Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Kołyska

- Nie jest dobrze! Oj, nie jest dobrze!
Wyraźnie poruszony Finn wpadł po chwili do chaty, zatrzaskując za sobą szerokie drzwi i blokując je jednym z krzeseł.

Po chwili krążył już nerwowo po izbie, co chwilę zmieniając kierunek. Wielką dłonią drapał się po tyłku, jak zwykle, gdy bardzo się czymś zdenerwował. Nie pomagało nawet ssanie kciuka.
Tym razem miał naprawdę przerąbane.

- Czy coś się stało, mój wielkoludzie? – zapytała Oonagh, piękniejsza i mądrzejsza połówka… arbuza.
- Wybudowanie tej piekielnej grobli, to nie był najlepszy pomysł, skarbie – wyrzucił z siebie. – Ten gość ze Szkocji to jakieś monstrum!
- A po coś tam polazł?! – zezłościła się na małżonka w myślach.
Nie dość, że przyszło jej żyć z idiotą, to z prawdopodobnie niedługo skończonym.

- Dopadnę cię, Finnie McCoolu! – zagrzmiało znad morza, aż drgnęły ściany i nogi coraz mniej dzielnego kolosa.
Gospodarz skulił się w jednym z kątów, wciskając głowę pomiędzy kolana.
- Zatłucze mnie… - szepnął i zamarł.

Bennandonner - największy z okolicznych gigantów - zapragnął zmierzyć się ze sławnym Finnem i jego przejaskrawioną, żeby nie powiedzieć: wyolbrzymioną, legendą.

- To może sobie gdzieś pójdziesz, a ja przekonam głupiego Szkota, że zaginąłeś – zaproponowała żona. – Posiedzisz sobie w lasach razem z tą durną bandą
- Ej! – syknął urażony wojownik. – Nie pozwalam ci tak oczerniać chłopaków!
- Nie będziesz mi mówił, o czym nie będę mówić! – pomyślała, sama gubiąc się w tym gniewnym zdaniu.

Wybrała więc najprostszą z opcji - kontratak.
- Inicjacja w młodzieńczych hufcach! – ryknęła szyderczo. – Myślisz, że nie wiem, co tam się u was dzieje?! Niech lepiej zajmą się sadzeniem drzewek!
- Uczymy się walczyć, biegamy po lesie, ćwiczymy, zdobywamy odznaki… - bronił się nieśmiało McCool. - Zresztą, nie zmieniaj tematu, kobieto!

- Nadchodzę! – zawołał Benek, podgwizdując fałszywie pod nosem.
Finn zbladł jeszcze bardziej i przez chwilę gotów był nawet salwować się wstydliwą ucieczką, lecz resztki honoru i naciągana - ale jakże ujmująca - reputacja zrobiły swoje.
- Wymyśl coś! – błagał wzburzoną żonę. – Cokolwiek!
Gospodyni westchnęła, rozglądając się po zakurzonej izbie. Jej wzrok spoczął na ułożonych przy palenisku pniach drzewa.
- Widział cię?
- Nie - odpowiedział McCool. - Uciekłem.

***

Finn uwijał się jak w ukropie, a że z siekierką potrafić zdziałać cuda, to i szybko wykonał pracę. Głęboka kołyska kiwała się zachęcająco pośrodku kuchni, a wraz z nią głowa zachwyconej olbrzymki.
- I jak? – zapytał, czekając na pochwały.
- Pozamiataj! - Usłyszał po chwili milczenia.
Pozamiatał.
- A teraz wskakuj do środka!
Tym razem po prostu wszedł.

Czepek z obrusa i trochę różu na ogolone policzki z grubsza załatwiło sprawę. Smoczek zrobili z drewna, a gryzak z kawałka skały.
- Już wiem! – wykrzyknął podekscytowany rzemieślnik. – Zobaczy takie dziecko, to od razu pomyśli o rozmiarach ojca. Jesteś genialna!
- Mniej więcej… - pomyślała i przykryła go pledem.
- Może upieczesz jeszcze parę bochenków chleba i przemalujesz je tak, aby wyglądały jak kamienie? – zaproponował, główkując nad detalami.
- Nie… - mruknęła, lądując w ulubionym fotelu. - To powinno wystarczyć.

***

Benandonner zapukał, wyważając przy tym masywne drzwi, które opadając zniszczyły krzesło.
- A ty jak zwykle! – warknęła Oonagh, podnosząc się z wygodnego miejsca. – Znowu trzeba je wstawiać i deski zbijać!

