowa kaczuszka.
- Figle w wannie? No, to zawsze zabiera dużo energii. - odparłem.
- Mówię o zaklęciu teleportacji przez lustro! - gniew tajemniczej brunetki był naprawdę udany, a przecież wiedziałem, że wcale się nie gniewa.
- No dobrze, skoro nie figle, to pewnie masz jakiś biznes? - zapytałem już na poważnie.
- Widziałam w szklanej kuli zajawkę twojego nowego opowiadania...
Przyznaję, że zaskoczyła mnie zupełnie. Ledwie dziesięć minut temu myślałem o Królu, a już sieć czaro-przestrzenna zamieściła reklamę artykułu o nim.
- Do czego zmierzasz, skoro nie zmierzasz do umycia mi plecków? - postanowiłem wybadać temat.
- Nie skrobnąłbyś czegoś o nas? - padło pytanie.
- To znaczy?
Diadem skryty pod włosami dziewczyny rozjaśnił się błękitnawym blaskiem.
- Coś o czarownicach, magii... może jakiś horrorek?
- A może jakiś romans, na przykład w wannie? - zaproponowałem chlapiąc wodą w lustro.
- Znasz wiersz "Marzenie"? - tajemniczy uśmiech czarownicy kojarzył mi się z Giocondą.
- Sam go napisałem! - odrzekłem przytomnie wiedząc, na co się zanosi.
Usta wykrzywione w serduszko były bezlitosne.
- "Marzenie ściętej głowy". Bez obrazy, to cytat.
No tak, przez własną głupotę dałem jej rękopis wszystkich moich wierszy... O święta naiwności!
- No już dobra. Ale najpierw skrobnę coś naprawdę poważnego. Bez cytatu.
- O czymś konkretnym? - (zdziwienie).
- Wiesz, ostatnio dużo myślałem o Elvisie....
- Nie przejmuj się! - (jeszcze większe zdziwienie).- Król odszedł.
- Co?! I ty dopiero teraz mi to mówisz? - (największe zdziwienie w historii wszechświata).
- A co jest?
- Chciałem coś skrobnąć o kimś wielkim ze świata ludzi, ale widzę, że to nie ma sensu! Śpieszmy pisać o nich, tak szybko odchodzą!...
- Też problem! Otwórz po prostu encyklopedię i wybierz sobie kogoś. Najlepiej żywego, albo przynajmniej jeszcze ciepłego. - dziewczyna wzruszyła ramionami i najzwyczajniej zniknęła z lustra. Błękitna poświata również.

Tak też zrobiłem. Złapałem pierwszą, lepszą encyklopedię wydaną w świecie ludzi i otworzyłem na chybił - trafił. Padło na \"Względności Teoria\". Nie wiem, które to imię, a które nazwisko, ale temat był mi znany, a przynajmniej tak mi się wydawało.
\"Względne, czyli nieoznaczone\". No tak, teoria nieoznaczoności Heisenberga była mi dobrze znana. Aha, to ten od "kota Heisenberga"! Wsadził kota do tekturowego pudła, strzelał do niego z mausera i liczył prawdopodobieństwo przeżycia kotka. Dość proste, aczkolwiek brutalne. I względne. Tylko gdzie tu miejsce dla Einsteina? Czy on też zmieści się do pudełka? Zacząłem szukać pod hasłem \"ALBERT\", ale znalazłem tylko brata Alberta, który i tak pomimo ubóstwa został obwołany świętym.... Teoria chaosu też się miała nijak do teorii względności. Siadłem i zacząłem przeglądać kolekcję moich płyt CD. Pod czaszka coś mi zaczęło dymić i jakby odrobinę świtać.
Jak później wykazały badania kliniczne, to tylko mózg mi się zlasował.
Z przepracowania.
W końcu znalazłem to, czego tak uporczywie szukałem - dużego portretu Einsteina. Tytuł płyty głosił wzniośle:

