Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Stoję w kolejce do bankomatu.

 

 

Stoję w kolejce do bankomatu.

Dzisiaj dziesiąty, więc sami wiecie, że kolejka jest długa. Społeczeństwo już co najmniej od początku miesiąca żyje bez kasiory. A dzisiaj dla wielu wypłata. Dla mnie też.

  • Jasna cholera – krzyczy ktoś od bankomatu – znowu skurwysyny nie przesyłają pieniędzy

  • Co się pan martwisz – ktoś odpowiedział – ja nie dostałem już od trzech miesięcy. Ale dzisiaj mam. Wiem na pewno, że przelali

Gościu, który miał puste konto odszedł przeklinając głośno. Chyba zaraz podejdzie do niego ktoś z ochrony, bo przecież nie wolno tak się wyrażać w centrum handlowym.

W ogóle to teraz ta technika tak się rozwinęła, że szkoda gadać. My, Polacy, jesteśmy naród prosty. A tu masz nawet pieniądze wydaje maszyna. Telewizory na piloty. Kasy w supermarkecie robią tylko tak „pik, pik” i już wiedzą ile trzeba zabulić. Technika jest nawet w kiblach. Raz, naprawdę tylko jeden raz wlazłem do takiego nowoczesnego. I cholera nie wiedziałem jak po sobie spuścić wodę. Co gorsza nie wiedziałem jak odkręcić kran. A przecież jestem Europejczyk, więc po wizycie w w.c. ręce zazwyczaj myję. Czyż nie lepiej skorzystać z szaletów publicznych w centrum miasta?. Toć to takie swojskie. Takie nasze. Być może zapach nie jest najlepszy ale przecież w kiblu nie może pachnieć różami.

Chociaż nie.

Może.

W tym kiblu co to wam mówiłem tak właśnie pachniało. Różami. Z rozrzewnieniem przypomniałem sobie swojski zapach lizolu.

Moja kolejka utknęła znowu w miejscu, gdyż kasę próbuje właśnie pobrać jakaś emerytka. Ci to dopiero mają problem. Dostanie taka pięćset jednostek płatniczych Narodowego Banku Polskiego, i to jeszcze dostanie przelewem na konto. Bo chce być taka babinka nowoczesna. A teraz stoi i nie wie jak obsłużyć to diabelskie urządzenie. Pomógłbym jej ale przyjemnie jest patrzeć jak kobieta wpada w coraz większą rozpacz. A poza tym niech pomagają ci co stoją bliżej.

  • Stary, kurwa, mówię ci, kurwa, nic im do tego, kurwa, sam wiesz, kurwa

  • Właśnie, że nie wiem, kurwa

Za mną prowadzą dialog moi koledzy z budowy, którzy tak jak ja przyszli do hipermarketu po kasę i drobne zakupy na weekend. Chociaż markety pracują także w niedziele oni jako wzorowi katolicy nie robią zakupów w dni święte. Dlatego dzisiaj kupią po dziesięć piw żeby starczyło do poniedziałku. W niedzielę jak to w niedzielę, po mszy wyskoczy się do jakiejś knajpy na piwko albo dwa. Chyba nie myśleliście, że moim kolegom wystarczy dziesięć piw na cały weekend.

  • No bo, kurwa, rozpierdolił się kurwa na tym pojebanym, kurwa, wiesz

  • Wiem, kurwa.

Toczył się ich dialog tyle bogaty w słowa, co ubogi w treści. Nikomu nie przeszkadzało to że wyraźnie nadużywali jednego słowa. Wiecie, którego, tego na k. Ale przecież wszyscy tego słowa nadużywają. A to przecież weszło do naszego polskiego języka już tak głęboko, że ci panowie za mną już pewnie nie zdają sobie sprawy z tego jak mówią. Nawet ostatnio na klatce słyszałem jak pewien młody człowiek starał się wkuć na pamięć tę no... Inwokację. Wiecie tę od tego... Słowackiego czy jak mu tam.

I ten dzieciak na tej klatce zasuwa tak. Na klatce bo w mieszkaniu odbywała się zakorzeniona w naszą polską rzeczywistość, libacja alkoholowa i młody człowiek nie miał stworzonych warunków do nauki w domu. Więc na tej klatce nachodził tak

  • Litwo! – spojrzenie w książkę – kurwa, ojczyzno moja. Ty jesteś jak... uff kurwa, zdrowie. Ile cię trzeba cenić – spojrzenie w książkę – ten tylko, kurwa, się dowie. Kto cię – sapnięcie – kurwa stracił.

Nie rokowałem mu najlepszych ocen w czasie tej no... deklamacji na łonie klasy. Jego naukę i tak szybko przerwała mamusia. Wyszła na schody tylko w haleczce ciasno opinającej jej pofałdowane ciało i od razu wydarła buzię na dziecko.

  • Co ty tu robisz zasrańcu jeden? Masz tu dychę i zasuwaj do Małkowskiego po jeszcze jedna trąbkę. My tu z twoim tym no... hehehe ojcem i z panem Kaziem chcemy jeszcze posiedzieć i trochę porozmawiać. Tylko szybko na jednej nodze.

I tak został zniszczony w zarodku zapał młodego człowieka do nauki.

Ta pani przede mną ma świetny dekolt.

Przy bankomacie stoi teraz małżeństwo i wykłóca się ile wyciągnąć. Facet optuje za tym żeby wziąć sto a babka twierdzi, że koniecznie trzeba wziąć sto pięćdziesiąt.

  • Tak, to typowe dla was rozpuścić zaraz całe pieniądze! – facet unosi się tak, że chyba słyszą go na końcu kolejki.

  • Jeśli ja ich nie wydam na jedzenie to ty je przepijesz – ripostuje kobieta

  • Co? ja przepiję? To już spracowany człowiek nie może sobie po przyjściu do domu wypić piwa albo dwóch. Nie może postawić kolegom kolejki „Pod Cycem”?

Małżeństwo oddaliło się przy lamentach uciskanego mężczyzny.

Na szczęście ja nie mam żony. Przy moim wyglądzie to jednak nic dziwnego. Nie wiem dlaczego natura właśnie mi poskąpiła urody. Ale co tam. Byłem kiedyś na takim spotkaniu z panią psycholog, która wmawiała mi że należy się akceptować takim jakim się jest. Nawet jej uwierzyłem. Uwierzyłem jej do tego stopnia, że jako, że była mniej więcej w moim wieku to zaproponowałem jej spotkanie wieczorem.

Odmówiła.

  • Kurwa, mówię ci, pojebane

  • Wiem, kurwa

Koledzy za mną nadal prowadzą dialog. Pani z przodu kokietuje biustem młodzieńca stojącego przed nią. Ten z głupią miną wpatruje się w rowek w jej dekolcie. Robi to niby ukradkiem a i tak śmieje się z niego cała kolejka. Może poza panami stojącymi za mną. Ci są tak zajęci swoją pasjonującą konwersacją, że na nic nie zwracają uwagi.

Masz ci los. Przyjechali uzupełnić kasę w bankomacie. Ciekawe jak to długo potrwa. Może część z przodu zrezygnuje i zmniejszy się kolejka. Chyba nic z tego. Ludzie czują żądzę pieniądza. Przecież dzisiaj dzień wypłaty. Wielu ze stojących razem ze mną w kolejce nie trzymało w dłoni gotówki od wielu dni. Na szczęście w osiedlowych sklepach doskonale funkcjonuje system zeszytowych kredytów. Ja również nie zamierzam się ruszyć z tej kolejki, gdyż w knajpie mam też kilka piw wziętych na krechę. Pani Jadzia, barmanka, z restauracji „Pod Jeleniem” stałym bywalcom nigdy nie odmówi. Hm to znaczy... piwa na krechę. Chociaż o ile wiem to innych rzeczy też nie odmawia. Mnie (mówiłem już o mym wyglądzie) odmówiła. Chociaż kiedyś po pijaku zaproponowałem jej to za pieniądze i się zgodziła. Przeżyłem mój pierwszy raz z panią Jadzią. Jaki byłem z tego dumny. Chociaż do dzisiaj nie mogę do końca sobie przypomnieć pewnych szczegółów. Ale co tam. Nie mam zbyt wiele seksu w sobie. Wolę iść z kumplami wypić tanie wino, zamiast się uganiać za dzierlatkami. Moi kumple w większości są żonaci i w czasie naszych spotkań jednogłośnie twierdzą, że nie mają się, delikatnie mówiąc najlepiej. Mnie moja mamusia nie mówi czy mogę iść „Pod Jelenia” czy nie.

