Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Przebudzenie czarownicy

   Pył kłębił się leniwie, migocząc błękitną poświatą. Drobiny odbijały promienie pobliskich gwiazd zalewając przestrzeń zimnym blaskiem. Chmury kurzu i gazów ciągnęły się na setki lat świetlnych. Przemieszczały się wolno i majestatycznie, tysiącleciami nie zmieniając kształtu. Czekały cierpliwie, by kiedyś zostać materią i paliwem mających się narodzić gwiazd. Mgławica refleksyjna była drzemiącą w oczekiwaniu kosmiczną kolebką, którą w przyszłości rozświetlą nuklearne ognie zapalających się słońc.
   Gwałtowny ruch przecinający kłębowisko był niczym bluźnierstwo. Tumany pyłu zawirowały chaotycznie, poruszone niewidoczną siłą. Chmury wielkości planet zakotłowały się ruszając w taniec wokół tworzącego się wiru. Astroinżynier Erin Donell coraz mocniej kręcił mackami nadprzestrzennych nici. Wytworzył grawitacyjną presję, ugięcie w czasoprzestrzeni, które natychmiast zaczęło ściągać gigatony materii, burząc odwieczny bezruch. Mężczyzna delektował chwilę nieomal boską potęgę. Czuł ogromną moc przestrzennych hipermechanizmów, nad którymi miał władzę. Niematerialne konstrukty rozwijały ściśnięte wymiary czasoprzestrzeni, umożliwiając Erinowi dowolne kształtowanie rzeczywistości w zasięgu miliona kilometrów. Wystarczyła jedna myśl, jeden telepatyczny rozkaz, by morza wodoru i helu odpłynęły posłusznie o setki tysięcy kilometrów. Zabrały ze sobą, bezużyteczny krzemianowy i węglowy pył. W miejscu pozostały natomiast chmury metali przyszpilone polem elektromagnetycznym, wytworzonym przez konstrukty.
Klastry i atomowy kurz cennych kruszców zabłyszczały w zimnym świetle mgławicy. Erin napawał się oszałamiającym widokiem metalicznej chmury, posłusznej każdemu jego skinieniu. Za chwilę będzie musiał zabrać się do mozolnej, ciężkiej roboty. Trzeba przesiać urobek nadprzestrzennymi sitami i strumieniami wielowymiarowych nurtów. Do obszaru szybko zbliżała się flota drobnicowców, czekająca na załadunek.
   - Całkiem ładnie – odezwał się smok. Erin odbierał jego myśli jako basowy pomruk. – Wysokie zagęszczenie metali ziem rzadkich. Wyczuwam tu wolfram, nikiel i molibden. To będzie dobry połów.
   - Zabieramy się za segregację? Czego jest najwięcej? – spytał astroinżynier.
   - Jak zwykle żelaza. Przygotuje rozkaz dla hipermechanizmów, standardowy odsiew przez komórki przestrzeni. Pikuś.
Erin czuł pewność i moc bijącą od towarzysza. Jack był jedną z genetycznie deformowanych bestii służących Pani. Władał ogromnymi mocami telekinetycznymi, którymi jednak nie potrafił efektywnie kierować bez wsparcia ludzkiego umysłu. Duchy, jak nazywano kastę astroinżynierów, przenosiły się do Bezmiaru korzystając z pomocy, takich jak Jack, stutonowych jaszczurów pogrążonych w wiecznym śnie.
   - Co się dzieje? – Erin poczuł gwałtowny odpływ mocy. Telekinetyczne strumienie wyschły w mgnieniu oka unieruchamiając Ducha. – Dlaczego mnie odrzucasz?
   - Zewnętrzny rozkaz – smok zadudnił basowo. – Od samego hetmana sotni. Mamy natychmiast przerwać operację.
   - Czy on zwariował? Co z flotą drobnicowców? Trzeba będzie zawrócić dwie setki statków z pustymi zasobnikami. Będą ogromne straty, kto za to zapłaci?
   - Nie mój interes – Jack wzruszył mentalnymi ramionami. – Mam za to kolejne polecenie. Masz natychmiast stawić się w Sercu, jakiś wysoki oficer Pani chce cię widzieć. Zrywam połączenie, trzymaj się Duchu.
   Nim Erin zdążył okazać zaskoczenie, fala mroku i chłodu zalała mu umysł posyłając w ciemność. Uczucie lekkości i nieograniczonej potęgi znikło zastąpione bólem i mdłościami. Duch wracał do ciała.
 
* * *
   Drgawki i skurcze mięśni minęły po odżywczym zastrzyku z roztworu soli mineralnych i witamin. Twarz pielęgniarki wykrzywiała odraza i wstręt, których nawet nie próbowała ukryć. Starała się nie dotykać Ducha przystawiając mu pistolet igłowy do pokłutego ramienia. Jej dwie towarzyszki czekały cierpliwie trzymając wiaderka z wodą i ręczniki. Erin leżał bez ruchu czekając aż kobiety umyją mu ciało z jego własnych ekskrementów i wydzieliny stymulującej Gniazda. Nie zwracał uwagi na nieznośny smród i ból od ran biołączy. Walczył z wyjątkowo silnymizawrotami głowy i mdłościami, jakie opanowały go po gwałtownym odrzuceniu przez smoka. To dlatego nie zapanował nad zwieraczami i zanieczyścił Gniazdo.
   Syknął niecierpliwie, gdy pielęgniarka nieznośnie długo przecierała jedną z jątrzących się ran. Wreszcie usiadł na łóżku, ponaglająco wskazując na szafkę z ubraniami. Kobiety pomogły mu wstać i założyć luźną tunikę, dzięki której krwawe dziury biołączy szybko zaschną. Duch miał kilkanaście ran nieustannie odnawianych w każdym przejściu do Bezmiarów. Gniazdo, znajdujące się w smoczej głowie, podłączało przez nie układ nerwowy człowieka do organizmu smoka, łącząc je w jedno ciało.
   Erin poprawił biały strój, będący symbolem elitarnej kasty astroinżynierów, i ruszył do wyjścia. Zatoczył się, opierając na ramieniu pielęgniarki, by wreszcie opuścić śluzę. Za wrotami czekało sześciu zbrojnych w pancerzach barwionych na zielono wbudowanymi w stal, kryształami malachitu. Ich dowódca nosił hełm z pióropuszem lodowego ognia, którego płomienie ślizgały się po sklepieniu korytarza. Donell zamarł zaskoczony. Nie spodziewał się, że przysługuje mu eskorta, tym bardziej w postaci pododdziału gwardii przybocznej Pani. Z każdą chwilą sprawa wyglądała na coraz poważniejszą. Odpowiedział na salut oficera stając na baczność i kłaniając się krótko. Gwardzista przedstawił się tylko i bez wyjaśnień wskazał Duchowi drogę. Żołnierze natychmiast ustawili się wokół astroinżyniera otaczając go ciasnym pierścieniem.
   Szybkim krokiem przemaszerowali przez Smocze Leża wchodząc w jasno oświetlone korytarze Gorących Pierścieni. Według wskazań wiszących pod sklepieniem czasosplotów zaczynała się trzecia kwarta doby, koniec pracy i początek okresu odpoczynku. W szerokim tunelu tętniło życie. Pomiędzy kramikami drobnych handlarzy kłębiły się tłumy ludzi. Byli to głównie zwykli robotnicy w prostych, szarych tunikach i znoszonych kombinezonach, tylko gdzie niegdzie błyszczał polerowany pancerz żołnierza lub barwny strój specjalisty, którejś z tajemnych dziedzin.
   Tłum rozstępował się przed idącą grupą, jakby rozpychany niewidzialną siłą. Robotnicy z ciekawością patrzyli na imponujących gwardzistów, lecz jak zwykle spluwali na ziemię widząc Ducha. Odczyniali w ten sposób urok, który mógł rzucić astroinżynier. Biały strój budził niechęć, a czasem nawet agresję. Zabobonów, które coraz bardziej opanowywały tłuszczę nie mogła zwalczyć nawet oficjalna propaganda. Przenikający do Bezmiarów technokinetycy i astroinżynierowie uważani byli za heretyków i odszczepieńców. Duchy coraz rzadziej opuszczały Smocze Leża nie chcąc narażać się na nieprzyjemności.
   Erin zmrużył oczy parząc na dawno niewidziane wysokie i jasne sklepienie głównego korytarza. Nie zwracał uwagi na złe spojrzenia i szeptane za plecami przekleństwa. Czuł się nieswojo z powodu otaczających go smukłych gwardzistów. Chirurgicznie i hormonalnie upiększani żołnierze, służący głównie do celów reprezentacyjnych, wyglądali olśniewająco i dostojnie. Mimo, że Duch był całkiem wysokim mężczyzną, sięgał przystojniakom w błyszczących zbrojach ledwie do ramion. Po paru chwilach uspokoił się jednak i skupił na walce z powoli przechodzącymi mdłościami i nieustającym bólem biołączy.
   Szybko doszli do centrali przerzutowej od razu kierując się ku przejściu dla uprzywilejowanych. Kolejka oczekujących patrzyła na nich z jawną zazdrością. Na przeskok przez przestrzenne zakrzywienie zwykli obywatele czekali już od pierwszej kwarty dobowej. Dowódca gwardzistów wydał krótki rozkaz grubemu sterownikowi przypiętemu do konsoli. Nieprawdopodobnie otyły mężczyzna odwrócił się powoli z całą ruchomą platformą, na której leżał zagłębiony w przepastnym fotelu. Erin ze współczuciem patrzył na liczne biołącza w skórze sternika. Krew i osocze skapywały z przypiętych do nich kabli i spływały na stalową podłogę. Olbrzym bez słowa wskazał jedno ze stanowisk.
   Zakrzywienie i zapadnięcie się w czasoprzestrzennej niecce nie było przyjemnym doznaniem. Erin miał wrażenie, że niewidzialna siła rozciąga go i przewleka każdą komórkę ciała na drugą stronę. Ciemno zrobiło mu się przed oczami, nie upadł tylko dzięki jednemu z gwardzistów, który podtrzymał go silnym ramieniem. Gdy otworzył oczy, stali na platformie zalanej złotym blaskiem. W jednej chwili pokonali kilka tysięcy kilometrów lądując w samym Sercu – pałacu Pani.
   Duch ruszył przed siebie ciągle podtrzymywany przez żołnierza. Rozglądał się niepewnie po szerokim tunelu. Oszałamiało go wszechobecne, miękkie i ciepłe światło, w którym skąpane były barwne korytarze. Idąc, mijali pysznie wystrojonych urzędników, oficerów i mistrzów tajemnic, podążających gdzieś w ważnych sprawach. W przeciwieństwie do plebsu z Gorących Pierścieni żaden z nich nie zwracał uwagi na mały oddział i Ducha.
   Erin po raz pierwszy w życiu znalazł się w pałacu. Siedziba Pani była jednocześnie centrum dowodzenia i nawigacji Najjaśniejszej – okrętu, we wnętrzu którego się znajdowali. Pod kierownictwem władczyni pojazd rozrósł się, osiągając klasę Tytan. Miał rozmiar porównywalny ze średniej wielkości planetą i ciągle się powiększał. Serce, siłą rzeczy, musiało prezentować się jak najbardziej bogato i oszałamiająco. Taka panowała tradycja w wielkiej flocie Przymierza, a Pani nie zamierzała łamać żadnego z jej zwyczajów. Astroinżynier mógł zatem podziwiać rzeźby z żywokryształu zrośniętego z platynowymi nićmi, migoczące, fazowe obrazy i genetycznie modyfikowane, świecące grzyby porastające ściany. Korytarze Serca wypełniały najkosztowniejsze dzieła sztuki stojące gdzie popadło, porażając bogactwem, ale też często zwykłym bezguściem.
   Oniemiały kiczowatym pokazem bogactwa, o mało nie uderzył w plecy idącego przed nim gwardzisty. Żołnierze zatrzymali się, zamierając wyprężeni jak struny. Dowódca skinął głową stojącej naprzeciw oddziału dziewczynie i odwrócił się na pięcie, odchodząc bez słowa razem ze swymi podkomendnymi. Wszystko odbyło się zaskakująco szybko, Erin nie zdążył w żaden sposób zareagować. Obrzucił ciekawym spojrzeniem młodą kobietę. Ubrana była w czarny mundur oficera technokinetycznego, pozbawiony jednak stopnia. Sugerowało to, że jest jednym z wolnych strzelców zatrudnianych na pokładzie Najjaśniejszej na kontrakcie. Najemni operatorzy konstruktów traktowani byli na okrętach Przymierza z najwyższym szacunkiem. Każdy z nich kosztował fortunę, a jego usługi były bezcenne.
   Dziewczyna miała typowe dla specjalisty operującego w Bezmiarach stygmaty na ciele. Połowę jej głowy wygolono do skóry, a w czaszce metalicznie błyszczała złota płytka technoportu. Na odsłoniętych przegubach nosiła świeże opatrunki chroniące rany po wszczepach Gniazda. Nie była nazbyt urodziwa, ale jej owalna twarz z przyklejonym, nieśmiałym uśmiechem budziła sympatię.
   - Jestem Kaila – przemówiła zaskakująco ciepłym głosem. – Potrzebujemy twojej pomocy, Duchu. Pozwól, że wyjaśnię ci wszystko w drodze do Centrum. Mamy mało czasu.
Podeszła do Erina i energicznym gestem wzięła go pod ramię. Astrionżynier poczuł przyjemne ciepło fizycznego kontaktu z kobietą. Nie zareagował mimo tego, że dziewczyna podrażniła mu jedno ze świeżo zakrzepłych biołączy. Uśmiechnął się nawet, nieświadomie wciągając głęboko jej zapach. Nie pamiętał, kiedy ostatnio miał kontakt z kobietą. Niedostępnych pielęgniarek nie zaliczał do tego grona, tak samo jak oschłych służek z kwater Smoczych Leży.
   - Dowodzę operacją „Przebudzenie Czarownicy”, mającą odeprzeć niebezpieczeństwo grożące Najjaśniejszej, a kto wie, może nawet całej flocie Przymierza – mówiła Kaila prowadząc astroinżyniera korytarzami Serca. – Sytuacja jest bardzo poważna i stopniowo się pogarsza. Okręt może ulec zagładzie. Na rozkaz Pani sztab kryzysowy przygotowuje ewakuację załogi. Wszystkich nie da się uratować, w razie katastrofy i tak polegną miliony. Została uruchomiona procedura ratunkowa, w stronę Najjaśniejszej płynie kilka jednostek, które przejmą uchodźców. System informacyjny właśnie powinien ogłaszać alarm w określonych sektorach, tak by nie wzbudzić paniki.
   - Na nieoznaczoność, co się dzieje? Kto nas zaatakował? – Erin patrzył zdumiony na dziewczynę. Kaila wygłosiła te rewelacje bardzo spokojnie, w jej głosie nie było emocji.
   - Powiedz, Duchu, czy jesteś gotowy oddać życie, by ratować Najjaśniejszą? –zatrzymała się gwałtownie, świdrując astroinżyniera uważnym spojrzeniem. Erin zadrżał. – Czy poświęcisz się, by ocalić miliony prostych robotników, których nie zdążymy ewakuować? Czy zrobisz to, by ratowaćżycie smoków? Dasz się zabić dla swojej Pani?
   - Dlaczego wybrałaś akurat mnie? – ciągle czuł ciepło bijące od kobiety, która stała tuż przy nim, trzymając go pod rękę.
   - Odpowiedz! – niespodziewanie podniosła głos rozkazując głosem nie znoszącym sprzeciwu.
   - Zrobię wszystko co będzie konieczne, wypełnię każdy rozkaz Pani – odparł, podporządkowując się władczemu tonowi.
   - Wybrałam ciebie, bo według statystyk i kartoteki jesteś najlepszym Duchem na Najjaśniejszej – pociągnęła go w dalszą drogę. – Nie wiedziałeś? No tak, dane operacyjne nie są ujawniane, nie prowadzi się też żadnych rankingów. Mimo to łatwo cię odnalazłam. W twoich połowach jest najwyższe zużycie hipermechanizmów, a obsługa pomocnicza konstruktów zużywa aż dwudziestu techników wsparcia. Dla porównania dodam, że przeciętny Duch angażuje ich tylko trzech lub czterech. Do tego przyrost masy twego smoka jest najszybszy, co świadczy o jego świetnym samopoczuciu i doskonałym rozwoju. Mówiąc wprost, jesteś zdecydowanie najsprawniejszy i działasz z największym rozmachem. W Bezmiarach czujesz się jak ryba w wodzie, a twe telezdolności są ponadprzeciętne.
   Weszli w błyszczący złotem, smukły korytarz o wysokim sklepieniu. Erin domyślał się, że to jeden z reprezentacyjnych tuneli prowadzących do Centrum.
   - Bałam się, że odmówisz – Kaila poprawiła niesforny kosmyk ciągle osuwający się na oczy. – Tak jak odmawiałeś udziału w operacjach przeciw buntownikom i wrogom Przymierza. Niestety twój profil socjopsychologiczny jest jednym z najgorszych we flocie, dawałeś naprawdę niezłe popisy niesubordynacji i nieprzystosowania. Okazujesz brak szacunku dla przełożonych, kwestionujesz ich polecenia i kompetencje. To, że wdajesz się w bójki z robotnikami, to drobiazg, ale pobiłeś wysokiego oficera handlowego.
   - Opluł mnie i nazwał parszywym mutantem pieprzącym jaszczury. Obłożono mnie po tym incydencie aresztem domowym, którego nie cofnięto do dziś. Od pół roku nie wolno mi opuszczać Smoczych Leży.
   - Trzeba chronić cię przed załogą Najjaśniejszej i odwrotnie, chronić załogę przed tobą.
   - Nie jestem zaskoczony, że boisz się o moją lojalność. Niby dlaczego mam poświęcać się dla tłuszczy, która ma mnie za niebezpiecznego dziwoląga? – Erin uśmiechnął się do dziewczyny. – Nie obawiaj się, pozostanę wierny Pani, mimo, że nie jestem ulubieńcem tłumu. Powiedz wreszcie co jest grane i jakie mam zadanie.
   Wrota Centrum blokował oddział gwardii. Żołnierze trzymali w rękach plazmowe włócznie, a przez plecy mieli przewieszone pneumatyczne miotacze. Duch od dawana nie widział uzbrojonego wojska, na pokładzie Najjaśniejszej niezwykle rzadko dochodziło do rozruchów, czy buntów. Patrole porządkowe co najwyżej nosiły elektryczne pałki, a nie śmiercionośną broń. Widok gotowych do walki zbrojnych w najważniejszej części Serca, miejscu nieomal świętym, wydawał się tym bardziej niepokojący.
Gwardziści bez mrugnięcia rozstąpili się przed pewnie maszerującą Kailą. Wrota rozsunęły się bezgłośnie i para weszła do środka. Główny hol Centrum pogrążony był w półmroku rozjaśnianym bladymi światłami awaryjnymi i migotaniem lamp alarmowych. Erin obrzucił ciekawym spojrzeniem kolumny elektroniczne z błyszczącymi włazami Gniazd, w których leżeli operatorzy Najjaśniejszej. Wokół, pokrytych ornamentami i guzami kamieni szlachetnych, stanowisk nawigacyjnych i pilotażowych nie kręciła się obsługa pomocnicza i służący. Duch pamiętał to wnętrze z propagandowych zajawek puszczanych przez sieć informacyjną. Dziś, życie w Sercu, wyglądało inaczej niż na dynamicznych, porażających kolorami filmach.
   - Rankiem, o pierwszej kwadrze, załoga Centrum przeprowadziła operację poszukiwawczą na lokalnym obszarze mgławicy – odezwała się po dłuższej przerwie Kaila. – Grupa skaningowa w sile dwunastu nawigatorów wpierana przez sześciu technokinetyków przeniknęła do Bezmiarów. Penetrowali okolicę w promieniu pięciu lat świetlnych. To standardowa procedura, którą powtarzamy raz na pół roku. Szukamy gazowych olbrzymów ukrytych w wodorowych oceanach i obfitujących w cenny materiał chmur. Znaleziska znakowane są grawitacyjnymi ugięciami przestrzeni i splotem, wiążącym je z Bezmiarem. Potem, wysyła się tam was, astroinżynierów.
   - Nie musisz tłumaczyć mi oczywistości.
   - Natknęliśmy się dziś na protoolbrzyma, wir ściągający strumienie gazów i pyłu. W przyszłości zamieniłby się wjądro gazowej kuli, która kiedyś zapłonęłaby jako nowe słońce – dziewczyna nie zareagowała na uwagę Erina. – W wirze odkryliśmy wysokie zagęszczenie ciężkich metali, kolejny łup do oznakowania i obróbki przez Ducha. Koordynujący akcję nawigator popełnił błąd i wydał polecenie oznakowania znaleziska na otwartym paśmie. Rozkaz trafił do wszystkich technokinetyków zamiast do jednego.
   - Usłuchali i założyli splot ze zwielokrotnioną mocą? To mogło rozerwać czasoprzestrzeń.
   - Przypadkowo, w promieniu miliona kilometrów od wiru były już założone trzy znaczniki pieczętujące diamentowe chmury.
   - Prowadzimy zbyt grabieżczą eksploatację mgławicy. To musiało się kiedyś źle skończyć – mruknął astroinżynier.
   - Nie radzę ci kwestionować rozkazów Pani, Duchu – dziewczyna warknęła niespodziewanie ostro, groźnie mrużąc oczy. – Będziesz bez szemrania robił co do ciebie należy – opanowała się jednak natychmiast i dalej mówiła już zwykłym tonem. – Przeładowany splot uległ sprzęgnięciu z sąsiadami. Niecka grawitacyjna zamieniła się w poważne rozdarcie, które ściągnęło w wir ogromne ilości materii. Ta zapadła się tworząc mikroskopijną, czarną dziurę, która natychmiast pożarła wszystko w okolicy.
   - Prawdziwy kolaps grawitacyjny. Będzie kłopotby go usunąć.
   - O to się nie martw. Nim dziura się rozrośnie grożąc całej mgławicy, wyrzucimy ją w pusty obszar między galaktykami. To drobiazg w porównaniu z tym co stało się w międzyczasie.
Zatrzymali się przed kolejnymi wrotami pilnowanymi przez uzbrojonych gwardzistów, dodatkowo ubranych w bitewne, aktywne pancerze. Kaila wzięła podany przez jednego z żołnierzy kombinezon kosmiczny. Taki sam dostał Erin.
   - Ubieraj się – rzuciła, naciągając nogawki ciężkiego stroju. – Gwałtowna anomalia była sprzężona z Bezmiarem poprzez sploty. Setki ton materii przerzuciło na tamtą stronę.
   - To niemożliwe – przerwał zdumiony Erin. - Z samej definicji materia nie może istnieć w Bezmiarach, to przecież obszar poza wszystkim, otchłań nieskalana czasoprzestrzenią.
   - Przerzucone tam gazowe chmury prawdopodobnie natychmiast uległy przemianie dostosowując się do panujących warunków. Podejrzewamy, że materia przeistoczyła się w fale o ujemnej energii i wstecznym czasie, które wygenerowały tachionowe morze. To było jak odpowiednik wybuchu supernowej po tamtej stronie. Przebywające w pobliżu świadomości naszych ludzi uległy zniszczeniu. Na miejscu poległo pięciu nawigatorów i technokinetyk. Ale to nie był koniec. Katastrofa przyciągnęła jakiś wrogi umysł, obcy byt żyjący w Bezmiarach.
   - Nie żartujesz sobie ze mnie? W Bezmiarach nic nie ma, to otchłań bardziej wroga dla życia niż kosmiczna pustka.
   - Nie będziemy dyskutować o możliwościach powstania świadomości w nienaturalnych dla nas warunkach. Mówię ci, co zaobserwowano. Obca istota zaatakowała pozostałych nawigatorów i wdarła się przez ich ciała do naszej rzeczywistości. Zresztą, za chwilę sam zobaczysz.
   Kaila wcisnęła na głowę hełm i spięła go klamrami z kombinezonem. Erin patrzył na nią oniemiały i dopiero ponaglany stanowczymi gestami dziewczyny zrobił to samo. Gwardziści odsunęli się do wrót, które otworzyły się powoli. W środku panowała ciemność. Duch włączył system kombinezonu, który natychmiast wyświetlił na hełmie rozjaśniony obraz. Korytarz wglądał na pusty i bezpieczny. Kaila śmiało ruszyła jako pierwsza.
   - Nie dotykaj niczego – rozkazała.
   Minęli załom tunelu i znaleźli się w obszernej sali wypełnionej Gniazdami i komorami, w których zwykle spoczywali piloci i nawigatorzy. Większość sarkofagów porastał pulsujący bladym blaskiem grzyb. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Kaila podeszła do najbliższego z nich. Z bliska grzyb okazał się bezkształtną, szarą masą, która pełzła powoli niczym ogromny ślimak. Erin zauważył, że metal w kontakcie z anomalią jakby rozpuszczał się i przyjmował jej wygląd. Dziewczyna wskazała Duchowi kolejną komorę.
   Przez szybę widać było, że w jej wnętrzu przebywa człowiek. Z jego otwartych ust i oczu powoli wypływała szara maź. Pokrywała część jego ciała, natomiast odsłonięte miejsca były groteskowo powykrzywiane i zdeformowane. Skóra miejscami odłaziła płatami od ciała, miejscami zszarzała i spuchła.
   - To technokinetyk Grady. Próbował odeprzeć obcą istotę w drużynie wsparcia. Wysłaliśmy ją na pomoc, gdy okazało się, że dzieje się coś złego. Pół kwarty temu uderzyliśmy w obcego całymi siłami Serca. Do Bezmiarów przeszło trzydziestu specjalistów, żaden nie wrócił. Intruz pochłania ludzką świadomość i wdziera się przez ciała ofiar do naszej rzeczywistości. Deformuje materię, ciągle ją zmienia, jakby dopiero próbował czegoś nowego, uczy się, bada, eksperymentuje – mówiła Kaila idąc wzdłuż Gniazd ze zdeformowanymi ciałami. Erin czuł coraz mocniejsze mdłości i rosnące przerażenie.
   - Szykuje się do wtargnięcia?
   - Jest w trakcie. Narobił już sporo zniszczeń. Najjaśniejsza pozbawiona jest centrum dowodzenia i sterowania. Kierujemy nią systemami awaryjnymi, na wszelki wypadek odłączyliśmy system od zainfekowanych obszarów. Obcy rozrasta się coraz szybciej i sprawniej. Szacujemy, że ciągu doby unieruchomi okręt. Nie potrafimy zniszczyć, czy choćby zatrzymać jego fizycznej emanacji. Ustaliliśmy tylko, że ta szara substancja ma komórkową strukturę i jest odporna nawet na plazmowy płomień.
Astroinżynier zatrzymał się przed jednym z Gniazd, we wnętrzu którego wiło się ludzkie ciało. Wpięty w system, nagi mężczyzna dygotał w drgawkach, jego usta poruszały się jakby ofiara szybko coś mówiła. Otwarte szeroko oczy wypełniała szara, gąbczasta maź.
   - Nie potrafimy im pomóc – westchnęła Kaila. – Pani wydała rozkaz, by walczyć do końca. Trzeba zerwać wszystkie, ciągle otwarte sploty i na powrót wciągnąć obcego w Bezmiary. To będzie niezwykle trudna operacja wymagająca użycia wszystkich hipermechanizmów i konstruktów jakie mamy. Szanse powodzenia są trudne do oszacowania, ale niestety nie wyglądają najlepiej.
   - To właściwie samobójcza misja – zauważył Erin.
   - Chcemy byś ją poprowadził.
   - Tego właśnie się spodziewałem - westchnął.
 
