Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Mrok i Tajemnica

Mrok i Tajemnica, bliźnięta kare jak bezksiężycowa noc, przyszły na świat spowite ciemnością. Mająca lada chwila urodzić klacz odłączyła się od stada i powędrowała w górę rwącego strumienia. Powiła dwa czarne jak węgle źrebaki w nieprzeniknionym cieniu wyrzeźbionej przez wodę skały i umarła. Kruche istoty, które podświadomy instynkt postawił na chwiejnych nogach, trwały przy martwej kobyle, dygocząc w przesiąkniętej chłodem próżni. 

Wtem skała zadrżała i pochłonęła zarówno żywe jak i martwe. Rwący strumień wypełnił jamę i parł naprzód. Żywioł zlitował się nad karymi bliźniętami czyniąc je podobnymi sobie. Przemienione w wodne rusałki wędrowały przez lasy, kręte wąwozy, spływały górskimi stokami w bezpiecznych objęciach matki wody.

Brakowało im jednak czegoś, czego dotąd nie poznały. Wąskie koryta, którymi płynął strumień, stały się dla nich ciasne. Z coraz większą ciekawością oglądały się na świat poza granicami rwącego nurtu. Minęła zima, dopiero z nadejściem wiosny matka woda uległa błaganiom bliźniąt i wypuściła je spod opiekuńczej fali, zastrzegając aby w razie niebezpieczeństwa szukały u niej schronienia.

-Będę nad wami czuwać, jeżeli oddalicie się od moich siedlisk w ziemi poślą za wami mgły, ześlę deszcz, będę was witać każdego ranka z każdej kropli rosy – przemówiła czule. 

-Wiemy matko – potwierdziły wesoło.

            Tak jak w chwili narodzin, tak ponownie postawiły chwiejnie pierwsze kroki na stawiającej im opór ziemi. Urosły, ich kara sierść stała się gładka i połyskliwa niczym kamień skąpany w wodzie. Nosiły też ślady przemiany niesamowicie piękne, ich grzywy i ogony falowały poruszane najdrobniejszym powiewem. Chociaż przybrały materialną postać nie ważyły więcej niż poruszany wiatrem liść. Przerażone tym faktem spojrzały na płynący w wyżłobionym korycie strumień.

-Matko jesteśmy za lekcy, nie chcemy być targani przez wiatr jak bezbronne liście.

-Spokojnie, jeśli tylko się skupicie, możecie stać się cięższe od gór, a wówczas żadne wietrzysko nie zdoła was porwać. Idźcie już na spotkanie swojej przygody, przyda mi się od was odpoczynek.

            Wolnym krokiem, starając się nie zostać kolejną zabawką wiatru i poniekąd ucząc się dopiero sztuki chodzenia, minęły pełen życia las i powitały rozległą dolinę. Na jej skraju zamarły przyglądając się raz sobie raz pasącemu się w dali stadu stworzeń złudnie im podobnych kształtem. Długo je obserwowały w ukryciu, śledząc każdy ich ruch i naśladując go. Wkrótce znudziła je ta zabawa i postanowiły wyjść z cienia drzew.

            Konie pasące się  w dolinie dostrzegły intruzów a doglądający klaczy ogier pobiegł bliźniętom na spotkanie. Kare rodzeństwo z entuzjazmem spróbowało powtórzyć nowe zachowanie zwierzęcia. Z początku wychodziło im to niezgrabnie, potykały się o własne nogi i ziemię, w efekcie runęły przed siwym koniem. Szybko stanęły na nogi i zarzuciły dumnie grzywami, nie zmniejszyło to jednak palącego je upokorzenia.

-Kim jesteście maluchy? – zapytał mierząc dwa konie naznaczonym czasem wzrokiem.

-Mrok i Tajemnica – przestawiły się grzecznie a w ich głosie brzęczał szelest wody.

-Gdzie wasza matka, na pewno się o was martwi?

-Matka jest blisko, pozwoliła nam zobaczyć świat – odpowiedziała szczerze Tajemnica.

-Czy wasze stado jest również blisko – zaniepokoił się rosły koń.

-Nie mamy stada – przyznał Mrok z zainteresowaniem przyglądając się sporej grupce klaczy i towarzyszących im źrebiąt.

-Jak samotna klacz z dwójką młodych przetrwała zimę?

-Naszą matką jest strumień – poprawił konia Mrok.

            Ogier zamilkł przyglądając się źrebakom z politowaniem i podziwem. Wyglądały na bardzo młode, zapewne klacz zdechła przy porodzie, zastanawiał się tylko jakim cudem przeżyły zimę.

-Kim jesteś? My ci powiedzieliśmy? – chciała wiedzieć Tajemnica.

-Na imię mi Grom, konie w dolinie są moim stadem. Jedna z klaczy niedawno straciła źrebię, jeżeli się zgodzi możecie z nią zostać.

-Możemy  – zdziwił się Mrok.

            Spojrzał pytająco na Tajemnicę.

-Nigdy nie mieliśmy stada, chciałabym spróbować – postanowiła za siebie i brata.

            Pobiegły za ogierem, wracając do korzeni, które kryły głęboko w sercach. 

 

 Autor: sullome
 Data publikacji: 2007-07-18
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 77016 wiadomości na forum oraz dodali 443 publikacji.
Zapisało się nas już 1966

Ostatnio do paczki dołączył AlussEk

 
Po stronie kręci się 19 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 19 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Każdy pisarz przedstawia w swych dziełach w pewnym stopniu samego siebie, niekiedy nawet wbrew woli.

  - J. W. Goethe
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.