Użytkownik: Hasło: Rejestracja
 Wróżbita

Ten świat widział już wielu wróżbitów, lepszych i gorszych, tych godnych zapamiętania i tych, którzy błyskawicznie znikali z ludzkiej pamięci. Byłem właśnie w samym środku śledztwa – w niewielkim, górskim miasteczku, gdzie powinien panować tylko cisza i spokój zginęły już trzy osoby, wszystkie w przeciągu ostatniego miesiąca. Stanąłem przed skromną, jak z obrazka wziętą chatą, gdzie ślady krwi znaczyły próg i śnieg przed wejściem. Usłyszałem skrzypnięcie za plecami.

 - Co o tym sądzisz, Merk? – Zapytał mój asystent, Gin. Milczałem jeszcze chwilę, żując język i wpatrując się w czerwień, wspaniale kontrastującą z bielą.

 - Takie rzeczy zdarzają się w wielkich miastach – Ciągnął Gin, wyciągając z kieszeni zwinięty w rurkę kawałek bibułki. Zacmokałem z przyganą, nie lubiłem, kiedy palił. – Kto by chciał mordować biednych wieśniaków?
 - Górników – Poprawiłem go. Gin machnął ręką z lekceważeniem.

 - Wszystko jedno.

Śledząc wzrokiem plamy na śniegu dostrzegłem coś ciekawego. Wskazując palcem, zwróciłem uwagę Gina:

 - Co to takiego?

Pochyliliśmy się obaj, musiałem przytrzymać pochwę swojego miecza, żeby nie zawadzała i nie zniszczyła potencjalnego dowodu. W śniegu, z lekka już przysypane świeżą warstwą, widniały znaki, esowate wzory, nakreślone specjalnie, bądź zostawione przypadkiem.

 - Wyglądają jak ślady macek… - Gina ponosiła wyobraźnia, pokręciłem głową.

 - To mi raczej wygląda na to, że ofiarę ciągnięto. – Podniosłem się z wysiłkiem, przesuwając ręką po lędźwiach. Kiepsko znosiłem zimę. – A jeśli nie ofiarę, to coś ciągnięto. Pozostaje wywnioskować, co to było…

 - Merk!

Odwróciłem się na wołanie jednego z młodszych oficerów. Po przesłuchaniu mieszkańców miasta okazało się, że wszystkie ofiary przynajmniej raz odwiedziły słynnego lokalnego wróżbitę. Uniosłem brwi.

 - Czy to jakaś nawiedzona staruszka z górskiej pustelni?

Gin przestał podziwiać znaki na śniegu i dołączył do mnie. Oficer pokręcił głową.

 - To elf – Przekazał nam konspiracyjnym szeptem. – Prawdziwy!

 - Elf – Powtórzyłem z wyraźną ironią. – Elf w górach.

 - Naprawdę! – Zauważyłem, że młodszym kolegom po fachu ciężko było zachować kamienną twarz, kiedy podczas śledztwa natykali się na magiczne istoty. Ja sam byłem za stary, żeby się tym ekscytować.

 - Elfy lubią lasy i ciepłe tereny – Podniosłem rękę, zanim Gin zalał nas obu potokiem swoich niestworzonych teorii i przypuszczeń.

 - Tak czy inaczej, trzeba to sprawdzić – Wydałem odpowiednie polecenia, zostawiłem Gina przy zabezpieczaniu dowodów i ruszyłem za miasto, w kierunku najbliższego szczytu. Według wskazówek, uzyskanych od świadków, siedziba wróżbity mieściła się za miastem, na górskiej drodze, stanowiąc w moim przekonaniu doskonały punkt obserwacyjny. Wystraszeni obecnością sił sprawiedliwości mieszkańcy uciekali przede mną, czasem tylko wzrokiem, czasem całym ciałem. Wsunąłem ręce w kieszenie, czując, jak z zimna sztywnieją mi palce. Kątem oka dostrzegłem przysuwającą się postać i pożałowałem, że mój płaszcz wykonany jest z tkaniny zbyt sztywnej, bym zdołał chwycić rękojeść miecza przez wnętrze kieszeni.

 - Proszę tam nie iść! – Potencjalnym przeciwnikiem okazała się kobieta w średnim wieku, w ciemnej chuście na głowie. Wyglądała na starszą, niż w rzeczywistości była, a warstwy ubrania upodabniały ją do zwiędniętej kapusty.

 - Proszę tam nie iść – Powtórzyła drżącym głosem. – Dostanie pan złą przepowiednię i nigdy już pan nie wróci!
 - Co ma pani na myśli? – Spieszyło mi się, chciałem rozwiązać tę sprawę lub po prostu ją zamknąć i wrócić do słonecznej stolicy.

 - Jego przepowiednie zawsze się sprawdzają, ale zawsze są złe! – Kobieta zadrżała, nie miałem pojęcia, czy z chłodu, czy z trwogi.

 - Jestem w stanie podjąć to ryzyko. – Ruszyłem dalej, nie oglądając się na nią. Wołała coś jeszcze za mną, ale im szybciej stawiałem kroki, tym słabiej ją słyszałem.

 

            Droga przez miasto zwęziła się do przewianej śniegiem ścieżki, wiatr zaczął gwizdać mi w uszach. Spodziewałem się niepozornej, drewnianej pustelni, a nawet jaskini, ale kilka metrów wyżej czekała na mnie budowla większa, niż największy budynek w mieście. Przez chwilę sądziłem, że to jakaś świątynia i chciałem przyjrzeć się dokładniej jej strukturze, lecz obowiązki wzywały. Otworzyłem drzwi, wypuszczając z wnętrza nasączone zapachem róż ciepło. Zawahałem się, bo zapach był mocny, ale ostatecznie drzwi zatrzasnęły się za mną ze złowrogim trzaskiem. Gdzieś w oddali rozległ się dzwonek, podążyłem za dźwiękiem, przedzierając się przez opary kadzideł, ku rosnącemu źródłowi ciepła.

 - Co, do… - Wyrwało mi się, kiedy potknąłem się o gruby, bogato haftowany dywan. Wnętrze pokoju do wróżenia przypominało mi komnatę burdelu z różowej dzielnicy. Niski stolik, pokryty ciężkimi chustami zajmował większą część pokoju, podłogę zakrywało co najmniej kilka dywanów, zarzuconych poduszkami ze złotymi frędzlami na rogach. Mgliste i niewyraźne światło biło z kilku lamp o kolorowych, szklanych kloszach, rzucając plamki błękitu i fioletu na szklaną kulę pośrodku stołu.

 - Czekałem na ciebie – Odezwał się głos z głębi pokoju. – Usiądź, proszę.

Wytężyłem wzrok, ale nie zdołałem dojrzeć gospodarza.

 - Porucznik Merk, chciałbym pana przesłuchać w sprawie ostatnich morderstw w miasteczku. – Uznałem za stosowne się przedstawić, zanim ostatecznie uklęknąłem na szorstkich haftach, przedstawiających liście. Zasłona z czerwonych paciorków zabrzęczała, kiedy wróżbita zdecydował się ujawnić przede mną.

 - Przesłuchać mnie? Chciałbyś, żebym wyczytał ci z ręki, kto zabił tych ludzi? Obawiam się, że nie mogę tego zrobić.

Po drugiej stronie stolika rzeczywiście usiadł elf. Nigdy wcześniej nie widziałem elfa tak daleko od lasów i zieleni.

 - Nie przepadam za zieloną barwą – Powiedział natychmiast wróżbita.

 - Nic nie mówiłem. – Upewniłem się.

 - Nie musiałeś.

W przydymionym świetle lamp jego trójkątna twarz lśniła nad kołnierzem ciężkiej, bogatej szaty niczym księżyc. Włosy nieokreślonej barwy, zebrane z czoła, podtrzymywał złoty grzebień, jego dłonie o długich palcach zawisły nad kulą. Przeszło mi przez myśl, że w szerokich rękawach szaty może ukrywać jakąś broń i położyłem dłoń na rękojeści miecza. Oczy elfa drgnęły i spoczęły na mojej dłoni.

 - Nie bój się, nie zamierzam cię zaatakować. Chciałbym ci tylko powróżyć. Od tego jestem.

 - Co elf robi w górach? – Zapytałem, z nieskrywaną podejrzliwością obserwując jego ręce. – Myślałem, że wy nie znosicie zimna…

 - Śnieg pozwala mi myśleć - Nagle między bladymi palcami pojawiła się mniejsza, szklana kula i migała tak szybko, że z trudem śledziłem jej ruchy. – Skupić się, skoncentrować. Staram się nie opuszczać tego miejsca.

 - Ciężko jest się skupić w takim otoczeniu – Pokusiłem się o sarkazm, podnosząc jedną z purpurowych poduszek. – Czy są tu jakieś okna, panie…? – Zawiesiłem głos. Elf uśmiechnął się lekko, kpiąco. Miał taki rodzaj twarzy, która nie potrafiła uśmiechać się normalnie.

 - Zahar. Nazywam się Zahar.

 - Lubi pan kolor czerwony? – Drążyłem temat. Jego szaty w większości miały odcienie czerwieni. Zahar spojrzał na szklaną kulę w swoich dłoniach. Jakimś sposobem obok jednej pojawiła się druga.

 - Krew rozlana na śniegu wygląda pięknie. Sam to wiesz.

Zadrżałem, mimo przyjemnego ciepła. Zahar podniósł na mnie wzrok, najzimniejszy element w pokoju.

 - Proszę powiedzieć, czy te trzy osoby pojawiły się w pańskim domu w przeciągu ostatniego miesiąca… - Podałem mu nazwiska. Irytowały mnie grzecznościowe formułki, których musiałem używać, miałem świadomość braku odzewu. Elfy okazywały szacunek tylko sobie nawzajem.

 - Tak, odwiedzili mnie – Przyznał ze spokojem Zahar, obracając w palcach kule z wprawą ulicznego żonglera.

 - Co im pan przepowiedział?

 - Nie mogę powiedzieć. – Brzmiała oczywista odpowiedź.

 - Ponieważ wróżbici nie zdradzają swoich przepowiedni?

Zapach kadzideł zaczął drażnić moje gardło. Zahar opuścił ręce z trzaskiem na stolik i zostawiwszy drobniejsze kule, wziął największą w obie dłonie i wyciągnął ją w moją stronę.

 - Każda przepowiednia przypisana jest do osoby, której jest przekazana. Kiedy tylko słowa opuszczają moje usta, zapominam ich treści. Nie dotykaj, proszę.

Ręce, które odruchowo wyciągnąłem w kierunku kuli, opadły w połowie drogi.

 - Więc nie wie pan, co im przepowiedział?

 - Nie.

Zapadła cisza. Zahar wciąż trzymał kulę przed sobą, na linii między mną a nim. Przez gładką, szklaną powierzchnię widziałem zniekształcone oblicze wróżbity, jego jasne, jak na elfa tęczówki zlewały się z plamami światła, rzucanymi przez klosze lamp.

 - Jutro zginiesz – Powiedział powoli, jakby z wahaniem.

 - Słucham?... – Zacisnąłem palce na zaufanej broni, nie spodziewałem się otwartej groźby.

 - Jutro twoje życie dobiegnie końca – Jego głos brzmiał dziwnie pusto i na sekundę mu uwierzyłem. Na ułamek sekundy. – Ale zakończysz je z poczuciem spełnienia.

Szklana kula opadła na swój postument i wróżba dobiegła końca. Zahar spojrzał na mnie z zaskoczeniem, zdejmując ze stołu mniejsze kule.

 - Coś się stało?

 - Właśnie przepowiedział mi pan śmierć – Oznajmiłem chłodno. – Czy raczej zagroził mi pan śmiercią.

 - Nie miałem takiego zamiaru. Nie mam wpływu na swoje przepowiednie i na pewno nie chciałem nikomu grozić. – Zabrzmiało to niezwykle dufnie, jakby elf podkreślał, że nie zniża się do poziomu gróźb. – Coś jeszcze?

Szklane kulki pojawiały się i znikały w jego palcach z taką prędkością, że przestałem śledzić ich położenie. Zapach kadzideł przyprawiał mnie o ból głowy, podniosłem się. Chciałem już tylko wyjść.

 - Proszę nie opuszczać miasta – Poleciłem wróżbicie, zapinając płaszcz pod szyją. Wyjście stąd przyprawi mnie o szok termiczny. Zahar pożegnał mnie ostrym uśmiechem.

 - Nigdy go nie opuszczam.

 

            Przekazałem swoim ludziom skąpe informacje, których udzielił mi Zahar, nie wspominając jednak o wymuszonej wróżbie. Uznałem elfa za głównego podejrzanego, gdyż zbyt wiele wskazywało na niego w tej sprawie. Gin nadal uparcie twierdził, że za morderstwa odpowiedzialny jest jakiś górski troll albo szaman, używający węży. Wątpiłem w to otwarcie, przekonując go, że zarówno elfy jak i węże bardzo źle znoszą niskie temperatury. Zaskoczyło mnie, ile te dwa odmienne od siebie gatunki stworzeń mają ze sobą wspólnego.

 - Przesadzasz, Merk. – Gin gestem przywołał barmana do naszego stolika. Późny wieczór był odpowiednią porą na spotkanie w lokalnej gospodzie, tłocznej jeszcze bardziej od naszego przybycia. Nadal siedziałem w płaszczu, nie ufając tutejszemu ogrzewaniu. – Elfy są za życiem, nigdy nie słyszałem, żeby którykolwiek kogokolwiek zabił…

 - Tutaj masz elfa, który żyje w górach – Przypomniałem mu, podsuwając pusty kufel do napełnienia. Właściciel gospody obsługiwał nas osobiście, mimo tłoku wkrótce moja szklanka wypełniła się bursztynowym płynem. – Twierdzi, że nigdy nie wychodzi z domu, ale kto to wie? Może wypełza nocami. Jak wąż. – Obróciłem kufel w palcach, przypominając sobie szklane kule, którymi bawił się wróżbita. Gin roześmiał się głośno.

 - Zawsze myślałem, że elfy zachowują więcej gracji w poruszaniu się.

 - Musiałbyś go zobaczyć. – Zanurzyłem usta w napoju. Gorycz piwa mnie uspokajała, zamiast pobudzać, zawsze tak było. – Nie mam pojęcia jak był w stanie się poruszać w tych wszystkich…sukniach na sobie. – Przez przypadek sam sobie odpowiedziałem. Ubrania Zahara wyglądały na ciężkie, nie byłby w stanie zrobić krzywdy dorosłemu, zdrowemu mężczyźnie. Zakląłem cicho. – Myślałem, że go mam.

 - Aż dziwne, że nic ci nie powiedział – Gin sączył trunek przez zęby. – Myślałem, że spróbuje ci coś przepowiedzieć, z kart czy z ręki…

 - Szklana kula – Przerwałem mu. – Miał tam tylko szklane kule. Mnóstwo, całe mnóstwo szklanych kul.

Skąd miał ich aż tyle, nie miałem pojęcia. Ciche rozmowy gości brzmiały w moich uszach jak brzęczenie much.

- Z tego, co dowiedziałem się od mieszkańców miasta, ten elf nie potrafi przepowiedzieć nic dobrego. – Podjął temat Gin, brzękając szklanką. Przytaknąłem.
 - Dodatkowo nie pamięta, co przepowiedział.

 - Dziwne.

 - Owszem.

Umilkliśmy na dłuższą chwilę, każdy pogrążony we własnych myślach. Mimochodem spojrzałem w okno, obserwując wirujące w powietrzu płatki śniegu.

 - Może facet ma problemy z głową i dlatego siedzi w zimnie? – podjął znowu wątek Gin. – Żaden normalny elf tego nie robi…

- Żaden… - Przetarłem usta rękawem. – Co powiedziałeś…?

 - No, że żaden elf nie siedzi w zimnie.

 - Nie, to poprzednie – Zmarszczyłem brwi, z wysiłkiem zmuszając się do myślenia. – Powiedziałeś, że co?

 - Że musi być…Hej, czy to nie ta kobieta, co cię zatrzymała wczoraj po drodze?

Gin wskazał w okno, podnosząc się. Za szybą, co chwila przesłanianą tumanami śniegu, z gór schodziła ta sama, bezbarwna kobieta, która próbowała zawrócić mnie z drogi na przesłuchanie Zahara. Zmierzała z powrotem do miasta, ale ślady jej kroków w śniegu wskazywały, że złożyła elfiemu wróżbicie wizytę. Zrobiło mi się gorąco z gniewu.

 - Mówiłem, żeby nikt do niego nie chodził! – Poderwałem się od stolika. – Śledztwo trwa, do ciężkiej cholery!

Gin zrobił tylko wystraszoną minę. Jedną ręką chwyciłem miecz, drugą zepchnąłem go z krzesła i w kierunku wyjścia.

 

            Słońce już dawno zaszło, śnieg sypał gęsto, jakby do wtóru mocnego wiatru, który zerwał nam z głów kaptury, kiedy tylko opuściliśmy wnętrze gospody. Porozumiewając się krzykami, ledwo słysząc się nawzajem w narastającej zamieci, poleciłem swoim ludziom sprawdzić domostwo elfa. Sam skierowałem się do obejścia niesfornej mieszkanki. Idąc po jej śladach, niknących od nabierającej siły zamieci, natknąłem się na ślady innego rodzaju, niż kiepsko wykonanych butów. Nim zdołałem pochylić się, by się im bliżej przyjrzeć, z daleka usłyszałem krzyk. Klnąc na pogodę i wszystkie górskie miasteczka razem wzięte, dotarłem do źródła dźwięku najszybciej jak mogłem i znieruchomiałem, widząc czerniejące na śniegu ciało, tuż przed jednym z domów. Nad nim pochylała się wysoka postać w wielu warstwach sukien. Mimo mroku rozpoznałem Zahara.

 - Stój, nie ruszaj się! – Wrzasnąłem, dobywając miecza i podbiegając bliżej. Od pojawienia się na zewnątrz świst wiatru wypełnił mi uszy, a śnieg utrudniał widoczność, mogłem się więc tylko zdziwić, kiedy poczułem ostry ból w okolicach żeber. Moje ciało zatrzymało się wbrew mojej woli, z trudem chwytałem oddech, ręka z mieczem opadła mi bezwładnie w śnieg, wyczuwając w nim coś obłego i twardego. Zamknąłem na chwilę oczy, chcąc pokonać obezwładniający ból, a kiedy znów je otworzyłem, Zahar stał tuż nade mną.

 - Dlaczego przeszkadzasz mi w pracy – Wymruczał cicho, obracając w palcach szklanymi kulkami. Nie wiedziałem, czy to moja wyobraźnia, czy kule rzeczywiście zaczęły świecić.

 - Nie…Nie wywiniesz się… - Próbowałem się podnieść, z drugiej części miasta dobiegły mnie nawoływania Gina. Miałem przewagę. – Moi ludzie tu idą…

 - Już za późno – Elf wrócił do swojej ofiary, ciągnąc ciężkie suknie za sobą. Sztywny materiał lamówek pozostawiał w śniegu kręte kreski, przypominające ślady wężowych ciał. Spróbowałem podnieść się z kolan.

 - Wiem…Jesteś chory – Odezwałem się i mimo śniegu zauważyłem, że Zahar zostawił mężczyznę, patrząc na mnie. Kaszlnąłem na otwartą dłoń, kropelki czerwieni pokryły mi skórę.

 - To Demoniczna Gorączka, prawda? – Podjąłem znów wątek. – Dlatego wyniosłeś się w zimne tereny, chłód hamuje rozwój choroby…

 - To nie był dobry pomysł – Powiedział wróżbita, jego głos drżał. Podrzucał teraz kulki jedną ręką, emitowały własne światło, które robiło się coraz jaśniejsze. Nie był to dobry znak.

 - Elfy lubią ciepło, więc zamknąłeś się w odpowiedniej temperaturze – Pokiwałem głową, ciągnąc rozmowę na siłę, nasłuchując cały czas głosów swoich podwładnych. – Ale coś poszło nie tak.

 - Objawy były zbyt poważne – Zahar znów zbliżył się do mnie, unosząc rękę; emitujące ciepłe światło szklane kule uniosły się i zaczęły wirować wokół jego dłoni. – Nie mogłem ich już powstrzymać.

Dopadli nas w końcu moi ludzie i otoczyli elfa, niepewni, co robić. Gin podniósł mnie za ramiona.

 - Merk, nie śpij! – Krzyczał mi prosto w twarz. – Mamy go!

 - Czekaj! – Chwyciłem go za rękaw, zanim mnie puścił. – To Demoniczna Gorączka!

Ale było już za późno. Kilku funkcjonariuszy podbiegło do wróżbity, chcąc go obezwładnić i w ułamku sekundy wylądowali na śniegu, martwi. Krzyknąłem, wyrywając się do przodu, ale nic nie mogło go już powstrzymać. Szklane kule, z których zazwyczaj wróżył, wirowały wokół jego wątłej postaci coraz szybciej, zmieniając się w jedną, ognistą obręcz, płatki śniegu topiły się wprost w powietrzu. Blask oświetlał twarz elfa, jego przekrwione oczy utkwione były we mnie. Zrozumiałem w jednej chwili, czego ode mnie oczekuje i z rozpędu wyciągnąłem miecz ze śniegu. Goniły mnie krzyki Gina, poruszające się kule dzwoniły mi w uszach mocniej, niż gwizdała wichura. W biegu przesunąłem palcami po ostrzu i wymierzyłem w serce wróżbity. Nim światło obręczy oślepiło mnie zupełnie, Zahar zamknął oczy, pozwalając bym zatopił miecz w jego ciele.

 

Nigdy nie wierzyłem w żadne przepowiednie, czy wróżby, ale ta jedna okazała się prawdziwa. 

 Autor: velveten
 Data publikacji: 2013-12-23
 Ocena redakcji:   
 Ocena użytkowników:

 Zobacz inne utwory autora »
 Skomentuj »


 KOMENTARZE
Ułóż od najnowszych ↑

 Interesujące
Całkiem niezłe, trochę tajemnicze ale ogólnie czyta się dobrze :)
Autor: kero Data: 12:13 13.01.14
 Dobra
Śledztwo ws elfa z demoniczną gorączką. Napisane dobrze, ale bez fajerwerków. Trudno mówić o zagadce czy jakimś zwrocie akcji lub zaskoczeniu. Miły styl.
Autor: Whitefire Data: 23:37 6.02.14


« Powrót



Nasi użytkownicy napisali 76997 wiadomości na forum oraz dodali 442 publikacji.
Zapisało się nas już 1954

Ostatnio do paczki dołączył arkon06

 
Po stronie kręci się 2 osób: 0 zarejestrowany, 0 ukrytych, 2 gości.
 


       Dział Literatury:

   •   Recenzje Fantastyki
   •   Autorzy Fantastyki
   •   Artykuły
   •   Poczytaj fantasy
   •   Poczytaj SF
   •   Poczytaj różne
   •   Cała proza
   •   Poezja
   •   Fan fiction
   •   Publikuj własne dzieło »

Myśl

O różach można pisać wiersze, ale w jabłko trzeba się wgryźć.

  - J. W. Goethe
  
Strona główna | Mapa serwisu | Wersja tekstowa | O stronie | Podziękowania
Sponsoruj mythai.info | Informacje o prawach autorskich | Kontakt

© 2004 - 2016 Mariusz Moryl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookie w celu ułatwienia identyfikacji użytkownika.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
 
zamknij
Masz nowych listów.