* * *
   Tłum stał w całkowitej ciszy. Ciasno wypełniał szeroki hol głównego korytarza Gorących Pierścieni, zapełniając nawet platformy gospodarcze i magazynowe. Ludzkie postacie sterczały zarówno w oknach niewielkich kwater, zamieszkiwanych przez robotników, jak i na bogato zdobionych balkonach posiadłości wysokich specjalistów. Pozorny spokój był tylko ciszą przed burzą. Niezadowolenie i rosnący gniew tłumu był nieomal wyczuwalny. Wznoszone jeszcze przed chwilą okrzyki i gwizdy ucichły jak nożem uciął, gdy otworzyły się Smocze Leża i z wewnątrz wysypał się oddział wojska. Uzbrojeni w pałki porządkowi rozproszyli się natychmiast ustępując miejsca regularnej armii. Kordon zakutych w pancerze mężczyzn ustawił się podwójnym szeregiem przed fasadą wielkiego gmachu. Tłum zafalował i cofnął się przed żołnierzami.
   Erin bez skrępowania patrzył w pałające nienawiścią i gniewem twarze robotników. W szarej masie wyróżniały się błyszczące kombinezony inżynierów i mechaników, ale też barwne stroje wyższych specjalistów. Nie tylko tłuszcza chciała krwi Duchów, wyglądało na to, że większość załogi Najjaśniejszej miała ich dość. Na razie nikt nie odważył się wykonać wrogiego gestu wobec pojedynczego astroinżyniera maszerującego środkiem holu. Erin nie łudził się, że powód był inny niż strach przed jego obstawą. Szedł w towarzystwie kompanii gwardii przybocznej Pani. Setka potężnych mężczyzn z plazmowymi włóczniami w dłoniach robiła wrażenie. Ich błyszczące, zielone pancerze i pióropusze lodowego ognia znane były plebsowi z sytemu informatycznego. Gwardia cieszyła się najwyższym poważaniem i respektem.
   - Nie rozumiem, czemu tak się na was uwzięli? – mruknęła Kaila. – Dlaczego was nienawidzą?
   - To bardzo ludzkie – Erin wzruszył ramionami. – Musza mieć kogoś, na kim mogą skoncentrować swe niezadowolenie. Za niepowodzenia, biedę, choroby, ciężką i słabo płatną pracę oberwie jakiś kozioł ofiarny. Pani i jej świta są nietykalne, zatem gniew tłumu musiał skierować się gdzie indziej. Tak było zawsze. Nienawiść najchętniej kierowana jest w kogoś, komu lepiej się powodzi, w mniejszą, zamkniętą społeczność, żyjącą po sąsiedzku.
   - Oficjalna propaganda nie maczała w tym palców.
   - Nie musiała. Gdy przeleje się czara goryczy, ludzie sami znajdą sobie jakichś Żydów, którym można urządzić pogrom.
   - Boję się, że ten pokaz niechęci może zostać wykorzystany przez czynniki wrogie Pani. Mam nadzieję, że nie stanie się zarzewiem buntu.
   Erin nie odpowiedział, kolejnym wzruszeniem ramion okazując, że nie interesuje go kto rządzi Najjaśniejszą. Czuł się coraz bardziej nieswojo piorunowany nienawistnymi spojrzeniami. Nienaturalną ciszę przerwał stopniowo rosnący szum. Tłum zafalował.
   Masowa demonstracja była efektem pogłosek, które błyskawicznie rozprzestrzeniły się po okręcie. Mówiło się, że odcięto wybrane obszary statku i ogłoszono na nich ewakuację.To był skutek nieodpowiedzialnych działań Duchów, które ściągnęły coś z otchłani uszkadzając Najjaśniejszą. Rozeszła się wieść o grożącej statkowi zagładzie. Wszystko to przez pełnych pychy odszczepieńców, szalejących w Bezmiarach i tworzących nienaturalne związki ze zmutowanymi jaszczurami. Już zbyt długo ci degeneraci cieszyli się zbytkiem i wygodami, które dostawali od Pani. Nadeszła pora, by zniszczyć to plugastwo, razem ze śpiącymi smokami, których samo istnienie było bluźnierstwem.
   Nad głową Ducha coś przeleciało ze świstem i uderzyło w plecy jednego z gwardzistów. Metalowa miska odbiła się od pancerza i z brzdękiem potoczyła po chodniku. Niecelny atak wywołał burzę. Tłum ryknął jednym głosem, w stronę Erina poleciały kolejne pociski. Schylił się, przyspieszając kroku popędzany przez Kailę. Prócz tej pary gwardziści eskortowali jeszcze pięciu technokinetyków, ostatnich na Najjaśniejszej. Cała grupa, rzuciła się biegiem, wpadając do Smoczych Leży przez uchylone wrota.
   Erin ochłonął dopiero, gdy wrota zatrzasnęły się za nimi i ryk tłumu znacznie przycichł. W pogrążonym w półmroku holu oczekiwała na nich kilkunastoosobowa grupa. Arstoinżynierowi w oczy rzuciły się białe tuniki braci Duchów i błyszczące pancerze oficerów. Oczekujący natychmiast podeszli do przybyłych. Przed Erinem stanął wysoki, starszy mężczyzna w krwistoczerwonym, aktywnym pancerzu dowódcy. Pierś oficera zdobił złoty ryngraf przedstawiający jastrzębia otoczonego piorunami, herb sił zbrojnych Przymierza. Pociągłą twarz przecinała nieregularna blizna. Bez wątpienia przed Duchem stał sam Abban Grey, hetman sotni.
   - Zgodnie z rozkazem Pani obejmiesz dowodzenie nad bezmiarową częścią operacji „Przebudzenie Czarownicy”, Erinie Donell – oficer mówił lodowatym tonem. – Mam obowiązek zapewnić możliwość swobodnego wykonania zadania. Technicy przygotowali Gniazda, zostały też aktywowane smoki. Najpóźniej za pół kwarty wszystko będzie gotowe do przeniknięcia w Bezmiary.
   - Dziękuję, hetmanie – niepewnie odparł Erin. – Co z szalejącym tłumem?
   - Dwa bataliony strzelców pokładowych strzegą bezpieczeństwa Leży. Do póki ja dowodzę siłami zbrojnymi nic wam nie grozi. Możesz przystąpić do wykonywania obowiązków. Powodzenia, Duchu.
   Erin odniósł wrażenie, że przy ostatnich słowach twarz oficera wykrzywił nieznaczny uśmiech. Nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, hetman skinął głową Kaili, odwrócił się i odszedł w towarzystwie swoich adiutantów i przybocznych. Z astroinżyniem została grupa Duchów.
   - Nie stój jak ciele, chłopcze – pierwszy przemówił Ruaidiri, nauczyciel Duchów przez podopiecznych zwany Starym. – Tyle razy powtarzałem, że astroinżynier musi działać jak błyskawica, zawsze okazywać inicjatywę. Rozumiem, że jesteś w szoku, niespodziewanie obciążono cię wielką odpowiedzialnością. Musisz szybko wziąć się w garść. Hetman nie powiedział nam co się właściwie dzieje, wiemy tylko, że szykuje się duża akcja. Doszły nas słuchy o jakiejś katastrofie, która uszkodziła Najjaśniejszą. Wszyscy tu czekamy, aż ktoś nas oświeci.
   Erin uważnie patrzył w twarze kolegów. Wiedział, że żaden z nich nie odmówi udziału w operacji nawet, gdy dowiedzą się o zagrożeniu. Dobrze ich znał. Prócz Starego, który był pionierem Bezmiarów, jednym z pierwszych smoczych jeźdźców, stało przed nim czterech najzdolniejszych astroinżynierow na okręcie. Jego rówieśnik Sloan, słynący z zamiłowania do hazardu i ryzykanctwa, gruby Wiley, którego nadwagi nie były w stanie zredukować nawet fizycznie wyczerpujące łączenia z Gniazdem, niezwykle utalentowany nowicjusz zwany po prostu Młodym i wiecznie skonfliktowany z Erwinem, dumny Broderic. Duch mierzył ich wzrokiem przez dłuższą chwilę.
   - Wezwijcie wszystkich na odprawę – powiedział wreszcie. – Jak najszybciej, w sali głównej. Tam wszystko wyjaśnię i przedstawię plan taktyczny operacji.
   Zwykle na odprawach spotykały się tylko Duchy biorące udział w połowach, ich prowadzący i oficer koordynujący łączność z flotą drobnicowców. Nigdy nie było to więcej niż pięć osób.
   - Jak to wszystkich? – zdziwił się Broderic.
   - Tak jak powiedziałem. Cała załoga Smoczych Leży ma stawić się w sali odpraw. Przechodzimy do Bezmiarów pełnymi siłami. Wykonać!
 