            2
E = mc

Ten wzór coś mi mówił. Kojarzył mi się, co prawda, z antyczną transformacją Galileusza, ale jak wiadomo Galileusz już dawno gryzie korzonki, więc uznałem to za przeżytek. Transformacja Lorenza była dla mnie zbyt skomplikowana, zresztą kto by się przejmował tymi ludzkimi dywagacjami na temat wszechświata, więc wyczerpawszy wszelkie zasoby posiadanej wiedzy oraz swoje osobiste zdolności percepcji, postanowiłem poznać sedno sprawy poprzez tzw. \"chłopski rozum\". W tym celu, aby poczuć się przez moment chłopem, schowałem do szafy dyplom wyższej uczelni ezoterycznej i przywdziałem gumofilce. Wrażenie było pełne, beret z antenką okazał się zbędnym rekwizytem.
I wtedy znalazłem odpowiedź: teoria ta mówi, że wszystko jest względne. Wszystko co jest czarne, może się nagle okazać białe, i na odwrót. Czyli dwa plus dwa jest cztery. A także pięć. Być może nawet trzy.

Wystarczyło zresztą popatrzeć na pogodę za oknem, a i historia znała takie skomplikowane przypadki. Np. pan doktor Jeckyl był zapewne dyplomowanym lekarzem, ale także bezwzględnym psychopatą. Proste!
Po tym odkryciu coś mi zaczęło świtać w głowie. Przecież wyżej przytoczony wzór odnosi się do ciała (czyli masy), a także do energii, którą poprzez równoważność relacji ciepło = energia można przyjąć za ciepło. W celu przeprowadzenia dowodu wprost udałem się z wizytą towarzyską do pewnej młodej, zgrabnej zielarki.
Gdzie mieszka? - tego zdradzić nie mogę, ale mogę tylko dodać, że ma przytulną dziuplę, a w niej uroczy piecyk z żeliwną blachą w kuchni.... Niczego więcej nie potrzebowałem. Po zwyczajowym powitaniu oraz mętnej, ziołowej herbatce wyłożyłem jej, na czym polega moja wizja einstenowskiej teorii, następnie zabrałem się raźno do roboty - przecież należało przygotować grunt pod eksperyment. Ja podłożyłem do pieca aby nie było nam zbyt zimno (mam słabość do gęsiej skórki), a ona poszła ubrać coś mniej krępującego (i dostała gęsiej skórki). Było bosko, ale do czasu, ponieważ wszystko co dobre szybko się kończy, natomiast wszystko co boskie kończy się w tempie zastraszającym.

Po powrocie stały się dwie rzeczy: na biurku znalazłem małą książeczkę (tomik moich wierszy) z karteczką o treści "Nie przejmuj się, potomni uznają cię za klasyka" oraz zreasumowałem doświadczenia (te nieseksualne) dochodząc do wniosku, że wszystko na tym świecie jest względne: kot, Albert, moje wiersze, a nawet romantyczne chwile spędzone z piękną driadą.
Gdy rozpalona siedziała w samych majteczkach na moich kolanach czułem, że w takiej chwili nawet wieczność byłaby dla mnie zaledwie chwilą. I była.
Natomiast gdy przez nieuwagę i nieznajomość topografii terenu usiadłem w samych slipach na rozpalonej do czerwoności płycie kuchennej, to ta chwila wydała mi się wiecznością.

Jak to było?

E = m c ?

kwadrat?

Teraz dopiero wzór mistrza Alberta nabrał dla mnie głębokiego sensu! E to nic innego jak względna energia odbieranych doznań. Czynnik m to masa ciała oddziaływującego w przeliczeniu na 1 dm sześcienny. Ostatnia niewiadoma też stała się dla mnie logicznie oczywista - czynnik c to nic innego, jak bezwzględna wartość z różnicy temperatur pomiędzy dwoma ciałami: moim i tym oddziaływującym.

I wszystko stało się nagle względnie proste.

 Autor: nyhariel
 Data publikacji: 2007-05-23
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 77032 wiadomości na forum oraz dodali 443 publikacji.
Zapisało się nas już 1972

Ostatnio do paczki dołączył LiliK

 
Po stronie kręci się 55 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 55 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Słowa ulatują, pismo pozostaje. Verba volant, scripta manent.
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.