Nie miał następców. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy. Teraz każdy bał się ryzyka; szturmowe oddziały „Anty” tylko czekały na taka okazję. Już dawno nie miały roboty.
Był chyba ostatnim z Produkujących. Czuł, że zbliża się jego koniec. Nie chciał, aby Urządzenie uległo zniszczeniu, albo – co gorsza – dostało się w ręce kogoś niepowołanego. Postanowił Urządzenie schować, przechować dla przyszłych, może bardziej odważnych pokoleń.
Dłuższy czas spędził na konserwacji; później opisał cały Proces, dołączył próbkę Wyrobu. Teraz był gotów.
Cicho stąpając po schodach, zanurzył się w mroku.
***
Pod łopatą coś zgrzytnęło. Przerwał kopanie. Zaczął delikatnie odgarniać ziemię rękoma. Powoli zaczął wyłaniać się metalowy element . – Utrwalacz! – przemknęło mu przez głowę.
Wbił w ziemię kilka palików, połączył je drutem, a końcówkę wsadził do gniazda generatora. Teraz mógł być spokojny o trwałość znaleziska.
Powrócił do swego dołka. Delikatnie pogłaskał wystający z ziemi kawałek lekko zakrzywionej blachy i myśląc o swoim szczęściu, kontynuował pracę.
Wieczorem natrafił na spięte kawałki plastyku. Dopiero po chwili dostrzegł na nich ledwo widoczne znaki. – Prapismo! – wykrzyknął uradowany. Echo odpowiedziało mu zgodnie ze swoim zwyczajem.
Za te kilka zabazgranych dziwnymi rysunkami kawałków plastyku, które trzymał w ręce, mógł dostać tyle punktów, że aż do końca swoich dni nie zaznałby udręki pracy. Z namaszczeniem wpatrywał się w wyżłobione rowki. Był na tyle inteligentny, że spostrzegł logiczną kolejność następujących po sobie zapisów. Na końcu, dwukrotnie podkreślony, wyryty był znak, który – w jego mniemaniu – musiał mieć magiczną moc. Usilnie starał się go zapamiętać i w końcu niezgrabnie nagryzmolił pod nogami: