Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 "Mama"

Jestem dzieckiem - darem. Zostałam zesłana przez niebiosa, aby uratować mamę, kobietę, która szybko staczała się w dół, kobietę, która nic nie wiedziała o pustoszącej jej ciało chorobie. Miałam ocalić nie ciało fizyczne mamy, ale w ostatnich miesiącach przed śmiercią powstrzymać ją od robienia TEGO, by mogła dostać się do raju. Nie udało mi się. Mama się nie zmieniła, a jedynie zgotowała mi takie piekło na ziemi, że nie mogłam się już doczekać jej zgonu. Wtedy to stałabym się zwykłą trzylatką, z takim samym rozumkiem, jaki trzylatki zwykle mają. Nie miałabym wówczas żadnych trosk i całe życie spędziłabym z tatą…

Wiele osób mnie nie zrozumie. „Jak można życzyć własnej matce śmierci?” - zapytają. Odpowiedź jest bardzo prosta: ja nigdy nie zdołałam się prawdziwie przywiązać do mamy, bo ona zbyt często mnie raniła, a chwile dobre były zbyt krótkie.

Czas mamy mija…

 

*   *   *

 

Mama znowu TO zrobiła. A przecież tak niedawno obiecywała mi, że wszystko się zmieni. Że nie będę musiała przez nią cierpieć. Ale czy ja cierpię? Nie wiem, co znaczy cierpieć. Może, dlatego, że, jak mówi mój tata, nigdy nie byłam z mamą szczęśliwa i nie wiem, co to znaczy śmiać się, śmiać się całym sercem i duszą – całą sobą.

Od kiedy pamiętam mama zawsze TO robiła, a tata zawsze z TYM walczył. Najpierw walczył o mamę (wtedy jeszcze myślał, że uda mu się namówić ją na zmianę postępowania), a potem walczył o mnie. Nigdy nie chciał, bym stała się taka jak ona. Pragnął sam mnie wychować, posłać do świetnej szkoły – zagwarantować mi jak najlepszy start w życie.

Moi dziadkowie mu to uniemożliwili. W sądzie stwierdzili, że ich córka jest wzorową matką, która nie pracuje tylko dlatego, że chce dużo uwagi poświęcać córce. Powiedzieli też, że mama ma dzięki nim zapewnione utrzymanie, i że z pewnością nigdy nie zrobiła TEGO, o co posądzał ją mój tata. W domu dowiedziałam się także, że dziadkowie zapłacili ogromną łapówkę sędziemu, który podejmował dotyczącą mnie decyzję.

Tatuś nie miał więc szans na to, aby zabrać mnie mamie. Zostałam tutaj – w mieszkaniu matki, w którym nikt mnie nie kochał i ja nikogo nie kochałam. Czułam, że mama walczyła o mnie tylko dlatego, że chciała odegrać się na tacie za jego odejście, a nie z przywiązania do mnie - swojego dziecka.

Od tego czasu jedyna droga mi na świecie osoba miała prawo odwiedzać mnie tylko w weekendy, a ja tylko wtedy mogłam poczuć odrobinkę mniejszy niż zazwyczaj smutek.

A mama znowu TO zrobiła. Wróciła do domu nie będąc już dobrą sobą. Wróciła i od razu zaczęła na mnie krzyczeć:

- Nigdy cię nie pragnęłam! Niszczysz mi życie! Chcę, abyś umarła!

Potem nie dała mi kolacji, tak samo jak śniadania i obiadu następnego dnia. Burczało mi w brzuszku – byłam strasznie głodna. Znalazłam sobie jedynie dwa stare biszkopty i końcówkę soku w mojej butelce. Smakował dziwnie... A potem znowu nie dostałam kolacji. Całą noc myślałam, że umrę. Nie mogłam spać, ale nie krzyczałam. Wiedziałam, że to by nie podziałało. Głodna byłam przecież już wiele razy wcześniej.

Żaden obcy człowiek, a nawet żaden znajomy nie podejrzewałby mamy o robienie TEGO. Wszystkim opowiadała ona, o tym, że ciągle jest ze mną - bawi się i przytula. Ludzie uważali ją więc za wykształconą i elegancką młodą kobietę, która porzuciła świetną pracę, aby zaopiekować się ukochaną córeczką.

Ukochaną córeczką? Jak to dziwnie brzmi... Mama nigdy mnie nie kochała i nigdy nie pokocha, choćby miała ku temu okazję. Czasami jedynie okazywała mi trochę serca – obiecywała, że już nigdy nie będzie robiła TEGO, że zaopiekuje się mną jak najcenniejszym skarbem. Wtedy też kupowała mi zabawki, słodycze i bajki na wideo, które później pomagały mi przetrwać takie chwile jak ta, kiedy głodowałam.

Następnym dniem była sobota. Tata przyjechał po mnie wcześniej tłumacząc, że czuł, że stało mi się coś złego. A ja nie miałam siły, aby go przywitać. Nie miałam siły podziękować mu za to, że jest, i że za chwilę mnie nakarmi.

Tatę ogarnęło przerażenie, gdy mnie ujrzał. Wiedziałam, że jestem blada, ale nie wiedziałam, że aż tak. Wiedziałam, że mam splątane włosy, ale nie wiedziałam, że aż tak. Wiedziałam, że jestem brudna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Aż tak, by go przerazić.

Pierwszą rzeczą, którą tata zrobił było to, że dał mi do ręki, do zjedzenia dużą bułkę, ubrał mnie i wsadził do swego samochodu. Potem wrócił do mieszkania. Nie wiem jak tam postąpił, ale domyślam się, że kłócił się z mamą, jeżeli tylko udało się mu z nią dogadać. Byłam już świadkiem wielu ich pojedynków na słowa – w miarę łagodnych i okropnych, kiedyś myślałam, że tata się nie pohamuje i uderzy mamę. On nigdy jednak tego nie zrobił.

Podczas najgorszych kłótni rodzice spierali się zwykle o mnie i o TO. Gdy chodziło o mnie, tata nigdy się nie poddawał. Zawsze zawzięcie walczył o moje dobro. Zwykle wychodził z kłótni o mnie zwycięsko, choć mama zmieniała się zwykle tylko na tydzień lub dwa. Potem nie wytrzymywała. Spory rodziców o TO zazwyczaj urywały się, gdy tata się wycofywał. On, chociaż był bardzo silnym człowiekiem, nie potrafił znieść tego, że jego ukochana zmieniła się i nie jest już tą samą osobą – jest gorsza.

Gdy jechaliśmy do domu taty, przyglądałam mu się z wielką uwagą. Jakże odmienny był od mamy... Ona w pierwszym momencie wydawała się delikatną, kruchą blondynką, a on dobrze zbudowanym, mocnym brunetem, w którego żyłach, co było widać po karnacji, płynęła krew po części latynoska. Ale to tata miał delikatny, opiekuńczy wzrok, którym mógł udobruchać każdego, kto spojrzałby w jego brązowe oczy. Mama na wszystkich patrzyła ostro, z pogardą. Jej znajomi mówili, że na pewno swoim wzrokiem może zabijać. Ciekawe, czy to prawda?

Wkrótce zasnęłam. Nie zauważyłam, kiedy tata wniósł mnie do swego mieszkania i położył na łóżku. Nic mi się nie śniło. Spałam mocno - musiałam odespać ostatnią noc, a z bułką w brzuszku było to łatwe. Tata umiał się o mnie zatroszczyć.

Gdy się obudziłam, wiedziałam, że czekają mnie cudowne chwile z tatą. Nie myliłam się. Tatuś ugotował dla mnie niezwykle pyszne danie z tego, co lubiłam najbardziej, czyli: kaszy, jagnięciny i różnych warzyw. Potem bawiliśmy się - budowaliśmy domki z klocków, bawiliśmy się w chowanego, a nawet tata pomógł mi wykąpać lalkę Baby Born, a potem się nią zaopiekować.

Z tatą zawsze czułam się beztrosko. Nie myślałam o TYM i o mamie, chociaż tata często pokazywał mi zdjęcia z początku ich znajomości. Byli wtedy bardzo szczęśliwi. Nie podejrzewali, że się rozstaną i to w tak trudnych okolicznościach.

Następnego dnia także zostałam u taty, a on powiedział, że mama pozwoliła na to bez cienia sprzeciwu (tata często mówił do mnie jak do dorosłej osoby - chyba nie zdawał sobie sprawy, że wszystko rozumiem). Tata z jednej strony był zadowolony, że spędza ze mną dużo czasu, ale z drugiej martwił się, że po powrocie do mamy będzie mi coś groziło. Nie wiedział tylko, co - czy zaniedbanie, zapomnienie przez mamę, czy jakieś niebezpieczeństwo natury fizycznej.

Ale ja wiedziałam. Nadszedł czas, kiedy dla mamy byłam nic niewarta, kiedy traktowała mnie jak ducha. Wtedy jedynie tata utrzymywał mnie przy życiu, Korzystając z obojętności mamy, rano i wieczorem przywoził mi jedzenie, dzięki któremu nie zagładzałam się na śmierć. W takie dni zwykle cały czas oglądałam bajki i przeglądałam książeczki, bo nie mogłam liczyć na choćby malutkie zainteresowanie ze strony mamy.

Kiedy weekend się skończył, wróciłam do niej, a tata nie mógł tego powstrzymać. Już raz, kilka miesięcy wcześniej, próbował to zrobić, ale dziadkowie obwinili go o naruszanie zasad ustanowionych przez sąd. Wszystko skończyło się przed tym samym, bardzo stronniczym sędzią, co przy poprzedniej rozprawie, i który teraz kazał tacie zapłacić gigantyczną grzywnę i zabronił mu na dwa miesiące kontaktów ze mną. Od tego czasu tata nie usiłował nawet opóźniać naszego rozstania, bo wiedział, że za porwanie, o które moi dziadkowie chcieli go oskarżyć przy następnym „wybryku”, groziłaby mu większa kara, a mnie bez niego - niebezpieczeństwo.

Wróciłam do mamy, a raczej do jej zimnego mieszkania. Tata, zanim odjechał, nauczył mnie korzystania z telefonu tak, bym mogła w każdej chwili do niego zadzwonić, wciskając tylko jeden, odpowiedni przycisk. Pomyślałam, że tego właśnie było mi trzeba - już nigdy nie będę głodowała, bo zawsze tata będzie mógł mnie przed tym uchronić.

Pierwszej nocy miałam sen, bardzo piękny sen, w którym mama była dobra i nie robiła TEGO. W tym śnie cały czas bawiłam się z nią i z tatą, rodzice znowu byli razem. Jedliśmy lody, watę cukrową, jeździliśmy na karuzelach i graliśmy w gry. Ja ciągle się śmiałam, byłam szczęśliwa (chyba) i powtarzałam rodzicom, że ich kocham, a wtedy tata całował mnie i mamę.

Tylko jedna osoba z mojego snu się nie uśmiechała - błazen z cyrku, który także odwiedziliśmy, błazen, który ciągle mi kogoś przypominał. Klown ten stale płakał i powtarzał, że świat jest zły, że TO zniszczyło jego rodzinę. We śnie nie potrafiłam go zrozumieć. Dopiero po przebudzeniu pojęłam, że ten błazen w rzeczywistości był moim prawdziwym tatą i to jego mi podczas snu przypominał.

Rozpoczął się następny dzień - poniedziałek. Od rana w domu działo się coś dziwnego - mama zachowywała się dziwnie. Wstała z łóżka bardzo wcześnie, a kiedy tata przywiózł mi śniadanie, spotkała się z nim. Rozmawiali. Tata był tym niezmiernie zaskoczony. Od dawna nie rozmawiał z mamą tak swobodnie, a teraz potrafili dogadać się ze sobą tak, jakby nigdy się nie kłócili, jakby między nimi wszystko było w porządku.

Zaczęli rozmawiać od kilku słów o pogodzie, od tego, że jest strasznie sucho i gorąco, a potem poszło już z górki. Mówili o niemal wszystkim: o życiu, pracy taty, polityce i innych, ważnych i błahych sprawach.

Tata patrzył na mamę, jak na osobę, której dawno nie widział. Patrzył na nią z takim wyrazem oczu… Chyba z miłością…

A mama patrzyła w ziemię, tak, jakby się czegoś wstydziła, jakby wstydziła się samej siebie. W końcu powiedziała coś ważnego… Powiedziała, że żałuje, że TO robi, ale nie potrafi przerwać. Mówiła, że nigdy nie chciała, abym miała takie dzieciństwo, lecz teraz nie umie już nad TYM zapanować, musi TO robić. Oznajmiła nam też, że nie ma żadnego wpływu na moich dziadków, i że jednocześnie chce i nie chce, bym z nią została na zawsze.

Mama nas przeprosiła. Przeprosiła mnie i tatę za to, że TO robi, że utrudnia nam życie. Zapewniła, że gdyby mogła cofnąć się w czasie, to nie dopuściłaby do swego uzależnienia, ale teraz nic już nie może zrobić.

Czy dla mamy na pewno nie ma już ratunku? Czy niebiosa nie są w stanie jej pomóc? - Od dzisiaj chyba już nic nie wiem.

A może mama zdoła wrócić na dobrą drogę? Może sama sobie pomoże? - Nie potrafię w to uwierzyć…

Kiedy tata odjechał, mama zamknęła się w swoim pokoju, gdzie pozostała już cały dzień. Ja w tym samym czasie bawiłam się, robiłam to, na co miałam ochotę. Nie troszczyłam się o nic… Wieczorem tata przywiózł mi kolację i odjechał bez słowa. Wciąż chyba był pod wrażeniem porannego zachowania mamy…

Jedzenie od niego było pyszne…

Następny tydzień upłynął w miarę spokojnie. Z wyjątkiem weekendu spędziłam go w samotności. Mama nie wychodziła ze swego pokoju. TO znowu ją opanowało. Przez cały tydzień w domu nie słyszałam niemal żadnych innych odgłosów poza własnymi i tymi z bajek, które sobie włączałam. Było to strasznie przerażające i przytłaczające. Nie życzę nikomu, choćby chwilowego życia w takim osamotnieniu. Jedynym urozmaiceniem mych samotnych dni były poranne i wieczorne odwiedziny taty, ale i one nie trwały zbyt długo. Tata nie chciał, by dziadkowie się o nich dowiedzieli.

W weekend tata przyjechał do mnie i spędzaliśmy razem czas, tak jak wiele razy wcześniej – bawiąc się.

Potem przyszedł następny tydzień i zachowanie mamy drastycznie zmieniło się. Przestała być ona już taka cicha, nieobecna, a zaczęła szaleć. Krzyczała na mnie bez żadnego powodu, wściekała się, gdy przyjeżdżał tata. Nie mogłam znieść jej takiego zachowania. Pocieszałam się jedynie myślą, że być może, w końcu jej przejdzie. I wtedy stało się...

Tego ranka tata przywiózł mi, jak zwykle jedzenie, czym rozzłościł mamę. Potem ona zauważyła, że skończyły się jej pieniądze i w domu nie ma już TEGO - to spostrzeżenie doprowadziło ją do szału. Na koniec ja zaczęłam płakać, bo spadłam z fotela i stłukłam sobie kolano. I wtedy mama wybuchła… Zaczęła rzucać krzesłami o ścianę. Wyrzuciła wszystkie naczynia z szafek, rozbijając je. Kopała meble, telewizor i drzwi. Gdy nie wiedziała już, na czym ma wyładować swoją złość, uderzyła mnie. Uderzyła mnie w twarz tak, że z nosa pociekła krew. Mama sprawiła mi ogromny ból, bo nigdy wcześniej nie skrzywdziła mnie fizycznie.

Nagle uspokoiła się. Rozejrzała dookoła, jakby nie wiedziała, co się stało. Kiedy spojrzała na mnie, rozpłakała się. Nie wiem, czy do łez skłoniły ją wyrzuty sumienia, czy też płacząc chciała wyładować swoje ostatnie silne emocje. Uciekła do swojego pokoju, a ja sięgnęłam po telefon, przypominając sobie, w jaki sposób mam zadzwonić do taty.

Tata, choć odebrał telefon, nie przyjechał szybko. Kiedy w końcu do mnie dotarł, tłumaczył się tym, że miał ważne spotkanie. Ciekawe, dlaczego było ono ważniejsze ode mnie…

Wieczorem błagałam niebiosa, abym nie musiała dłużej mieszkać z mamą. Miałam już, bowiem wszystkiego dosyć. Dosyć mamy, która ciągle TO robiła, dosyć braku miłości w domu, dosyć samej siebie, zamkniętej w ciele trzylatki, która potrafiła tylko coś mamrotać i dreptać w kółko.

Błagałam więc niebiosa o wybawienie. Błagałam o to, by stać się niewidzialną dla świata. I moje prośby się spełniły…

Rano obudziłam się z uczuciem, że coś jest nie tak, jak powinno być. Weszłam do sypialni mamy, przyłapując ją na TYM, a ona mnie nie zauważyła. Patrzyła na mnie nie dostrzegając mnie jednocześnie. Nie dostrzegała mnie inaczej niż zwykle - nie dostrzegała mnie naprawdę i uznała widocznie, że ciągle śpię w swoim pokoju.

       Takim wyjaśnieniem uraczyła także tatę, gdy ten przyjechał, aby dać mi jedzenie. Poinformował on mamę, z wyraźnym na twarzy smutkiem, że przez następne dni nie będzie mógł mnie odwiedzać, bo ma ogromny nawał pracy. Praca znowu okazała się ważniejsza ode mnie… A może jestem niesprawiedliwa?

Stan niewidzialności trwał cały dzień. Największym dla mnie jednak szokiem było to, że stojąc naprzeciw lustra, nie ujrzałam własnego odbicia. To było przerażające.

Następnego ranka sytuacja się powtórzyła, co oznaczało, że nadal byłam niewidzialna. Postanowiłam to wykorzystać. Wiedziałam, że mama planowała gdzieś wyjść, więc mogłabym się za nią wymknąć, a po zobaczeniu, co planuje, pójść do taty. Sądziłam, że znam drogę…

Udało mi się wyjść z domu. Udało mi się stwierdzić, że mama poszła, aby kupić TO, a potem zaczęły się problemy. Nie byłam pewna, którędy mam iść do taty, nie wiedziałam, który obrać kierunek. W końcu zabłądziłam…

Błąkałam się cały dzień niezauważona przez nikogo, ale dzięki tej tułaczce dowiedziałam się wiele o świecie i o ludziach. Zacznę jednak od początku…

Był późny ranek. Szukając drogi, jeśli nie do taty, to do domu, trafiłam do jakiegoś pięknego parku z fontannami i kwiatami. Wśród kolorowych kielichów, drżących od przylatujących i odlatujących owadów, stały ławki i ławeczki, wszystkie wykonane z ciemnego drewna. Nad nimi, wśród liści drzew śpiewały ptaki, jakby konkurując między sobą, który potrafi głośniej ćwierkać. Nie to jednak było najciekawsze. Najciekawsi byli ludzie siedzący dookoła jednej z fontann. Były to osoby młode, nad których głowami wisiał transparent z napisem, który potrafiłam odczytać, mimo mego ciała trzylatki. Widniało tam:

„ Jestem wolny. Potrafię bawić się bez narkotyków.”

Jakby tego było mało, to jeszcze ludzie ci, chłopcy i dziewczyny, nie siedzieli bezczynnie. Aby zebrać pieniądze na swoją akcję, grali na różnych instrumentach. Grali na gitarach, saksofonach, perkusji, skrzypcach, śpiewając jednocześnie. Ach, co to było za brzmienie… Byłam pod ich ogromnym wrażeniem. Musiałam jednak iść dalej…

Przez kilka godzin poruszałam się wśród ludzi obojętnych na wszystko i na wszystkich. Sądzę, że gdybym nawet wtedy nie była niewidzialna, to i tak by mnie nie zauważyli.

Ludzie obojętni - ich jest bardzo wiele. Nie chcą się w nic zaangażować, odwracają wzrok, gdy ktoś cierpi, udają, że go nie widzą. Ludzie obojętni nie zauważą drugiego człowieka, choćby on tego najbardziej potrzebował. Ludzie obojętni widzą tylko siebie i swoich najbliższych, nikogo poza tym.

Czas spędzony wśród ludzi obojętnych utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że nie chcę być taka sama jak oni, ale w przyszłości pragnę pomagać innym, choćby najbardziej obcym osobom. Bo, czyż nie wspaniałym uczuciem jest satysfakcja z czynionego dobra? Satysfakcja z tego, że dzięki nam na czyjejś twarzy pojawił się uśmiech? Według mnie nie ma nic cudowniejszego i nic bardziej motywującego do działania…

A moja wędrówka trwała dalej. Na swojej drodze spotkałam trzy, mogłoby się wydawać miłe starsze panie. Nic bardziej mylnego. Kobiety te - z wyglądu poczciwe, opiekuńcze babcie - komentowały zachowanie, strój, wygląd każdej osoby, która je mijała. Mężczyznę z teczką, okularami i w modnym garniturze określiły jako biznesmena - oszusta. Młodą dziewczynę w spódnicy przed kolano i z delikatnym dekoltem - jako „łatwą panienkę”. Parę, która się na ulicy objęła i pocałowała - jako parę zboczeńców. Każdy, kto znalazł się w ich polu widzenia otrzymał jakieś określenie - zwykle negatywne. Ja nie miałam już siły dłużej wśród nich przebywać, więc poszłam dalej.

Zbliżała się pora obiadu - czułam to w burczącym brzuszku, więc postanowiłam znaleźć sobie coś do jedzenia. Ruszyłam w stronę jedynej zauważonej przez siebie restauracji. Już na miejscu, gdy udało mi się wejść do kuchni, podkradłam kucharzowi kotleta i kilka gotowanych warzyw. Po skosztowaniu jedzenia zamilkły we mnie jakiekolwiek wyrzuty sumienia. To był wyśmienity posiłek.

Z restauracji - zresztą bardzo eleganckiej - wydostałam się tylnym wyjściem. Wtedy natknęłam się nagle na małą grupę około siedmioletnich dzieci, które szperały w śmietniku, szukając resztek jedzenia z restauracji. Z ich rozmowy, prowadzonej między sobą wywnioskowałam, że nie były wcale w lepszej sytuacji niż ja, kiedy mieszkałam z mamą. Jedyną różnicą między nami było to, że uzależnieniem ich rodziców nie było TO, ale alkohol.

Nie przebywałam wśród dzieci długo. Nie potrafiłam dłużej patrzeć na ich małe, umorusane buzie. Nie myślałam o tym, że gdyby ktoś mógł mnie dostrzec, to ujrzałby takie same, jak tamte, dziecko, tyle, że trochę młodsze.

Ruszyłam w dalszą tułaczkę. Mijałam różnych ludzi - tych bogatych i pięknych, ale także tych „szarych”, choć nie mniej ważnych, którzy na kolanach żebrali na ulicach. Przechodziłam obok spieszących się gdzieś, zabieganych ludzi sukcesu i obok zapatrzonych w niebo, słońce i liście drzew wiecznych marzycieli. Spotykałam dzieci i dorosłych, kobiety i mężczyzn, a żadna z tych osób nie była taka sama jak pozostałe. Wszyscy mogli mi coś przekazać. Wszyscy pokazywali to, że świat ma nie tylko jedno oblicze.

Ciekawe, czy moja mama przed tym, gdy zaczęła TO robić, widziała tyle, co ja w ciągu tego jednego dnia? Ciekawe, czy wiedziała, jak piękny i jak okropny zarazem potrafi być świat? Ciekawe, czy gdyby wiedziała o pięknie świata, to zaczęłaby robić TO, czy zaczęłaby siebie zabijać?

Moja wędrówka się jednak jeszcze nie skończyła. Ciągle nie odnalazłam drogi ani do taty, ani do mieszkania mamy. Musiałam iść dalej, czy tego chciałam, czy nie…

Po jakimś czasie na swej drodze natknęłam się na malutki sklepik. Toczyła się w nim zażarta awantura. Nie mogłam się powstrzymać i weszłam do środka. To jakiś młody chłopak kłócił się ze sprzedawcą o to, że nie planował niczego ukraść - o co oskarżał go mężczyzna -że nigdy tego nie zrobił i nigdy tego nie zrobi. Dlaczego więc sprzedawca mu nie wierzył? Czyżby należał do tych ludzi, którzy widzą w innych jedynie zło albo potencjalnych przestępców?

Przyjechała policja. Funkcjonariusze wysłuchali zarówno jednej, jak i drugiej strony. W końcu chłopak został przeszukany i okazało się, że to właśnie on miał rację. Ulżyło mi… To jemu od początku skrycie kibicowałam…

Szłam dalej. Czułam, że jeszcze chwila i nie będę w stanie oderwać moich obolałych nóżek od ziemi. Dlaczego musiałam mieć takie krótkie nóżki? Dlaczego w moim małym ciele było tak niewiele sił?

Zaczął zapadać zmrok. Na ulicach było coraz mniej ludzi, było coraz bardziej niebezpiecznie. Nie wiedziałam, co mam robić dalej, dokąd iść. Nie chciałam już dłużej samotnie błąkać się, więc zawróciłam. Starałam się przypomnieć sobie mijane miejsca. Przeszłam obok sklepiku, teraz już zamkniętego, obok restauracji, na której widok znowu poczułam głód. Minęłam ławeczkę, na której wcześniej siedziały starsze panie i dotarłam do parku.

Park wyglądał teraz zupełnie inaczej. Wcześniejszy cudowny raj ze snu zmienił się w mroczny, nawet upiorny krajobraz z koszmaru. Na miejscu, gdzie wcześniej swoją akcję prowadzili młodzi ludzie, teraz leżały jakieś kłody o dziwnym kształcie. Gdy do nich podeszłam, zauważyłam, że są to śpiący alkoholicy, którzy tego wieczoru chyba „odrobinkę” przesadzili. Spostrzegłam też, że za bajeczną w dziennym słońcu fontanną siedzieli inni ludzie. Ludzie, którzy robili TO prawie tak jak moja mama. Prawie, bo mama robiła TO w mieszkaniu czystym po cotygodniowej wizycie ekipy sprzątającej, a oni robili TO na brudnej ziemi, wśród zarazków.

Ale, po co oni TO robili? Nie mogłam pojąć, dlaczego robiła TO moja mama, nie mogłam pojąć, jak można tak krzywdzić samego siebie. Jak można tak ograniczać swoją wolność? Przecież kiedyś wolność była dla ludzi czymś bardzo cennym. Czymś, za co gotowi byli oddać wszystko, nawet swoje zdrowie i życie. A teraz stała się czymś tak zwykłym i naturalnym, że niektórzy sami sobie ją ograniczają, na początku z wolnej woli, robiąc TO po raz pierwszy, a potem już zniewoleni uzależnieniem, przy każdym kolejnym robieniu TEGO.

A może na początku nie są świadomi konsekwencji swoich czynów? Może robią TO dla zabawy, rozrywki? Albo może po to, aby zaimponować swoim znajomym, czy poczuć trochę intensywniejsze emocje?

Każdego trzeba od najmłodszych lat uświadamiać, że robienie TEGO wcale nie jest przyjemne. Każdemu trzeba mówić, że TO ogranicza wolność człowieka i niszczy jego prawdziwe życie zostawiając jedynie te urojone. Każdego trzeba informować, jak TO działa i dlaczego trzeba TEGO za wszelką cenę unikać.

Nie potrafiłam dłużej patrzeć na tych ludzi. Chciałam stamtąd uciec, znaleźć się już w domu. O to też zaczęłam błagać niebiosa. Krzyczałam i płakałam wypominając im, że to przez nie muszę żyć tak, jak żyję, a nie szczęśliwie w jakiejś pełnej, kochającej się rodzinie, więc niech teraz pomogą mi, chociaż wrócić do jedynego domu, który miałam. I nagle stało się…

Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wokół mnie zmieniło się otoczenie. Znalazłam się w mieszkaniu mamy. Rozejrzałam się dookoła - odnosiłam wrażenie, że coś jest nie tak. Mieszkanie wydawało mi się milsze, cieplejsze, piękniejsze. Biel ścian nie była już tak zimna, jak wcześniej, kiedy musiałam ją „ocieplać” różnobarwnymi odbiciami swoich rączek. Nowoczesne, geometryczne meble nie miały już tak przerażających kantów, a jedynie rogi, które sprawiały wrażenie bardzo swojskich. Nawet drzwi, lampy, stolik zdawały się mówić: „Witaj w prawdziwym domu, kruszynko”. Prawdziwym?

Spojrzałam w lustro. Ujrzałam w nim swoje odbicie - nie byłam już niewidzialna. Byłam za to strasznie brudna i zmęczona… 

Położyłam się spać. Śnił mi się las w porze zimy. Między drzewami stały obok siebie dwie osoby - dwie młode dziewczyny, bardzo do siebie podobne, a zarazem straszliwie odmienne. Podświadomie wiedziałam, że to ja, po różnych życiowych wyborach. Obie postaci jednocześnie zaczęły mówić to samo:

- Po śmierci mamy wychowywał mnie tata. Był cudownym opiekunem. Z jednej strony dbał o moją edukację, rozwój, a z drugiej pozwalał mi bawić się. Kiedy dorosłam, wiedziałam dobrze, co chcę robić przez całe życie - pomagać innym, ludziom, którzy robią TO. Studiowałam, jednocześnie udzielając się jako wolontariuszka. Dzięki organizacji pomagającej narkomanom w ich domach, poznałam kilku młodych ludzi, którzy niszczyli sobie życie. Wydawało mi się, że są nieszczęśliwi, a jednocześnie oni zapewniali, że potrafią cieszyć się życiem. Wiedziałam, że zadowoleni byli najbardziej wtedy, gdy robili TO. Powoli zaprzyjaźniłam się z nimi. Chciałam zdobyć ich zaufanie, by móc im prawdziwie pomóc. Nie docierały jednak do nich żadne moje argumenty. I wtedy umarł mój tata. Załamałam się, a oni próbowali mnie pocieszyć. Kiedy słowa nie przynosiły rezultatu, zaproponowali mi TO.

 Dziewczyny nagle przerwały. Jedna z nich, ta smutna, wysunęła się odrobinkę do przodu. Gdy przyjrzałam się jej twarzy, dojrzałam na niej rozpacz i uczucie bezsilności, a ona powiedziała:

- Na początku byłam zdziwiona ich propozycją. Wydawało mi się, że nie chcę TEGO zrobić, ale obiecałam, że się zastanowię, by nie ranić ich uczuć. To był błąd. Wypełniłam moją obietnicę solennie. Zastanowiłam się i postanowiłam TO zrobić. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować, wiedząc, że mój tata nie żyje i chciałam zagłuszyć swój ból. Dosyć szybko po tym zawaliłam studia i wylądowałam pod mostem. Nie mając, po co żyć, dzisiaj rzuciłam się pod pociąg.

Dziewczyna rozpłynęła się, a po jej obecności na ziemi została kupka popiołu, popiołu po spalonym przez TO szczęściu.

Wtedy druga dziewczyna zaczęła swą opowieść. Gdy mówiła, zrozumiałam, że jest naprawdę zadowolona ze swego życia.

- Kiedy oni mi TO zaproponowali, momentalnie ze zrozpaczonej dziewczynki zamieniłam się w upartą kobietę. Kategorycznie odmówiłam i mimo ich nalegań, próśb, nie zmieniłam zdania. Usiłowałam im tłumaczyć, że TO jest złem, ale oni nie zwracali na to uwagi, jakby nie rozumieli moich słów. W końcu uznali, że nigdy nie byłam ich przyjaciółką, bo ich nie rozumiem i zabronili mi siebie odwiedzać. Nie żałuję tego, co zrobiłam. Zachowałam swoją wolność i dzisiaj nadal pomagam narkomanom. Za dwa miesiące wychodzę za mąż i  czuję się naprawdę szczęśliwa. O moich dawnych przyjaciołach wiem tylko tyle, że kilkoro z nich umarło na AIDS, kilkoro popełniło samobójstwo, dwoje robi TO nadal, a jeden chłopak, z którym utrzymuję stały kontakt, przestał i stara się wspierać innych w walce z nałogiem.

  Ta dziewczyna także zniknęła. Na ziemi, na śniegu wyrosła tym razem róża - symbol prawdziwej miłości i wielkiego szczęścia.

Obudziłam się, nie pamiętając swojego snu. Miał mi się on przypomnieć dopiero później i zmienić całe moje życie - czułam to.

Kiedy otworzyłam oczy, spostrzegłam, że mama mnie obserwuje. Miała skołtunione, rozczochrane włosy i dziwne spojrzenie - wiedziałam, że znowu TO zrobiła. Nagle zaczęła krzyczeć. Nie wypowiadała przy tym żadnych słów. Słychać było jedynie jej wrzask. Krzyczała, waląc głową w ścianę. Krzyczała, wybiegając z mego pokoju. Ucichła dopiero w swojej sypialni, a kiedy zasnęła, ja zauważyłam, że ciągle jest noc. Dziwiąc się, że sąsiedzi nie urządzili awantury za wrzaski, położyłam się znowu spać.

 

*   *   *

 

Stało się. Mama umarła. Odeszła we śnie. Chyba nie cierpiała. A rano ja ją odnalazłam. Leżała na łóżku zimna, lecz ktoś mógłby powiedzieć, że śpi i śni jakiś przyjemny sen, bo na jej twarzy na zawsze już pozostał delikatny uśmiech. Na śmierć wskazywały jedynie: zwisająca z łóżka bezładnie ręka i smutek, który czuć było w jej pokoju.

Zaraz po tym, jak ujrzałam, co się stało, zadzwoniłam do taty, który nie zrozumiał nic z mego bełkotu trzylatki. Przyjechał jednak natychmiast, świadomy tego, co stało się ostatnim razem, gdy do niego telefonowałam. Kiedy pokazałam mu zwłoki mamy, upadł na kolana i zaczął płakać. Nie rozumiałam tego. Dla mnie śmierć mamy była ulgą, końcem udręki. Czułam, że dzięki niej rozpocznie się w moim życiu nowy rozdział. Dlaczego więc tatę wprawiła w taką rozpacz? Ja za mamą tęsknić chyba nie będę. Zresztą już wkrótce będę normalną trzylatką, z cieniem tylko wspomnień tego, co się stało.

 

*   *   *

 

Malutka chyba nie rozumiała, co się stało. Myślę, że sądziła, iż jej mama śpi. Ale ona nie spała. Ona była martwa. One obie były martwe. Nie żyła moja ukochana i jedyna w swoim rodzaju cudowna istota, z którą spędziłem kilka najlepszych lat mojego życia. Nie żyła także ta okropna narkomanka, która zniszczyła życie sobie, mnie i naszej córce.

A Malutka śmiała się. Patrzyła na ciało matki i klaskała w rączki. Zachowywała się, jakby stało się coś, o czym od dawna marzyła. Nie pojmowała, jaka tragedia spotkała nas - ją i mnie - nie mieliśmy już szans na odzyskanie jej prawdziwej matki, a mojej żony.

Ale, czy kiedykolwiek mieliśmy szansę na jej odzyskanie? Przecież już dawno moja ukochana odeszła. Jej miejsce zajęła wstrętna narkomanka, która nie chciała ustąpić, narkomanka, która krzywdziła swoją córkę, narkomanka, która nie pozostawiła po sobie nic, co mogłoby budzić w nas pozytywne emocje, tęsknotę do niej.

Zatem, może częściowo słusznie cieszyła się Malutka. Cieszyła się nie z utraty matki, ale ze śmierci, odejścia kobiety, która uniemożliwiła jej szczęśliwe życie, kobiety, która zrezygnowała z rodziny wybierając narkotyki…

Gdy otrząsnąłem się z zamyślenia, postanowiłem poinformować dziadków Malutkiej o śmierci ich córki. Nie było to łatwe. Najpierw nie mogłem się z nimi dogadać, bo nie kryli oburzenia z tego, że odważyłem się do nich odezwać. Potem nie chcieli przyjąć do wiadomości, (co jest całkiem zrozumiałe), że ich ukochana, najcudowniejsza jedynaczka ukończyła swą ziemską wędrówkę. Śmierć była dla nich zjawiskiem, problemem dotyczącym jedynie obcych ludzi, ale nigdy ich samych lub ich rodziny. Oni powinni trwać wiecznie, żyć wiecznie i nie powinno być niczego, co mogłoby im zagrozić.

Wkrótce przyjechali do mieszkania swojej córki. Nigdy nie widziałem ich w takim stanie. Byli pogrążeni w autentycznej rozpaczy. Nie zwrócili nawet uwagi na moją obecność. Zastygli w bezruchu nad zwłokami…

 

*   *   *

 

Dzisiaj odbył się pogrzeb mamy. To było smutne, mimo, że sądziłam, iż nie będzie to miało dla mnie znaczenia. Czy mama rzeczywiście była aż taka zła? W pożegnalnych listach czytanych podczas uroczystości, zarówno dziadkowie, jak i tata mówili o jej wielu zaletach i dobrych czynach. O zmarłych nie mówi się źle, więc nikt nie wspomniał o TYM, jakby TO nie istniało. A przecież TO było częścią mamy, jej nieodłączną częścią. Gdy słuchałam słów taty i dziadków, odnosiłam wrażenie, że opisują oni zupełnie nieznajomą mi osobę, a nie moją mamę.

MOJA MAMA ROBIŁA TO! - tylko taką ją znałam. Nigdy nie pokazywała mi swego prawdziwego oblicza, swojego charakteru bez wpływu TEGO. Nawet w tych momentach, kiedy następowała chwilowa poprawa, mama wydawała mi się sztuczna, nieprawdziwa, jakby zmuszona do włożenia maski. Zawsze byłyśmy daleko do siebie. Ona nigdy mnie nie całowała, a ja bałam się usiąść jej na kolanach. Teraz nie da się już tego naprawić…

Po pogrzebie zostałam z tatą. Zostałam już na zawsze - tak zostało ustalone z dziadkami. Tata powiedział mi, że czuje, że oni od zawsze wiedzieli o tym, że mama TO robiła. Nie potrafili tylko zaakceptować, że dzieje się to z ich córką, nie mogli w to uwierzyć.

Już za chwilę stanę się normalną trzylatką. Chyba nie będę tęskniła za mamą, ale tylko chyba… Tata doszedł do wniosku, że nie będzie mu brakowało mamy, którą ja znałam, ale fizjonomii kobiety, za którą tęsknił już od kilku lat.

Postanowiłam, że nigdy nie będę taka, jak mama. Nigdy nie wpadnę w sidła TEGO. Nauczę także moje dzieci, jeżeli będę je miała, że TO - narkotyki - to szubienica z wyrokiem w zawieszeniu.

 

*   *   *

 

Dopiero po kilku dniach odnalazłem w pokoju zmarłej pustą fiolkę po silnych lekach nasennych.

  

 

 Autor: pitye
 Data publikacji: 2009-08-28
 Ocena redakcji:   
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 76911 wiadomości na forum oraz dodali 441 publikacji.
Zapisało się nas już 1926

Ostatnio do paczki dołączył Arelliam

 
Po stronie kręci się 1 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 1 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Podobno strzela się bardzo celnie po kilku kieliszkach; zwróćcie uwagę na pokrewieństwo strzelania i poezji.

  - G. C. Lichtenberg
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.