* * *
    Czarna dziura pulsacyjnie promieniowała tachionowymi falami. Będąca zdeformowanym, zwielokrotnionym splotem mającym łączyć rzeczywistość z drugą stroną, przetwarzała wszystko co pożarła w bezmiarowy odpowiednik. Erin ze zgrozą patrzył na rosnący ocean nienaturalnych cząstek o ujemnej energii. Poruszające się we wstecznym czasie tachionowe fale omywały coraz większy obszar wykrzywiając przestrzeń i powodując grawitacyjne fluktuacje. Gdzieśw nurtach płynących z szybkością większą od światła nurzała się bezmiarowa istota, z ciekawością penetrująca dziurę do rzeczywistości.
   - Trzymasz ich wszystkich? – spytała Kaila. Duch postrzegał ją jako półprzeźroczyste widmo błyszczące niebiańską poświatą. Ciągle czuł ciepło i zapach dziewczyny, choć było to niemożliwe, bo ludzkie zmysły pozostały w Gnieździe razem z jego ciałem.
   Duch poruszył neutronowymi nićmi łączącymi jego konstrukty z hipermechanizmami towarzyszy. Moc pięćdziesięciu smoków sterowana przez tyluż samo astroinżynierów zwartą sferą otaczała promieniującą anomalię. Zespół technokinetyków dowodzony przez Kailę z trudem panował nad gigantycznym przepływem energii, przesyłając jej strumienie nadprzestrzennymi kanałami.
   - I to bardzo pewnie – dudniącym głosem odpowiedział Jack ubiegając Erina. – Nie bój się, dziewczyno, zaraz zerwiemy ten przerośnięty splot. Trzask prask i po sprawie.
   Smok był wyjątkowo pobudzony, udział w tak wielkiej operacji traktował jako wspaniałą przygodę. Zdawał się nie przejmować zagrożeniem i nie rozumieć powagi sytuacji. Erin po raz kolejny skonstatował, że Jack jest jeszcze szczeniakiem, któremu pstro w głowie.
   - Ty też nas dobrze trzymaj, Kaila – odezwał się Duch. – Zaczynamy!
   Jak jeden mąż, wszyscy astroinżynierowie uruchomili konstrukty ukierunkowując smoczą energię telekinetyczną. Nadprzestrzenne mechanizmy natychmiast zaczęły porządkować komórki i struny czasoprzestrzeni. Powyginana i zdeformowana rzeczywistość wewnątrz sfery wracała do naturalnego stanu. Cała astromoc służb bezmiarowych Pani przywracała równowagę w uszkodzonym obszarze mgławicy.
   - Coś faktycznie tam siedzi – basowo mruknął Jack.
   W centrum wyrwy, tuż przy tunelu wytworzonym przez czarną dziurę, kłębiła się obca świadomość. Wyczuwali ją wszyscy obecni w Bezmiarach, zarówno Duchy jak i technokinetycy. Potwór zajmował kanał jak każdy umysł, nie wytwarzał jednak mentalnej otoczki umożliwiającej kontakt. Po prostu był tam, ale nic więcej nie dało się o nim powiedzieć.
   Erin przesunął konstrukty powoli zaciskając sferę. Obszar uporządkowania nieuchronnie zbliżał się do czarnej dziury i żerującej przy niej świadomości. Pozostałe Duchy uczyniły to samo co dowódca, a niektórzy z nich smagali skaningowymi łańcuchami komórek przestrzeni obszar w centrum anomalii.
   - Wchodzę w głąb – oświadczył Ruaidiri.
   Najbardziej doświadczony Duch zgłosił się do tego zadania na ochotnika. Miał samotnie zanurzyć się w okolicy obcego i odciąć go od rzeczywistości zrywając splot. Czterech najzdolniejszych astroinżynierów przygotowało się do ubezpieczania Starego.
   Erin bezgłośnie udzielił pozwolenia koncentrując się na porządkowaniu zniszczonego obszaru. Sterował trzydziestoma konstruktami na raz, co wymagało ogromnego wysiłku. Siłą rzeczy nie śledził jak Ruaidiri zanurza się w skażonej strefie. Dlatego gwałtowne wyładowanie na kanałach mentalnych zaskoczyło go całkowicie nieomal odbierając przytomność. Poczuł silne szarpnięcie rwące część neutronowych łańcuchów. Utracił kontakt z połową konstruktów i z każdą chwilą tracił kolejne.
   - Jack, co ty wyprawiasz? – ryknął z trudem panując nad oszołomieniem. Czuł, że to smok rwał łączność, odbierając mu kontrolę.
   - Wycofać się! Natychmiast! – krzyczała Kaila.
   Erin próbował zorientować się w sytuacji, ale w Bezmiarach panował chaos. Misternie zbudowana sfera mocy pękła jak bańka mydlana. Zmysły astroinżyniera bombardowały setki mieszających się doznań i uczuć. Najmocniej uderzyło go lodowate zimno towarzyszące odchodzącej w niebyt świadomości. To konały Duchy.
   Pierwszy zginał Stary, a zaraz po nim czterech wspierających go towarzyszy. Natychmiast porażeniu uległy ich smoki, poległ także nadzorujący ich technokinetyk. Niczym elektryczne wyładowanie śmierć popłynęła neutronowymi łańcuchami niszcząc zarówno konstrukty jak i podpiętych do nich astroinżynierów. Erin wreszcie zrozumiał co się dzieje, natychmiast cofnął wszystkie hipermechanizmy. Jednocześnie wysłał podprogowy rozkaz do wszystkich Duchów.
   - Czujecie to? – dudnił Jack. – Obcy nie jest żadną świadomością! To tylko imitacja bytu, sprytnie założony hipermechanizm!
    - Pułapka! – syknęła Kaila.
   Erin próbował opanować wijące się neutronowe łańcuchy, zbyt energicznie przesunięte o kilka tysięcy kilometrów. Odbierał pierwsze meldunki od ocalałych Duchów. Atak trwał może dziesiątą część sekundy, ale poczynił wielkie spustoszenie. Potwór poraził i pożarł atakujących, z powrotem zwijając się do sfery rezydującej przy czarnej dziurze. Ciągle też promieniował w kanałach mentalnych udając żyjącą istotę.
   - Ktoś chciał nas wszystkich pozabijać – westchnął Erin. – Nie żyje czterdziestu dwóch moich braci, poległo też kilkanaście smoków. Otarliśmy się o całkowitą zagładę.
   - Ocalałam tylko dzięki Jackowi – westchnęła Kaila. – Jestem ostatnim żywym technokinetykiem na Najjaśniejszej. Ten zamach zlikwidował niemal całą bezwymiarową załogę, łącznie z nawigatorami i technikami. Kto za tym stoi?
   - Ech, ludzie – mruknął Jack. – Jesteście bardziej popieprzeni niż aberracje za horyzontem zdarzeń. Jakaś wpływowa grupa próbuje przejąć Najjaśniejszą i tyle. Są na tyle cwani, że potrafili założyć hipermechanizm o jakim nikomu się nie śniło. Złapali nas za jaja, sukinsyny. Podejrzewam, że tej śmiercionośnej pułapki nie da się zlikwidować z poziomu Bezmiarów, ale pewnie można wyłączyć ją w rzeczywistości.
   Erin pokiwał głową, słuchając smoka. Jednocześnie ciągle porządkował neutronowe łańcuchy sprawdzając ocalałe konstrukty.
   - Ten zamach to przewrót wymierzony w Panią – po chwili ciszy oznajmiła Kaila. – Muszę natychmiast się rozłączyć! Trzeba ratować Najjaśniejszą.
   - Potrzebuję twojej pomocy – zaprotestował Erin. – Trzeba zabezpieczyć okolicę, odizolować ten twór, założyć znaczniki ostrzegawcze i pierścień grawitacyjny, by nikt więcej nie ucierpiał.
   - Sam to zrobisz – odparła. – Udzielam ci pełnego dostępu na wszystkich pasmach. Przejmujesz absolutną władzę nad systemem. Powodzenia Duchu, cieszę się, że cię poznałam.
   Nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Kaila znikła. Wróciła do rzeczywistości.
   - Co ona plecie? Nie może udzielić mi pełnej władzy w Bezmiarach, jestem zwykłym astroinżynierem. Zresztą to by było świętokradztwo. Poza tym, moc sprawczą do udzielenia takich uprawnień ma tylko Pani, wielka władczyni z pieczęcią nadprzestrzeni Przymierza.
   - Pchi! – parsknął smok. – Nie bądź głupi, Erinie. Ciągle się nie domyślasz, kim jest Kaila?

* * *
   Pęki neutronowych łańcuchów zrobiły się delikatne i lekkie. Erin ze zdumieniem zorientował się, że może kierować nimi bez najmniejszego wysiłku. Złapał lejce ocalałych konstruktów obejmując nad nimi władzę. Kilka, sto, wreszcie dziesięć tysięcy mechanizmów wprogramowanych w komórkową strukturę nadprzestrzeni bez oporów uległo jego woli. System otworzył mu dostęp do wszystkich układów i obdarował niesłychaną mocą. Astroinżynier zadrżał poruszony potęgą jaką dała mu Kaila. Okazała mu w ten sposób ogromne zaufanie, a jednocześnie złamała podstawowe prawa technokinezy. Święta kapituła z pewnością obłoży ją za to ekskomuniką i wypali wszczepy w mózgu potępiając na wieki. Przynajmniej tak stałoby się, gdyby Kaila była zwykłym technokinetykiem.
   Odurzony rosnącą falą mocy Erin, odpłynął zapominając nie tylko o Kaili, ale też kim jest i co robi. Ogarniał coraz większy obszar, a jego świadomość wciąż się poszerzała. Po chwili jaźń mężczyzny obejmowała obszar o promieniu stu milionów kilometrów. Astroinżynier czuł, że panuje nad każdym pyłkiem, każdą cząsteczką gazu kłębiącą się w mgławicowej chmurze. Szarpnął mocniej, rozrastając się na cały system. Bez najmniejszego wysiłku wypchnął z niego umysły specjalistów z innych okrętów Przymierza penetrujących mgławicę. Nim minęło pół sekundy kilkuset Duchów i techokinetyków z wrzaskiem przebudziło się w Gniazdach. Erin panował w Bezmiarach władzą absolutną i nieomal wszechmocną.
   Kontemplował mającą sto lat świetlnych długości mgławicę, kręcąc nią niczym zabawką. Oglądana z Ziemi przypominała wyciągniętą twarz kobiety o ostrym podbródku i haczykowatym nosie. Właśnie dlatego starożytni nazwali ogromną kolebkę gwiazd - Głową Czarownicy. Erin widział ją inaczej. Postrzegał każdy wir, każde powstające gwiezdne jądro, jako nieskończenie piękny akt tworzenia. Kosmiczne kłębowisko było dla niego świętym łożyskiem, macicą, która narodzi całe światy. Zapragnął być ich twórcą i opiekunem. Nie tylko czuł się jak Bóg, właśnie się w niego zamieniał.
   - Dość! – ryknął Jack. – Opanuj się, do cholery!
   Smok przebił się do świadomości Ducha z ogromnym wysiłkiem, a i tak udało mu się tylko dlatego, że wiązało ich kilka lat wspólnej pracy w Bezmiarach. Bardzo długo działali sprzęgnięci ze sobą w jeden organizm, tworząc nierozerwalną, mentalną więź.
   - Weź się w garść, człowieku! – dudnienie smoka było dla Erina niczym zimny prysznic.
   - Jack, a nich mnie... – jęknął po chwili. – Niesamowite. Całkiem mnie porwało. Już wiem dlaczego kodeks kapituły tak surowo tego zabrania. Człowiek nie powinien mieć tak potężnej mocy we władaniu!
   - Też tak myślę – mruknął smok. – Zostawmy to jednak, teraz mamy robotę. Musimy jak najszybciej zabezpieczyć anomalię z pułapką, a potem trzeba pomóc Kaili.
   - Jak mamy jej pomóc z Bezmiarów?
   - Będziesz musiał złamać kolejne święte prawo. Wtargniemy na pokład Najjaśniejszej, trzeba ingerować w rzeczywistość.
   - Oszalałeś, smoku?
   - Nasza przyjaciółka ma poważne kłopoty – warknął Jack. – Jeśli jej szybko nie pomożemy, nie tylko ona zginie, my dwaj też zostaniemy zlikwidowani. W Smoczych Leżach właśnie toczy się bitwa i nasi ją przegrywają.
 
* * *
   Wrota Leży rozbryznęły się, rozchlapując wokół wrzący metal. Mikrofalowe działo wymontowane z międzygwiezdnego niszczyciela poradziło sobie z zaporą bez problemów. Hetman Abban Grey rozkazał wycofać wielką maszynę. Generator wystarczył tylko na jeden strzał, działo pobierało ogromne ilości energii i by wystrzelić pełną salwę konieczne było połączenie z układem okrętu. Broń nie nadawała się do walk wewnątrz Najjaśniejszej, ale wykonała zadanie niszcząc potężną zaporę Leży.
   Wyjący tłum zafalował i ryknął jednym głosem zagrzewając żołnierzy do ataku. Tłuszcza chciała krwi ukrytych wewnątrz Duchów i ich popleczników. Hetman nie wydał jednak rozkazu, zresztą żar bijący od stopionego metalu i tak by go uniemożliwił. Oficer chciał też dać oblężonym czas, by zrozumieli, że są zgubieni.
   - Zabić Duchy! Precz z czarownicą! – ponad ryk tłumu wznosiły się pojedyncze okrzyki.
   Hetman uśmiechnął się nieznacznie. Jego agenci wykonali ogromną robotę miesiącami siejąc propagandę wśród załogi Najjaśniejszej. Zdyskredytowanie majestatu Pani w oczach prostych robotników nie było prostą sprawą, mimo to udało się. Niemożliwe w wyższych warstwach, powiodło się wśród prostego ludu. Niegdyś ukochana władczyni dziś nazywana była Czarownicą. Problemem było wywabienie Pani z niezdobytego Serca, ale to też się udało. Misternie przygotowana pułapka okazała się niezawodna. Przy okazji udało się zlikwidować właściwie całe bezmiarowe siły okrętu, praktycznie go unieruchamiając. Teraz przejęcie władzy będzie formalnością. Kolejny okręt Przymierza zostanie przejęty przez Zjednoczony Układ Słoneczny. Abban Grey poświęcił temu zadaniu dziesięć lat swego życia. Jednak gra warta była świeczki, nagrodą będzie Najjaśniejsza.
   Oficer aktywował pancerz i skinął głową swoim przybocznym. Jeden z nich wystrzelił białą flarę w otwór stopionych wrót. Po minucie obrońcy odpowiedzieli tym samym. Żarząca się oślepiającym blaskiem kula z sykiem przemknęła nad głowami tłumu i uderzyła w sklepienie holu zamieniając w snop iskier. Propozycja paktów została przyjęta.
   Hetman śmiało ruszył szpalerem utworzonym przez żołnierzy. Ryk tłumu ucichł powoli, gapie z ciekawością obserwowali słynnego oficera. Greyowi towarzyszyło tylko dwóch przybocznych, jeden z nich niósł spory pakunek przewieszony przez ramię. Omijając plamy gorącego metalu trójka znikła w ciemnym otworze zniszczonych wrót.
   - Podaj się, zdrajco, nim przeleje się więcej krwi – Kaila przemówiła jako pierwsza. Czekała przy wyjściu Leży w towarzystwie dwóch gwardzistów. – Zostaniesz osądzony i ukarany zgodnie z prawem Przymierza. Jeśli teraz złożysz broń zostanie to potraktowane jako okoliczność łagodząca. Kto wie, może nawet ocalisz głowę.
   - Dzięki za łaskawość, Pani – oficer schylił się w parodii ukłonu, jego twarz wykrzywiał pogardliwy uśmiech. – Wybacz, ale nie przyjmę twojej propozycji. Mam za to inną. Złożysz oficjalną kapitulację i przekażesz dowodzenie okrętem w moje ręce. Nie przerywaj mi! – warknął widząc jak Kaila bierze wdech. – W zamian powstrzymam ohydztwo wypełzające z zabitych nawigatorów i Duchów, i oszczędzę okręt. Ocalisz życie milionów członków załogi. Poza tym gwarantuję ci, że przeżyjesz i zostaniesz odwieziona na któryś z okrętów Przymierza. Oczywiście dopiero wtedy, gdy dostaniemy czas na opuszczenie mgławicy.
   Kaila kurczowo zacisnęła pięści z nienawiścią patrząc na zdrajcę.
   - Nie powinnaś obarczać się winą za utratę okrętu – mówił dalej. – Nie miałaś najmniejszych szans. Zjednoczony Układ Słoneczny zaangażował całe siły w zniszczenie Wolnego Przymierza. Widziałaś jak działa jedna z naszych nowych broni, ten niby obcy. Mamy w zanadrzu więcej takich niespodzianek. Poddaj się, proszę i sama oszczędź kolejnych ofiar.
    Dziewczyna milczała, a w jej dotychczas śmiało patrzących oczach pojawiło się zwątpienie.
   - Zginą jeszcze tylko Duchy, które ocalały z pułapki – usta hetmana wykrzywiały się coraz bardziej. – Muszę rzucić ich na pożarcie tłumowi. Wściekła tłuszcza zostanie wpuszczona do Leży, najpewniej zniszczą tu wszystko i uśmiercą smoki. To niewielki koszt w zamian za życie milionów.
   - A szara tkanka wypełzająca z zabitych przez anomalię?
   - Już została dezaktywowana. W ciągu kilku godzin ulegnie całkowitej degeneracji i zamieni się w pył – hetman wziął od swego przybocznego pakunek i cisnął go pod nogi dziewczyny. – To twój oficjalny strój. Założysz go i wyjdziesz samotnie z Leży. Przyjmę twoją kapitulację na oczach tłumu i kamer systemu informacyjnego. Wszyscy na pokładzie mają to zobaczyć. Przekażesz mi też symbol władzy, pieczęć nadprzestrzeni.
   Nie czekając na odpowiedź oszołomionej Kaili, hetman odwrócił się i odszedł wracając do holu. Powitał go ryk tłumu.
   - Przybywam na twe rozkazy, Pani – w uchu dziewczyny rozległ się delikatny szept. Kaila drgnęła wystraszona. – To ja, Erin. Ciągle jestem po drugiej stronie, razem z Jackiem. Wybacz, ale byś mnie usłyszała musiałem stworzyć dźwięk, drgania cząstek płynnie roznoszące się w przestrzeni. Nigdy tego nie robiłem, zresztą jak czegokolwiek z poziomu Bezmiarów na rzeczywistości Najjaśniejszej.
   - Cieszę się, że cię słyszę, Duchu – odparła Kaila podnosząc pakunek z ziemi. – Złamaliśmy kolejne święte prawo kapituły, nawet jeśli jakoś wyjdziemy cało z buntu, pojęcia nie mam jak się z tego wywiniemy.
   - To w tej chwili nieważne – szepnął Erin. – Rozprawmy się najpierw ze zdrajcami. Mam pomysł jak to zrobić. Ubierz się w strój, jak chce hetman.
   Kaila bez protestów posłuchała Ducha. Musiała mu zaufać.