Pod Jeleń” to jest tak dla nas, facetów z osiedla, taka, jakby to rzec... mekka. Tam to można spotkać każdego. Tam załatwić można każdą sprawę. Tam można, że tak powiem w sposób, kulturalny, spędzić wieczór. Nie ma tam jakichś spektakularnych bijatyk. Każdy każdego zna. Czasami tylko Kazek Michalczyk popije i narozrabia ale jest to wkalkulowanie w koszta. Czasami jego rozróby dostarczają nam jedynej rozrywki. „Pod Jeleniem” jest restauracją która nie poddała się zmianą jakie do nas przyszły po roku osiemdziesiątym dziewiątym. Tam nie podają do jedzenia żadnej pizzy ani innych cholernych hot – dogów czy też hamburgerów. Nie znaczy to że nie można tam nic zjeść. Można, a jakże. Można zjeść nasze polskie żarcie. Flaczki, golonka, bigos, czy fasolka po bretońsku. Rewelacja. Do tego piwo albo sto gram naszej polskiej „Luksusowej”. W prawdzie rzeczona „Luksusowa” jest przywożona ze Słowacji gdzie można ją kupić o połowę taniej niż u nas. A mąż pani Jadzi facet nie w ciemię bity i kalkulować potrafi. Lepiej jechać „Żukiem” te kilkaset kilometrów na granicę i od jakiejś mrówki kupić kilka skrzynek polskiej gorzały, zamiast przepłacać w hurtowni, kupując alkohol niewiadomego pochodzenia. To znaczy rozlewanego z zachodniego spiritusu przemycanego do naszego kraju. My „Ekipa spod Jelenia” jesteśmy patrioci. Koniaku czy innej świńskiej łiski nie weźmiemy do ust nigdy. Nawet w przypływie rozpaczy lepiej napić się naszego swojskiego denaturatu, zamiast truć się brendy czy innym gównem.

Ciekawe jak długo będą dokładać tą kasiorę do tego cholernego bankomatu.

Dwóch bodyguardów z bronią odsunęło nas na jakieś dziesięć metrów od maszyny, dwóch innych poszło na zaplecze z jakąś panienką. Mam nadzieję, że wkładają pieniądze do skrzyneczek a nie co innego w co innego. Niedawno kumpel pokazał mi taką gazetę gdzie dwóch facetów zabawiało się z jedną panią. Czegóż oni nie robili. Mam nadzieję że na zapleczu wkładają pieniądze.

A zresztą co mnie to obchodzi. Mam czas. Przecież dziś piątek.

  • Mówię ci jak pierdolnęło, to niech mnie kurwa

  • Przecież widziałem, kurwa

Panowie za mną nie przerywali. Pierwszy raz zrozumiałem o czym gadają. Byłem przecież tam, to znaczy na budowie dzisiaj.

Zawaliło się rusztowanie.

Prokurator powiedział, że kierownik budowy nie dopilnował, czy coś takiego. Dobre. Ja pracuje na budowach już trzynaście lat, nie licząc praktyki w zawodówce. Pracuję już trzynaście lat i nie widziałem żeby rusztowanie stawiało się inaczej niż my postawiliśmy. Co taki prokurator może wiedzieć o budowie. Był z nim taki... no inżynierek, „biegły” na niego mówili ale też mi gość nie wyglądał na oblatanego w rzeczywistości budowlanej.

  • Na tej budowie dopuszczono się elementarnych zaniedbań – nawijał prokurator – wypadek ten był wynikiem tychże uchybień.

Nie mogłem tego słuchać. Budowa jak budowa. Fakt szkoda tego Zenka Zygadłowicza. Jego jak jego, ale żony i piątki dzieciaków. Zenek zawsze szczycił się tym, że z zarobionego tysiąca połowę dawał na utrzymanie rodziny. A teraz pójdzie facet do piachu.

Paru leży w szpitalu. Dostaną stu procentowy zasiłek chorobowy. Chociaż po cichu ktoś mówił dzisiaj, że gówno dostaną bo właściciel firmy, chcąc zaoszczędzić nie płacił za nich składek.

W sumie niech się cieszą, że przeżyli.

Zenek już nie żyje.

Nareszcie ochroniarze uwolnili nas znów od luf swych uzi. Dam głowę, że pani, która na zapleczu wkładała pieniądze, była trochę zasapana i ukradkiem poprawiała fryzurę. Dwójka bodyguardów nie wchodzących na zaplecze spojrzała zazdrośnie na swych kolegów. Nie martwcie się, myślę sobie, przecież jeszcze pewnie macie dzisiaj kilka bankomatów do obskoczenia.

Kolejka ruszyła. Kilkoro młodych ludzi, nie mających problemów, w dobie internetu, z korzystaniem z urządzeń takich jak bankomat, szybko pobrało pieniądze. Jeszcze tylko kilkoro i wymarzona gotówka wpadnie w moje ręce.

Chłopak z przodu już bez skrępowania prowadził konwersację z wydekoltowaną panią.

A za mną?

Normalnie, swojskie kurwy i chuje.

 Autor: jotesx
 Data publikacji: 2012-12-03
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


 KOMENTARZE
Ułóż od najnowszych ↑

 Ale to prawdziwe :)
Jakie to życiowe, fajne to opowiadanie, mimo wszystko śmiać się chce po przeczytaniu.
Autor: kero Data: 12:48 28.05.13


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 77068 wiadomości na forum oraz dodali 443 publikacji.
Zapisało się nas już 1981

Ostatnio do paczki dołączył Avalan

 
Po stronie kręci się 15 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 15 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca.

  - Witold Gombrowicz
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.