- Nie ma go..? – zapytał Szkot gardłowym szeptem, a w oczach pojawił mu się dziwny błysk.
- Ano nie ma – pisnęła, trzepocząc zalotnie rzęsami.

Po chwili ganiał już za nią po całej izbie, co jakiś czas podszczypując w nieliche pośladki.
- Stęskniłem się za moją kruszynką – zapewniał, chichocząc przy tym jak małe dziecko. – Za moją pupcią-chrupcią, za… - I tak dalej, wciąż w kusicielskim truchcie.

- Uspokój się – prychnęła po chwili, klepiąc go po rozgrzanych łapach. – Małego obudzisz!
Mina olbrzyma zmieniła się nie do poznania, a w poplamionych portkach zrobiło się więcej luzu.
- Małego…? – dopytał, rozglądając się nerwowo po izbie.
- Zajrzyj do kuchni – szepnęła mu w brudne ucho.

Zajrzał i wycofał się w tej samej chwili. Policzki biednego brzdąca nabrały bardziej wyrazistych, tym razem naturalnych, rumieńców. Strach wziął jednak górę nad upokorzeniem. Nad całą serią upokorzeń.
- To… ten tego… gratuluję! I… cieszę się, że ty i… Finn, że wy razem… - dukał gość, kierując się w stronę wyjścia.
- Zamknij się, przygłupie! – warknęła samotna matka. – Trzeba było uważać, gdy cię o to prosiłam.

Benandonner poczuł się znów małym Benkiem. Jęknął, westchnął, parsknął i tyle go widzieli. Po drodze zgubił but i zniszczył kamienne pale.
Nigdy więcej nie odwiedził Irlandii.

Finn rzucił jeszcze w gniewie kawałkiem kraju, lecz nie za mocno. Tak, by ten nie doleciał przypadkiem do wroga. W ten sposób powstała wyspa Man i jezioro Lough Neagh, no i ponownie rozrosła się legenda.

***

- A co miałam zrobić, gdy ty włóczyłeś się z tymi pedałami po lasach?! – ryknęła Oonagh, odpychając od siebie męża. – Wykorzystał mnie! Zgwałcił! Upokorzył! Dogadzał!
Finn drapał się wściekle po pośladkach, łażąc tym razem z kąta w kąt.
- Czego ludzie nie wiedzą… - Oświeciło go na ostatniej prostej.

Olbrzymka odwróciła się od zawiedzionego męża, wypełniając pomieszczenie donośnym szlochem.
- I gdzie ja znajdę drugiego takiego Benka? – pomyślała, zyskując na wiarygodności.
W kąciku oka błysnęła niewielka łza. Finn podszedł bliżej, odwrócił ukochaną i spojrzał w jej okrągłą twarz.
- Ty płaczesz? – wyjąkał i zmiękł w obliczu kobiecej słabości. – Wszystko będzie dobrze – zapewnił. – Poradziliśmy sobie z tym rozpustnikiem.

- Poradziliśmy...? - zapytała.

- Tak - szepnął. - Dzięki tobie, skarbie.

Skarb przytulił się do drżącej piersi Finna, a Benandonner zapłakał gdzieś w Grampianach Wschodnich i po dziś dzień pewnie tam beczy.

 Autor: konik80
 Data publikacji: 2013-02-06
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


 KOMENTARZE
Ułóż od najnowszych ↑

 Hahaha
Ale głupek :) jaki śliczny bobasek hahaha :)
Autor: kero Data: 14:46 24.04.13
 bobo max
Na kobiety trzeba uważać. Tym bardziej na te wyrośnięte! ;)
Autor: konik80 Data: 16:32 24.04.13
 Kontekst?
Dość miły styl, trochę dowcipu. Ok. Nie wiem, skąd ten arbuz, a raczej połówka. No i krótkie. Jakiś kontekst by się przydał.
Autor: Whitefire Data: 23:47 6.02.14
 Arbuz
Duzi są, to połówkami jabłka bym ich nie nazwał. :) Dzięki wielkie.
Autor: konik80 Data: 09:24 7.02.14


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 77011 wiadomości na forum oraz dodali 442 publikacji.
Zapisało się nas już 1960

Ostatnio do paczki dołączył Vallopz024

 
Po stronie kręci się 9 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 9 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

Rób przede wszystkim to co potrafisz zrobić najlepiej i czynisz to z radością

  - Andrzej Glas
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.