* * *
   - Tłum się burzy, hetmanie – zameldował przyboczny Greya. – Jeszcze trochę, a sam ruszy do ataku na Leża. Wygląda na to, że Pani nie zamierza się poddać.
   - Ukorzy się przede mną, nie ma obawy – mruknął oficer. – Jak większość dowódców floty Przymierza jest idealistką. Nie zaryzykuje życia swojej załogi. Zresztą alternatywę ma raczej nieciekawą, albo zrobi co ja chcę, albo zginie.
   - Ludzie rwą się do walki. Musimy ich powstrzymywać.
   - Jeśli będzie trzeba otwórzcie ogień do tłumu. Przekazanie władzy ma się odbyć zgodnie ze zwyczajami.
   Przyboczny zdążył zasalutować i odmaszerować z rozkazami, gdy ryk tłumu ucichł gwałtownie. W ciemnym otworze wrót pojawiła się samotna sylwetka. To była Pani.
   Każdy widział ją setki razy w sieci informacyjnej i na propagandowych filmach. Wściekła tłuszcza zastygła wbezruchu chłonąc z ciekawością widowisko. Władczyni, jak zwykle, wyglądała imponująco. Ubrana była w prostą, czarną suknię błyszczącą kamieniami szlachetnymi. Jej twarz i głowę okrywała złota maska przedstawiająca nieziemsko piękną, kobiecą twarz. Nieruchome, idealne rysy robiły na patrzących piorunujące wrażenie. Nikt nie ośmielił się krzyknąć - Śmierć czarownicy!
   Hetman Grey wyszedł jej naprzeciw. Stanęli twarzą w twarz na środku placuoczyszczonego przez żołnierzy z tłumu. Kobieta w ręku trzymała berło, którego koniec pochłaniał światło tworząc niewielką sferę ciemności. Wbudowany weń miniaturowy przetwornik grawitacyjny generował lokalną anomalię symbolizującą kosmos i nadprzestrzeń. Kobieta skierowała symbol władzy w hetmana niczym broń. Abban Grey złożył ręce na piersi śmiało patrząc na Panią, która sięgała mu ledwie do ramienia.
   - Ja, Abban Grey, w imieniu Zjednoczonego Układu Słonecznego, przejmuję dowodzenie na tym okręcie – zagrzmiał hetman. – Ogłaszam, że od dziś, na pokładzie Najjaśniejszej obowiązuje ziemskie prawo imperialne. Dotychczasowy dowódca zostanie internowany, chyba, że rada załogi zażąda jego osądzenia. Siły zbrojne okrętu zostaną zmodernizowane i przetworzone zgodnie z regulaminem Układu. Zewnętrzne zagrożenie, na które naraziły Najjaśniejszą dotychczasowe, nieudolne władze, zostanie natychmiast zażegnane. Od tej chwili nie musicie obawiać się o bezpieczeństwo, jako przyszli poddani Układu Słonecznego możecie spać spokojnie. Dziś, na Najjaśniejszej, kończy się era zacofania i pogańskich praktyk w Bezmiarach! Rozpoczyna się nowa epoka, która przyniesie wszystkim szczęście, spokój i dobrobyt!
   Tłum zafalował, a ciszę przerwał rosnący szum. Oszołomieni zaskakującym obrotem spraw ludzie nie wiedzieli jak zareagować. Agenci Greya jednak czuwali, ponad tłum wzbiły się pojedyncze okrzyki radości, które szybko się rozprzestrzeniły. Hetman uśmiechnął się czekając cierpliwie aż ryk tłumu nabierze na sile, a potem ucichnie. Pani stała ciągle nieruchomo niczym posąg. Wreszcie oficer uniósł rękę sygnalizując, że chce mówić dalej. Zapadła cisza.
   - Nadszedł kres wypaczonych, feudalnych zwyczajów i rządów groteskowej królowej zwanej Panią. Na okręcie zapanuje prawdziwa demokracja i praworządność. Dość zabobonów, guseł i bezmiarowej szarlatanerii! Nadchodzi prawdziwa cywilizacja! – hetman uniósł obie ręce w triumfalnym geście. Jego głos, wzmacniany systemem informacyjnym, dudnił niczym grom na całym pokładzie Najjaśniejszej. Do Kaili zwrócił się szeptem, który nie został przekazany. – Teraz klęknij i unieś berło, rękojeścią do mnie. Gdy je wezmę, pochyl głowę z pokorą.
   - Jak śmiesz, zdrajco, wyciągać ręce po Najjaśniejszą!? – kryształowo czysty głos Pani zagrzmiał z mocą tak potężną, że wielu spośród gapiów opadło na kolana. Zadygotały energetyczne lampiony wiszące u sklepienia holu, jedna z platform przekrzywiła się ze zgrzytem, zrzucając kilkanaście osób na ziemię. – Ręce splamione krwią podstępnie zamordowanych! – Hetman cofnął się kompletnie zaskoczony. System informacyjny kontrolowali jego ludzie, głos Pani nie była zatem wzmacniany elektronicznie. – Najjaśniejsza nigdy nie ulegnie podstępnym knowaniom psów Układu Słonecznego! Nie zamienisz naszego okrętu w kolejną niewolniczą kolonię, własność bogaczy z Ziemi. Jesteśmy obywatelami Wolnego Przymierza, żyjemy w zgodzie z własnym sumieniem i według naszych zwyczajów. Nie potrzebujemy waszej demokracji i sztucznej wolności! Zostawcie nas w spokoju, pozwólcie żyć po swojemu!
   - Zamilcz, czarownico! – ryknął hetman, lecz jego krzyk zabrzmiał piskliwie i nieprzekonująco. Cofnął się o kolejny krok, rzucając spode łba groźne spojrzenia. – Potrzebujecie nas, cierpcie głód i biedę, bez nas zginiecie!
   - Nigdy nie damy się zamienić w waszych niewolników, a twoje kłamstwa nikogo więcej nie omamią! Podniosłeś rękę na uświęcony majestat Pani, zabijałeś moich poddanych! Zapłacisz za to, zdrajco! – Kaila postąpiła krok do przodu unosząc berło nad głowę.
   Hetman wyszczerzył zęby w grymasie nienawiści. Błyskawicznym ruchem wyszarpnął oficerski, krótki miotacz zza pasa. Wymierzył w złotą maskę i pociągnął za spust. Lufa plunęła serią igłowych pocisków. Stalowe groty z gwizdem odbiły się od niewidocznej bariery tuż przed Panią i z furkotem pomknęły we wszystkie strony. Ciało Kaili uniosło się w powietrze i rozbłysło białym światłem. Wokół lewitującej kobiety przestrzeń ugięła się i zadrżała. Niewidzialna siła rozpruła rzeczywistość wpuszczając smugi nadprzestrzennej ciemności. Skrystalizowany mrok krążył mrocznymi smugami wokół świecącej niczym gwiazda sylwetki.
   Hetman krzyczał przekleństwa wskazując Panią swoim żołnierzom. Jednak żaden z nich nie uniósł broni. Dopiero przyboczni Greya otworzyli ogień z pistoletów maszynowych. Pociski z gwizdem znikły w ugięciach przestrzeni, pochłonięte przez mrok.
   - Gińcie, mordercy! – głos Pani grzmiał ogłuszająco. Tym razem wszyscy gapie runęli na ziemię.
Kaila skierowała berło w stronę hetmana. W jednej chwili mężczyzna stanął w płomieniach. Biały ogień świecił niczym plazma trawiąc zarówno ciało oficera jak i jego niemal niezniszczalny pancerz. Przyboczni zapłonęli chwilę po swoim przywódcy. Kilkunastu agentów Układu Słonecznego zamieniło się w żywe, plazmowe pochodnie. Żądny krwi tłum dostał swoje widowisko.
 
* * *

   Powrót do rzeczywistości był bardziej bolesny niż zazwyczaj. Erin nie otwierał oczu walcząc z potwornym łupaniem w czaszce i oszałamiającymi mdłościami. Dygotał niczym w ataku epilepsji zupełnie nie panując nad ciałem. Przebywał w Bezmiarach wyjątkowo długo, poza tym doświadczył mocy, o jakich nigdy nie śnił.
   Jęknął, gdy sanitariuszki kładły go na stole. Zacisnął zęby czekając na zastrzyki i ból niedbale przemywanych ran. Zamiast tego, poczuł przyjemny zapach niezwykle kosztownych, naturalnych środków czyszczących i prawdziwych perfum. Skóry tuż przy ranie biołącza dotknęła delikatna tkanina. Z trudem panując nad powiekami, powoli otworzył oczy.
   Ciągle znajdował się w Sali postGniazdowej Smoczych Leży, lecz zamiast nieprzyjemnych pielęgniarek w pomieszczeniu była tylko jedna osoba. Jak zwykle uśmiechała się nieśmiało.
   - Dobrze się czujesz, Duchu? – szeptem spytała Kaila łagodnymi ruchami czyszcząc rany na jego ciele.
   - Doskonale – jęknął z trudem. – Czy kapituła już wysłała po nas inkwizytorów?
   - Nie ośmieli się – uśmiech na twarzy dziewczyny poszerzył się znacznie odsłaniając białe zęby. – Cała galaktyka huczy opowieściami o potężnej czarownicy, która pokonała Układ Słoneczny. Póki co, jestem wielkim bohaterem wszystkich wolnych światów, a jeszcze większym tam, gdzie panuje tyrania Ziemian. Przez jakiś czas jesteśmy nietykalni.
   - A potem?
   - Zobaczymy – wzruszyła ramionami, a potem dmuchnęła w niesforny kosmyk opadający na czoło. Światło błysnęło w złotych wszczepach na jej ogolonej połowie głowy. Dla Erina wyglądała niezwykle pociągająco, co potęgował fakt, że okazała się jego legendarną władczynią. – Mam nadzieję, że w razie czego znów mi pomożesz, Duchu. Mogę na ciebie liczyć?
   Erin po raz pierwszy tego dnia uśmiechnął się wesoło. I odpowiedział.
 
 Koniec
 Autor: savikol
 Data publikacji: 2007-10-25
 Ocena redakcji:   
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


 KOMENTARZE
Ułóż od najnowszych ↑

 Można tylko polecać
Wyobraźnia na wysokim poziomie :) Podoba mi się i pomysł, i rozmach, i postacie, między którymi coś się dzieje (ja tam wolę czytać o miłości niż o polityce).

Hit tego roku, jeśli o mnie chodzi. Serio, www.mythai.info z Twoimi tekstami to dużo lepsze miejsce niż bez nich. Dzięki!
Autor: Whitefire
 Super!
Naprawdę świetne, nie czytałem tego drugiego opowiadania o którym pisze White ale jeśli jest chociaz trochę tak dobre jak to, to rewelacja. Baardzo mi się podobało i na pewno będę polecał innym.

alex
Autor: alex
 nie złe ;))))
masz talent ;D naprawde nie złe brawo oby takich więcej!!! :))))
Autor: elanor
 Czołem
klap klap klap klap klap KLAP :)))))
Autor: Ubuntu
 naprawde
Naprawde dobre. Na poziomie Nowej Fantastyki. Publikowalne! :)
Autor: ~Falsafa Data: 14:26 5.05.08
 Coś niesamowitego !!!
Uwielbiam takie opowiadania a do tego jeszcze smoki!!! Coś niesamowitego!!!
Autor: kero Data: 11:54 11.04.13


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 76898 wiadomości na forum oraz dodali 441 publikacji.
Zapisało się nas już 1919

Ostatnio do paczki dołączył ksieciunio

 
Po stronie kręci się 7 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 7 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Gdybym chciał opowiedzieć słowami wszystko to, co miałem zamiar wyrazić w powieści, to musiałbym napisać tę samą powieść, którą napisałem, od początku.

  - Lew Mikołajewicz Tołstoj
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.